czwartek, 7 października 2010

PRECZ Z GARY COOPEREM czyli III RP Socjalistyczna.

Jak było przed wojną, tą wielka wojną, kiedy Rzeczpospolita istniała jako substancja, której szlachetności składu nikt nie negował i się nie czepiał wiedzieć nie mogę. Domyślać się tylko mogę, że musiało nie być najgorzej, skoro jakoś kwestia, o której chcę pisać nie wyziera ze wspomnień i opracowań odnoszących się do tamtych czasów. Bo na ten przykład z takiego wczesnego PRL-u wyziera i wiem to choć tego akurat PRL-u przecież pamiętać nie mogę. Chodzi mi mianowicie o szlachetny (przynajmniej po części) w nazwie, która sam dla niego wymyśliłem, etos, w duchu którego tamta i obecna odmiana naszej państwowości bardzo konsekwentnie funkcjonuje. Konsekwentnie nie w znaczeniu skuteczności ale uporu trzymania się nie tylko głupiego ale szkodliwego schematu. Nazwanego przeze mnie etosem szeryfa- grabarza.

Właśnie PRL-owska rzeczywistość powołała do życia, oczywiście wraz z cała masą innych wynalazków na które cała reszta świata poza naszym „obozem przyjaźni” nie wpadła i do dziś nie ma najmniejszego zamiaru wpadać, wymyśliła i osobliwą definicję socjalizmu, jako ustroju, który bohatersko zmaga się z problemami nie znanymi w żadnych innych formach ustrojowych. Z żalem przyznać trzeba, że jeśli by uznać te definicję za poważną i wiążącą, to niestety przyszło nam żyć w III Rzeczpospolitej Socjalistycznej. Bo i ona zmaga się w sposób analogiczny.

Ponoć właściwością, która sprawia, że istota ludzka wyróżnia się z całego świata materii ożywionej i nieożywionej jest jej zdolność do abstrakcyjnego myślenia. Czyli takiego, które pozwala rozważać zdarzenia bez konieczności ich wystąpienia. Nie wiem jak to jest z innymi istotami ludzkimi ale mam podejrzenie, że istoty ludzkie zwane Polakami, szczególnie zaś te istoty ludzkie zwane Polakami, które zostały przez resztę istot ludzkich zwanych Polakami wskazane do wykonywania w ich imieniu czynności zwanych ogólnie rządzeniem w warunkach demokracji, mogą być wspomnianej wyżej zdolności pozbawione.

To, co łączy Polskę współczesną z jej praszczurką w najprostszej linii czyli Polską Rzeczpospolitą Ludową jest zamiłowanie do rozwiązywania spraw w trybie akcyjnym. Na nasze szczęście o ile tamta Polska starała się tak załatwiać co się tylko dało a więc zarówno budowę gminnego stadionu, zbiór buraków, walkę z analfabetyzmem i o elektryfikację czy też problem zrzutu stonki przez imperialistów o tyle teraz załatwia się tak tylko sprawy życia i śmierci. Niestety w bardzo boleśnie dosłownym znaczeniu.

Nie wiem z czego to się bierze ale przerasta czy to naszą wyobraźnię czy w ogóle nasze możliwości coś takiego jak prewencja i profilaktyka. I proszę mi tu nie wyjeżdżać z akcją „wiewiórka” bo i ona pojawiła się po tym gdy całym pokoleniom zęby w proch się obróciły. Nasz byt narodowy od kilkudziesięciu lat budowany jest w oparciu o przekonanie, że nic tak nas nie wzmacnia i nie uczy rozsądku jak parę trupów. Przyznaje, taka lekcja to mocna rzecz. I przyznaję też, że w niektórych kwestiach okazująca się wyjątkowo skuteczną i przynosząca rezultaty. Ot choćby w walce o wolność i demokrację. Oczywiście nie taką wolność i demokrację o jaką ongiś walczył ZBOWiD świętej (chyba…) pamięci. W niej, tej walce, czemu nie da się zaprzeczyć, kamieniami milowymi były tragiczne śmierci Romka Strzałkowskiego, mitycznego Janka Wiśniewskiego, ks. Jerzego Popiełuszki i wielu innych. I choćby przez wzgląd na nie wołam, miejcie litość istoty ludzkie zwane Polakami powołane do rządzenia resztą istot ludzkich zwanych Polakami! Nie nadużywajcie tego schematu bo nie zawsze jest on skuteczny a jeszcze rzadziej wzniosły.

Nie wiem, z czego to wynika ale kiedy pojawia się u nas jakiś problem, w którym na szali położone zostaje ludzkie życie (w różnej liczbie) ci, co za rozwiązanie tego problemu odpowiadają, zachowują się tak, jakby kiedyś zapatrzyli się w niezapomnianą rolę Gary Coopera w równie niezapomnianym obrazie fabularnym „W samo południe” i przysięgli sobie, że będą go w każdej sytuacji naśladować. I są w tym konsekwentni. To zaś wymaga takich warunków, w których musi się pojawić obowiązkowo jakiś zbir albo kilku zbirów, musi dojść do pozbawienia przez zbira, czy tez zbirów życia kilku sprawiedliwych i niewinnych obywateli i jeszcze kilku niegodziwości. I wtedy stanowczo wkracza nasz domorosły Gary Cooper, zbirów rozwala, niewinnym ofiarom urządza pochówek z honorami i następuje happy end.

Sęk w tym, że nie dla wszystkich happy.

Sprawienie, by huśtawki na placach zabaw i bramki na szkolnych boiskach nie przewracały się podczas korzystania z nich w naszym kraju obowiązkowo wymaga śmierci na placu zabaw czy boisku jakiejś dziewczynki lub chłopca i pokazania w telewizji łez jej rodziców. Kontrolowanie stanu autobusów wożących wycieczki misi (!) być poprzedzone rozsmarowaniem na asfalcie hipotetycznej klasy III b z hipotetycznego Pacanowa jadącej obejrzeć morze. Odśnieżanie dachów obiektów wielkopowierzchniowych da się załatwić dopiero wtedy jak jakiś dach zadusi pól setki ludzi. Wreszcie wysłanie zbrojnych patroli do boju o czystą krew i umysły naszych pociech wymaga tu i ówdzie śmiertelnego zejścia paru z nich. I można tak mnożyć. Ale za to kiedy już się to stanie cała III rzeczpospolita Socjalistyczna może sobie oglądać transmisję z kolejnej akcji, w której na ulicę wychodzi kolejny szeryf Gary Cooper, dla niepoznaki nazwany a to Inspekcją Pracy, a to prokuraturą, a to Donaldem Tuskiem czy innym Ziobrą Zbigniewem albo też Głównym Inspektorem Sanitarnym i robi porządek. Znaczy urządza pogrzeby i odstrzeliwuje zbirów.

I tak, nie mam najmniejszych złudzeń, będzie chyba do końca istnienia istot ludzkich zwanych Polakami. Ten zaszczepiony nam nie wiedzieć kiedy, organiczny zapewne defekt pozostanie naszą skazą do końca. Bo o ile już nauczyliśmy się, że jak już woda wzbierze to i spłynie. Ale za ch**a nie jesteśmy sobie w stanie wbić do głowy w jaki sposób spłynie i co się przy tym może stać. Choćby co drugi dzień nam przed nosem spływała z połową naszego narodowego majątku. Wiemy już, że „Tajfun” szkodzi jak cholera a nawet zabić może ale do wczoraj nam się wydawało, że jak się go dla odmiany nazwie „Cyklon” to z a nuż straci swą śmiercionośną właściwość. Wiedzieliśmy tyle cholernie dramatycznych rzeczy ale nam do głowy nie przyszło, że jak zdarzą się w kopalni „Wujek” to mogą i w kopalni „Siersza” czy w innym „Manifeście Lipcowym”. Bez praktycznego doświadczenia za nic nam do głowy nie przyszło, że psujący się co rusz samolot jest znacznie bardziej cięższy od powietrza niż taki, który się nie psuje.

I ciągle pozostajemy przy tym swoim idiotycznym aplauzie dla kolejnych szeryfów- grabarzy z ich widowiskowymi akcjami zamiast zapragnąć, by zastąpił ich ktoś, kto dobry nie jest w sięganiu po spluwę czy w pogrzebowych ceremoniach ale potrafi najzwyczajniej pomyśleć. Któremu wystarczy rdza zżerająca konstrukcję huśtawki, samolotu czy autobusu a nie koniecznie ileś zmasakrowanych trupów by podjął taką czy inną decyzję.

Może wtedy nie będziemy musieli heroicznie i ofiarnie rozwiązywać problemów nieznanych w innych systemach ustrojowych.

Pewnie wielu nie ma dziś pojęcia kim był Gary Cooper. Choć radośnie reaguje widząc jego emanację w kolejnych biegających po naszej politycznej scenie kogucikach. I pewnie nic by nam lepiej nie zrobiło jak wprowadzenie tego w życie tytułowego okrzyku.

A więc PRECZ Z GARY COOPEREM!!!!!!!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz