poniedziałek, 17 września 2012

Jałta European Strategy, part two



Cóż to za twór ta Jałta European Strategy  nie mam pojęcia. I szczerze mówić nie za bardzo mam ochotę zmienić ten stan. Fakt, że coś takiego istnieje a właściwie że komuś przyszło do głowy nadać taką kretyńską nazwę uważam za wystarczający by wykluczyć uznanie tego czegoś za godne zainteresowania.
Godny zainteresowania jest fakt, że na czele tworu o nazwie, która każdemu mającemu jakieś, ja nie mówię że znaczne pojęcie o historii współczesnej naszej części Europy przywodzi na myśl jakiś nazbyt gruby żart godny autorów South Parku stoi nie kto inny tylko nasz „polityk marzeń” Aleksander Kwaśniewski.
Na podstawie szybkiej kwerendy informacji o „Jałtańskiej Strategii dla Europy” (tak to ktoś ładnie przetłumaczył, można się domyślić, że mamy do czynienia z pomostem, który miałby wprowadzić Rosję do Europy.
Dokładnie, kudre balans, jak i pierwsza „Jałtańska Strategia dla Europy”.
O tej „strategii dla Europy” kiedyś tam usłyszałem ale dziś zainteresowało mnie, że kolejny z naszych „polityków marzeń”, pan Kalisz przywiózł ze wschodu fantastyczną wiadomość. Otóż w „strategii jałtańskiej” mieści się i to, że pan Tusk stanie na czele Komisji Europejskiej. Tak go zapewnił jakiś aparatczyk Europejskiej Partii Ludowej. Prawda, że fajna nazwa. Szczególnie w zestawie z „Jałtańską Strategią dla Europy”. Czyż nie? A skoro w Jałcie przesądzono, znaczy, zaklepane. Ponoć rzecz ma się tak jak ze swataniem córki króla Anglii synowi Rozencwajga. W połowie załatwioną bo się Rozencwajg zgodził. Tu, jak na razie zgodziła się Europa (ta jałtańska na razie) a czkać zostaje aż się pan młody wahać przestanie.
Przyznam, że wolałbym aby nasi politycy nie przywozili nigdy więcej z Jałty żadnych uzgodnień, ustaleń czy też  koncepcji. Szczególnie tych „dla Europy”. Poprzednia „jałtańska strategia” zbyt wiele Europę kosztowała. Może w ogóle niech do Jałty nie jeżdżą. Nawet gdyby chcieli tylko wysmażyć pupska w krymskim słonku. Tak na wszelki wypadek.
Chciałem tu dodać, że powinni to wiedzieć doskonale nawet tacy goście jak Kalisz i Kwaśniewski. Szczególnie Kwaśniewski, co to się „wychował na paryskiej Kulturze”. Ale przecież wiem, że w kwestii kosztów poprzedniej „strategii jałtańskiej” panowie ci akurat zbyt miarodajni nie są. Im akurat tamta chyba się suma summarum nawet nieźle opłaciła.
Ktoś powie, ze się zwyczajnie czepiam i że inicjatywa jak każda. Może nawet i w jakiś sposób wartościowa i przydatna.
Tylko, że ja nie mam za grosz zaufania do komunistów nawet gdy się nazywają socjaldemokratami, jeżdżą jaguarami, mają na każdej kończynie Patek Philipa.
Szczególnie zaś nie mam zaufania do komunistów, którzy wymyślają jakiekolwiek nowe „Jałtańskie Strategie dla Europy”. Bo tylko durni komuniści wpaść mogli na tak idiotyczny pomysł. A durnym komunistom ufać jest jeszcze większą głupotą niż tym, co mają we łbach olej i ten koktajl sprytu, cynizmu, okrucieństwa i fanatyzmu. Durny komunista jest jak przedszkolak z gwoździem przy elektrycznym gniazdku. Ktoś, kto ufa durnemu komuniście trzyma tego przedszkolaka za drugą rękę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz