niedziela, 21 czerwca 2015

#punktzwotny



Tytułowym hashtagiem Platforma Obywatelska miała znaczyć swą ofensywę sieciową, towarzyszącą  wczorajszej konwencji partii, rozpoczynającej (przynajmniej wedle Platformy Obywatelskiej) marsz po kolejne cztery lata władzy. Członkowie, sympatycy i owa mityczna (niczym 300 spod Termopil) setka wyrobników PO, nauczeni złym doświadczeniem ostatniej kampanii wyborczej mieli zarzucić internet komunikatami, z których wynikać miało, że kryzys ma już partia za sobą a przed sobą wyłącznie świetlaną przyszłość.

Niestety dla PO, jej sympatyków i wyrobników nic z tego nie wyszło. Ani w sieci ani w realu. W sieci szybko do akcji dołączyli przeciwnicy PO przejmując ją i zrobiła się świetna zabawa a w realu…

Tu z oceną mam jeden problem. Bo jednak ów zapowiadany „punkt zwrotny” nastąpił. Nie, nie taki, jakiego w PO oczekiwano. O tym napiszę za chwilę ale najpierw chwilę o tym, czemu nie wyszło.
Nie wyszło bo w obecnych warunkach już chyba nie mogło.

Nie mogło wyjść bo przeciwko euforii, która niesie od ostatnich wyborów „masy pisowskie” (szanowni politycy, zwolennicy i klakierzy PO, zapamiętajcie te „masy” bo tego właśnie nie macie i chyba nigdy nie mieliście) PO ma zniechęcenie, brak wiary i chyba coraz bardziej paraliżujący strach przed porażką. Opisany genialnie przez jednego z internautów, który o wystąpieniu Ewy Kopacz na konwencji napisał „Kopacz płacze z kartki”.

Ewa Kopacz…

To, że Ewa Kopacz nie jest jakoś specjalnie trudnym przeciwnikiem w medialnych starciach wiedziałem nie od dziś. Jednak kiedy okazało się, że będzie toczyć symultaniczny pojedynek na wystąpienia nie z Kaczyńskim i nie z Dudą tylko z Beatą Szydło, jakieś szanse jej mimo wszystko dawałem. Przyznaję, uważałem Beatę Szydło za jedną z najbardziej pozbawionych charyzmy osób z kierownictwa PiS. Nie wiem czy dotąd myliłem się, czy nagle to na nią spłynęło z niebios czy też wczoraj był po prostu „dzień zająca”* i Beata Szydło niespodziewanie pobiegła po rekord świata. Ów „rekord” to coś oczywistego niezależnie od tego, że wystąpienie Ewy Kopacz było marne a miejscami mocno nieprzemyślane albo wręcz śmieszne. Choćby wtedy, gdy obiecywała ciężką pracę Platformy ale tylko do wyborów (co bezmyślnie później powtarzali w sieci ludzie PO z panem Bonim na czele) albo powtarzała chwyty swoich bardziej utytułowanych kolegów Tuska (gdy przestrzegała partię przed pychą) i Komorowskiego gdy „natentychmiast” niczym tamten w wieczór wyborczy po I turze wezwała Kaczyńskiego na debatę. No i gdy straszyła PiS, przypominała SKOK czyli brnęła koleinami, którymi aktualny jeszcze Prezydent wyjechał z czynnej polityki. Tu znów odwołam się do komentarza z netu „To wezwanie Kopacz o wypuszczenie Macierewicza było tak żałosne, że facet w komisie skomentował to: Spieprzaj złodziejko!”**

I tu dochodzę do prawdziwego punktu zwrotnego. Zdarzenia, które oglądałem z niemałym zdumieniem. To, że nie zestawię wystąpień Kaczyńskiego i Dudy z żadnym wystąpieniem z konwencji PO wynika z faktu, że żadnego innego poza wystąpieniem nie widziałem. Choć z drobnymi przerwami na TVP Info i Polsat News, konwencje oglądałem w „zaprzyjaźnionej” z PO, przynajmniej zdaniem Andrzeja Wajdy, stacji TVN24. 

Zdumiewające było, że konwencją PO nikt się nie zainteresował a posłanka tej partii Agnieszka Pomaska na Twitterze zachęcała by śledzić event partii za pośrednictwem medium, które znałem dotąd jako polecane do śledzenia spotkań w Klubie Ronina (z całym szacunkiem dla tego miejsca i dla Periscope).

Kiedy na konwencji PO pojawiały się kolejne „nowe twarze” (Lewandowski, Trzaskowski, Zdanowska, młody Wałęsa) prezentujące to, co miało właśnie przekonywać, że punkt zwrotny nadchodzi, wszystkie programy informacyjne transmitowały całe wystąpienia Kaczyńskiego, Dudy i wreszcie Beaty Szydło. I da  się to wyjaśnić tylko tym, że właśnie na Torwarze a nie w Arenie Ursynów, gdzie zebrała się Platforma, działo się to, co przyciągało uwagę i w jakiś sposób stawało się historią.

Nie ukrywam, że ten wczorajszy punkt zwrotny dla mnie polegał na odkryciu, że przez ponad godzinę z wielką przyjemnością oglądałem TVN24.

A Platforma...? O Platformę pytajcie w Platformie. Sądząc z atmosfery na konwencji tam najlepiej wiedzą.

ps. Już po napisaniu tego tekstu znalazłem polecany przez kogoś tekst Agnieszki Burzyńskiej na portalu Kulisy24. Już tytuł wiele mówi „Konwencja PO: ktoś to w ogóle transmituje?”*** a w nim fragment „Wszystko zgodnie ze scenariuszem. Przemawia Rafał Trzaskowski, jako młoda twarz i nowi ministrowie zdrowia, sportu oraz skarbu. To na nich partia chce opierać kampanijną strategię. – Ktoś to w ogóle transmituje? – pyta jeden z posłów monitorujący Twittera. Okazuje się, że żadna z telewizji nie pokazuje konwencji PO, bo na konkurencyjnej konwencji PiS właśnie przemawia świeżo namaszczona kandydatka na premiera, Beata Szydło. Sytuacja robi się coraz bardziej nerwowa, bo za chwilę na scenę ma wejść Ewa Kopacz. – Wystąpienie Ewy to chyba jednak na żywo pokażą?”

*„Dzień zająca” to data świętowana przez biegaczy długodystansowych. Nie znalazłem kiedy przypada i z jakiej dokładnie okazji. „Zając” czyli pacemaker to biegacz, którego zadaniem jest rozpoczęcie i prowadzenie biegu, w którym zaplanowano dobry czas albo nawet rekord w takim tempie, by bieg był bardzo szybki a faworyt nie musiał się trudzić prowadzeniem stawki. Po pewnym czasie szalejący „zając” schodzi z trasy bo nie ma sił. I pewnego dnia zdarzyło się, ze jeden z takich „zajęcy” widząc, ze narzuconego tempa nie wytrzymał nikt z reszty stawki, machnął ręką na wszystkie ustalenia i pobiegł do mety.