wtorek, 18 września 2012

Zaczęło się w Gdańsku…



Zaczęło się w Dallas…* Nieźle byłoby tak zacząć. Ale Gdańsk też jest niezły zważywszy na to, że zaczęło się tam kilka naprawdę ważnych spraw. Niektóre z nich zaciążyły nawet na losach świata.
Ale ja aż tak wysoko nie sięgam. Jeśli już to do zdarzeń, których skutki dotykają nas tu i teraz. Myślę że każdemu, kto choćby odrobinę interesuje się rodzimą polityką wryło się w pamięć tamto spotkanie w gdańskiej Olivii z roku 2001. Niektórym, co to sceptycznie podchodzą do zdarzeń mogących uchodzić za cudowne, szczególnie w pamięć wryło się pytanie jak trzem wyautowanym wówczas politycznie gościom udało się tak rozmnożyć pieniądze, że starczyło i na Olivię i na autokary zwożące entuzjastów i wreszcie na oprawę, która wtedy budziła podziw. Jak wiadomo budzenie podziwu kosztuje niemało.
Myślę, że pytanie „skąd na to kasa” powinno być „pytaniem założycielskim” urodzonej wtedy formacji. A przy okazji czymś w rodzaju klucza do rozumienia jej drogi życiowej wraz z jej wszelkimi meandrami. Wliczając również te ostatnie, szczególnie wartko zarzucające.
To, że zaczęło się w Gdańsku, w jakiś sposób zaciążyło też na historii tej formacji w miejscu, w którym niektórzy doszukują się nawet punktu zwrotnego. Wrócimy jeszcze do tego ale musimy mieć świadomość, że wiele się działo też w innych miastach i miasteczkach.
Taki Wrocław na przykład. Wrocław i jego bliższe i dalsze okolice. Wokół tego ośrodka można lokować kilka istotnych w dziejach wspomnianej formacji zdarzeń. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że nigdzie tyle się nie działo co w tym  mieście. Wokół wspomnianej formacji.
To tam pierwszy raz, jeszcze w okresie prenatalnym formacji, miały swój początek zdarzenia, które do historii przeszły pod wspólną nazwą „szwindla Schetyny” a polegały na pompowaniu kół. Tu trzeba koniecznie nadmienić, że motoryzacją nie miało to nic a nic wspólnego. Zyskało później chętnych naśladowców w różnych zakątkach kraju.
Tu swą polityczną karierę zaczęła pani, której zamaszysty smark uchwycony obiektywem zatroskanej kamery dał paradoksalnie tej formacji spóźnioną ale jak najbardziej zasłużoną władzę. Tu wreszcie ma swe korzenie silna grupa usługowa co to chciała zrobić dobrze „jednorękim bandytom”. Myślę, że w związku z tym Grzechu, Zbychu, Rychu (oraz Miro – łódzka kooptacja) zasługują bez wątpliwości na jakiś medal paraolimpijski.
Wspominam to wszystko bo ma to w tej historii niebagatelne znaczenie. To mianowicie, że w pewnym momencie zadawało się iż nie ma rzeczy niemożliwych. Co można powiedzieć nieco krócej tak: Wszystko wolno!
Można się ze mną nie zgadzać ale ja jak najpoważniej źródeł tego wspomnianego już potencjalnego momentu przełomowego w historii opisywanej formacji doszukuję się właśnie w tej mojej wyliczance. A właściwie w tym, że taka wyliczanka była w ogóle możliwa. I tyle to liczenie trwało. Bo przeróżne „szwindle Schetyny” oraz szwindle wszystkich innych uchodziły im wszystkim płazem. Durna mistrzyni widowiskowego smarku jest tu tylko wyjątkiem od reguły. Reguły, która w naszym spisie miast każe przecież umieścić też nadmorski kurort Sopot z jej rzutkim włodarzem.
Wszystko, co złe, niewłaściwe lub choć w jakiś sposób wątpliwe ma to do siebie, że pozostawione bez reakcji, bez przeciwdziałania, kumuluje się niczym jakiś szkodliwy metal ciężki w tarczycy. I prędzej czy później pokaże swe zdecydowanie mniej miłe oblicze.
Nie wiem na pewno, raczej przypuszczam, że to, co zaczęło się w Gdańsku, w Gdańsku może wkrótce znaleźć swój koniec. Byłby to taki symbol ale też coś w swej konsekwencji logicznego.
Bo zaczęło się w Gdańsku i przez to, że tu było kadrowe zaplecze formacji i tu był zdolny narybek mający gwarantować długie lata szczęśliwości i dostatku opisywanej formacji. Przez zaniedbanie, przez pobłażliwość i ich skutki w postaci gromadzenia złych praktyk dających się opisać jako „bezkarność” tu wreszcie narodził się ów legendarny jak na razie „układ gdański”.
Rodził się z rzeczy drobnych, o których wiemy i zapewne z grubych, których jeszcze nie znamy. Z takich choćby drobiazgów jak budzący kiedyś mój głęboki sprzeciw popis bezczelności Prezydenta Miasta prowadzącego swą prywatną polemikę na łamach wielkonakładowej prasy za niemałe z mojej choćby perspektywy publiczne pieniądze. Jak zatrudnienie przez spółkę podmiotów publicznych dziecka szefa szefów tych podmiotów. Jak najsławniejsze chyba dziś zdjęcie w Polsce, zwane „gdańskimi burłakami”.
Nie założę się, że to już rzeczywiście „ostateczny koniec”. Jeśli już, to raczej początek końca. Ale byłoby oczywistym aktem dziejowej sprawiedliwości, gdyby to, co zaczęło się w Gdańsku, tam też znalazło swój koniec.
* Tytuł kryminalnej powieści Serge Jacquemarda. Takie sobie. Zdecydowanie najlepszy jest tytuł. Z serii o Harym Shulzu chyba najsłabsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz