sobota, 30 października 2010

Tusk, mowa nienawiści i pocisk miłości.

Dziwiłem się przez kilka ostatnich dni. Dziwiłem się niezmiernie. Wczoraj dziwić zaczęli się inni a ja wreszcie przestałem. Bo teraz już nic dziwnym nie jest.
Jak pamiętamy, przed 2007 rokiem ten i ów, a nie było ich znowu tak niewielu, skarżył się, że tak mu w Polsce jakoś duszno, że oddychać się nie da. I, żeby się dało oddychać poszli „zmienić kraj”. Zaraz też było sporo o tym, w co ten kraj zmienią i jak.

I ani słowa nie było (pamiętam!) o tym, że w tym zmienionym kraju szaleńcy będą latać po ulicach i strzelać do ludzi. Szczególnie zaś z powodu polityki. Ta miała przecież nasiąkać zupełnie przeciwnymi uczuciami.

Do takiej wizji żadne ze słów wypowiedzianych przez ostatnie dni nie pasowało. Bardzo nie pasowało… Już zdecydowanie bardziej pasowała do nich przeprowadzka tych, którym jeszcze nie tak dawno było najbardziej duszno w Polsce, do Pałacu na Krakowskie, ale nie powszechnie wypowiadane słowa troski o stan naszytych umysłów i emocji. Nie mogło pasować! Nie przy tej ekipie!

Tego dysonansu w pierwszej chwili nie pojął nawet i sam pan Tusk, który w pierwszym wystąpieniu po dramacie w Łodzi wzywał do „refleksji nad dzisiejszą Polską”. Mówił o „krytycznej chwili” oraz o tym, że „jest to ostatni moment aby temperaturę sporów publicznych doprowadzić do stanu normalnego”. Źle więc widział Polskę w Roku Pańskim 2010. Jakby umykał mu ten fakt, że Polską w Roku Pańskim 2010 rządzi nie kto inny tylko on sam i jego ludzie.

Nie pojął tego i wówczas, gdy w towarzystwie panów Komorowskiego i Schetyny pojawił się na miejscu zbrodni. Wizyta ta wyglądała zgoła jakby panowie trafili na jakąś obcą planetę zamieszkała przez wrogi nam gatunek a nie do jednego z największych miast Polski Roku Pańskiego 2010. Trzeciego roku rządów pana Tuska i Platformy Obywatelskiej.

Nie przypominam sobie abym wcześniej, nawet przed rokiem 2007, gdy, jak wiadomo było tak duszno, że aż nie do wytrzymania, w poważnym medium przeczytał otwarte niemal wezwanie do siłowej rozprawy z legalną opozycją. Choć przecież wtedy rządzili nami „straszni ludzie”. A po „strasznych ludziach” wiele się przecież można spodziewać. Nawet rozprawy z legalną opozycją. Lecz to dziś, w trzecim roku rządów PO dziennikarz jednego z największych mediów, w jednej z największych gazet wprost sugeruje siłową rozprawę z politycznymi oponentami obecnej władzy.

Tu może ktoś mi zarzuci, że nadinterpretuję słowa pana Pałasińskiego. Cóż… w zdecydowanie mniejszym stopniu niż nadinterpretacje pozwalające co i rusz na kierowanie opozycyjnych liderów do zakładów zamkniętych albo sugerujące im oczywisty faszyzm i chęć siłowego obalenia porządku prawnego.

Wróćmy jednak do percepcji rzeczywistości Roku Pańskiego 2010, trzeciego roku rządów PO przez pana Premiera Tuska. Tego, co nam po latach duszenia się obiecał zmianę klimatu politycznego i stylu prowadzenia polityki. Obiecał w 2007.

Do pana Tuska w końcu dotarło, że ten chór, który sugeruje, że tak źle, tak strasznie jeszcze nie było, że trzeba zacząć działać radykalnie, że może nawet trzeba zbrojnie się rozprawić, mówi przecież nie o żadnej tam IV RP. On to mówi w III RP i o III RP. W trzecim roku jego rządów! Mówi tak, jak nie mówił ani w pierwszym ani w drugim roku rządów poprzedniej ekipy. Ale co tam słowa. W trzecim roku jego rządów obok słów pojawiły się czyny. I pojawiła się krew. Choć duszno może już temu i owemu nie jest…

I musiał pan Tusk uznać, że tak o jego władzy (bo przecież to on ma władzę!) mówić nie można. Jakby to był jaki niestabilny kraj trzeciego świata.

I spróbował tę wizję jakoś w sposób cywilizowany wygładzić. Stwierdził więc że Polacy "przesadnie dramatyzują", jeśli chodzi o ocenę stanu kultury politycznej w naszym kraju. Jego zdaniem m.in. zabójstwo w Łodzi "spowodowało pewną histerię, która jest nieadekwatna do rzeczywistości". Może i tak, może nie ma się co przejmować. Wszak można zaraz zauważyć, że niczym ta jedna śmierć przy tych, co każdego dnia zdarzają się na naszych drogach…

„W Polsce nie ma żadnego koszmaru (...). Co mógłby powiedzieć Herman Van Rompuy (przewodniczący Rady Europejskiej) po tym, co usłyszał w Parlamencie Europejskim na swój temat? - pytał Tusk.

Fakt. Gdzie nam do zdziczenia „starej” Europy, gdzie nie strzela się do polityków tylko nazywa się ich, o zgrozo, ludźmi, którzy mają "charyzmę mokrego mopa i wygląd urzędniczyny z banku". Czym przy tym strasznym wyczynie jest nasze spokojne, konserwatywne strzelanie do człowieka?

Tusk dodał też, że wedle niego „w tych dwóch zdaniach (o mopie i bankowym urzędniczynie) powiedziano więcej obelżywych tekstów na temat przewodniczącego UE, niż prezes PiS Jarosław Kaczyński wypowiada na temat Tuska przez miesiąc.

Może i tak. Tylko jak to się ma do tej łódzkiej śmierci. Wiem, że Marek Rosiak to nie Herman Van Rompuy ale pewnie i on i jego bliscy woleliby, żeby szaleniec owładnięty nienawiścią wpadł tam, gdzie wpadł i sto razy nazwał Marka Rosiaka mopem, urzędniczyną i czym tam by jeszcze zechciał zamiast do niego strzelać.

Ale mimo tej karkołomnej dialektyki pana Tuska nie dziwię się jej. Dziwię się raczej takiemu panu Morozowskiemu, co się dziwił w telewizorze tej nagłej zmianie punktu widzenia Premiera. Wszak jeśli chce się sprawić, by wiarygodnie brzmiała gładka i słodka samoocena – „Niezły rząd na trudne czasy, może lepiej byłoby dla Polski, gdyby czasy były bajecznie łatwe i wtedy marny rząd by sobie być może poradził, ale trafiliśmy tak jak trafiliśmy i będziemy starali się robić wszystko jak najlepiej” nie można przecież zbyt długo pochylać się nad jakimś tam nieistotnym trupem i rozwodzić się za bardzo nad tym, co mogło tę śmierć spowodować. Bo psuje ona ogląd sytuacji i wizerunek tego „niezłego rządu na trudne czasy”. I, co oczywista „niezłego Premiera”. Więc póki ktoś w Polsce nie posunie się do hańbiącego procederu nazwania Tuska „gościem o charyzmie mokrego mopa i wyglądzie bankowego urzędniczyny” możemy spać spokojnie. A że czasem obudzi nas jakiś strzał to nic. Nic takiego się przecież nie dzieje. Nic takiego się przecież nie stało.

Wytłuszczenia za:
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/tusk-jestesmy-na-szarym-koncu-w-europie-i-bogu-dzi,1,3762974,wiadomosc.html
oraz za odsłuchanym na stronie TVN przemówieniem Tuska po zabójstwie Marka Rosiaka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz