piątek, 21 września 2012

Salezjanie kręcą pornola



Jako dziecię a przy tym i harcerz rasowy* brałem udział w niezliczonych formach wypoczynku zorganizowanego zwanych harcerskimi obozami. Większość z nich organizowana była w okolicy pięknego nadmorskiego kurortu. Jednym z powtarzających się corocznie punktów programu były zaślubiny z morzem, którym poddawani byli ci, co nad Bałtyk przyjechali pierwszy raz w życiu.
Podczas wspomnianego ceremoniału „nieszczęśnicy” musieli (o ile chcieli być uznani za morskie wilki) wykonać szereg mało przyjemnych czynności jako to jedzenie paskudnych mikstur, wdziewanie niewygodnych kostiumów i takie tam. Punktem ostatnim było pasowanie na Wilka trójzębem Neptuna, które następowało zaraz po wypełnieniu drobnej formalności.  Była nią konieczność ucałowania kolana jego żony Prozerpiny (ta nieścisłość mitologiczna ani wtedy ani teraz znaczenia nie ma żadnego). Było to o tyle wyczynem, że w tę rolę wcielał się zawsze druh, który miał w sobie jak najmniej żeńskich cech a w dodatku kolano miał usmarowane czymś brązowym. I całowało się… I jakoś nikomu to wtedy nie przeszkadzało.
Ktoś zapyta „no i co z tego?”. Ano nic. To znaczy ja bym tak powiedział bo jakby mi ktoś powiedział z czym mi się to kojarzy to od razu powiedziałbym, że z… kolanem Prozerpiny i awansem na morskiego Wilka.
Tyle, że nie wszyscy tak mają.
O sprawie gimnazjalistów z Lubina i ich dyrektora pisać mi się nie zupełnie chciało. I nie tylko temu, że rzecz rozdmuchano tak, ze i na świecie piszą o tym. A może i na Jamajce. Przede wszystkim dlatego, że bez względu na to, co mam do powiedzenia, nie ma to ŻADNEGO znaczenia. Czemu tak uważam o tym za chwilę. Choć to w sprawie jest najistotniejsze.
Ciekawsze za to jest, że moje dość prymitywne kojarzenie opisane we wspomnieniu z dzieciństwa najwyraźniej nie za bardzo idzie z duchem czasu. Jak się chce iść z duchem czasu trzeba od razu uświadomić sobie z czym ma się do czynienia.
Podobieństwo zdjęć z Lubina do filmów pornograficznych jest uderzające - ofiary na klęczkach, z twarzami umazanymi białym płynem, liżące władczego mężczyznę - to stały motyw. Takie filmy robione są dla zboczeńców, marzących o dominacji nad słabszymi, i aktach "mocnego seksu".**
Nie chcę absolutnie nawet dociekać skąd Czuchnowski tak biegłe wychwytuje „stałe motywy” filmów robionych „dla zboczeńców, marzących o dominacji nad słabszymi, i aktach "mocnego seksu".( jak kto ciekawy, niech wali w te pędy do redaktora i pyta). Jednak nie jest w tym chyba odosobniony jeśli zważyć, że poproszonej przez jego gazetę pani Małgorzacie Ohme, psycholog ze "Strefy młodzieży" w SWPS, redaktorce naczelnej magazynu dla rodziców "Gaga” też się kojarzy. „Zestaw - biały płyn, kolano, klęczki, lizanie - nieuchronnie nasuwa skojarzenia erotyczne”***. W jej przypadku też nie chcę się zastanawiać skąd to „nieuchronne „skojarzenie. Tym bardziej nie chcę bo pani na zdjęciu wygląda tak miło.**** Obojgu mogę tylko współczuć będąc zadowolonym przy tym, że moje „skojarzenia erotyczne” nie podążają tymi samymi meandrami co ich.
W powyższej sprawie mam swoje zdanie. Odwołujące się zdecydowanie do estetyki a  nie, jak u wspomnianych, do erotyki. Ale jak już napisałem, ono, tak jak i zdanie pani Senyszyn czy wszystkich oburzonych oraz „oburzonych” nie ma znaczenia.
Nie ma znaczenia póki inaczej rzecz widzą uczniowie a przede wszystkim ich rodzice. W tej sprawie to właśnie jest decydujące, co oni na to. Przede wszystkim dlatego, że przy całym pozytywnym ADHD Michalaka i stadach domorosłych „rzeczników praw dziecka” nie ma lepszego rzecznika praw dziecka niż jego rodzice (tu taka uwaga by mi Madzią z Sosnowca nie wyjeżdżać bo tak można ze wszystkim). I jeśli coś powinno zastanawiać i Michalaka i Senyszyn i wszystkich innych, to raczej to, że znając (gdyż ponoć jest to szkolną tradycją) ów inkryminowany zwyczaj z salezjańskiej szkoły, rodzice wspomnianych uczniów woleli ich oddać do tej właśnie szkoły niż do szkół publicznych. Bo wspomniana szkoła jest dla jednych i drugich szkoła z wyboru a nie z rozdzielnika.
Można tylko domyślać się, że po prostu woleli by ich dzieci wzięły udział, jak chce to widzieć znawca Czuchnowski, w „filmie dla zboczeńców” niż na przykład w zakładaniu „gumki” na banana albo kosza na głowę nauczyciela. Oraz w koceniu polegającym na kąpieli z głową w muszli klozetowej, ściąganiu haraczu od kotów i całej inwencji na jaką potrafi zdobyć się nasza młódź ze szkól publicznych. Szkoda, że tam pani Senyszyn nie widać.
Ktoś zaraz wyskoczy z tekstem o pieniądzach „państwa” dla szkoły, jakimś „płacę i wymagam” i takim tam. Tyle, ze to nie tak.  Przekazywanie przez państwo subwencji szkołom w rodzaju tej z Lubina nie jest żadną łaską tylko wynika z faktu, iż uczące się tam dzieci są obywatelami państwa polskiego. Obywatelami tegoż państwa są też ich rodzice, którzy ponoszą takie same ciężary na rzecz państwa jak inni. A że chcą czegoś więcej dla dzieci, ich prawo. Nawet gdy z dobrodziejstwem inwentarza wybierają mało rozsądnego księdza- dyrektora.
Zatem póki rodzice owych dzieci oraz one same nie dopatrzą się w tym tego, co chora wyobraźnia podpowiada znawcy Czuchnowskiemu można mu tylko zasugerować, by… zmienił nieco preferowany repertuar filmowy.
* Definiuje to Tubka Starszy w „Osobliwych przypadkach Cymeona Maksymalnego” Niziurskiego

  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz