środa, 26 września 2012

Kopacz jest trupem



Kopacz jest trupem. Oczywiście w sensie politycznym. Nie tylko z powodu tego, co zrobiła i czego nie zrobiła choć powinna, ale przede wszystkim przez ten defekt osobowości, który nie pozwala jej ani pojąć, że już nie jest w stanie wywinąć się z sytuacji, w której to na nią spaść musi odium ostatnich, wstydliwych zdarzeń ani też okazać skruchy. Choćby tylko udawanej.
Kiedy wszyscy zainteresowani polityką i tą konkretna sprawą oczekiwali na to, co pani Marszałek Sejmu ma do powiedzenia na temat ostatnich zdarzeń i jak pogodzi je ze swymi wcześniejszymi stwierdzeniami, ja byłem najmocniej przekonany, iż zwłoka w tym posłuży na przygotowanie jakiejś sensownej wersji. Jakiegoś tłumaczenia, które  nie będzie w sobie zawierało elementów buty i świadectwa tego, jak mało ceni ona intelekt słuchających jej i oglądających ja obywateli. W jakiś sposób tak mogły te przygotowania sugerować choćby wczorajsze słowa Schetyny, który odmówił oceny narracji, którą  Platforma usiłuje teraz narzucić w zestawieniu z pamiętanymi wypowiedziami pani Kopacz i sugerował by poczekać na jej stanowisko.
To, co zaprezentowała pani Marszałek wyraźnie pokazuje, że nikt chyba nie był skłonny albo po prostu nie umiał jej pomóc. Widać nie było odważnych by twardo zasugerować jej to „przepraszam”, które z łaski jest gotowa z siebie wyrzucić. Nie wypowiedziała go choć „nie ma z nim problemu”.
Ja wiem, że jak na razie w partii pani Kopacz główne siły rzucone zostały „na odcinek” przygrywania „tańcowi na trumnach”. W moim odczuciu  strategia spychania tego problemu w bagno trwających „politycznych wojenek i gier” ma jedną zasadniczą wadę. O której mogli w PO zapomnieć jeśli zważyć, że do tego zadania oddelegowano gości, którzy są w moim odczuciu najmniej sympatyczni z całego możliwego do wykorzystania zestawu a nadto od zawsze nakręceni na wersję z PiS w roli czarnego charakteru. Tą wadą jest to, że zupełnie nieświadomie wystawiono pana Olszewskiego, Schetynę i Szeinfelda przeciwko… rodzinie, której wyrządzono krzywdę.
To dość łopatologiczne przeniesienie ogranego schematu wojny PO-PiS na wojnę z Walentynowiczami (choć wiem, że po prostu strategom PO zabrakło wyobraźni że tak się rzecz w istocie ma) pokazuje że chyba geniusz medialny PO to już bardzo zamierzchła przeszłość. O czym zresztą świadczy ta „czarna seria” Platformy, ciągnącą się chyba od początku roku.
Elementem ciągu nieporozumień i niezrozumień, owocujących kolejnymi wpadkami jest i to, że pani Kopacz ciągle wydaje się „mocnym człowiekiem partii”. A jej koledzy zdają się wierzyć, że i teraz wykaraska się z kłopotów.
Może się jakoś pozornie uda rzecz załagodzić ale chciałbym przypomnieć innego „mocnego człowieka Platformy”, który był „mocny” dokładnie na tej samej zasadzie co pani Kopacz czyli dzięki zaufaniu, jakim darzył go sam Hegemon. To pan Mirosław Drzewiecki, po którym niewiele już śladów w PO zostało, a tym, który jakoś najbardziej nie chce się tej partii i tej ekipie zgubić to wątpliwej sławy postać „Mira”, podręcznego jakichś tam szemranych biznesmenów.
Tak może być z PO i tym razem jeśli ciągle będą w niej przekonani, że Ewa Kopacz, w istocie już polityczne zombie, ciągle żyje i ma się jak najlepiej. Pamiętamy, że jest ona nadal wśród najpoważniejszych (oczywiście jeśli chodzi o szanse a nie całokształt- to taka moja uwaga) kandydatów do schedy po Tusku. I założę się, że jej partyjni koledzy ciągle jeszcze woleliby rękę sobie odgryźć niż zasugerować, że jej czas już przeminął.
Nie ja pierwszy zauważyłem, że przy tej sprawie PO będzie musiało znaleźć „kozła ofiarnego”. Jeśli zdecyduje się pójść „tropem prokuratorskim”, jak choćby w sprawie „bursztynowo- złotej”, strzeli sobie w stopę. Raz, że zbyt wiele razy twardo stawała w obronie prowadzących śledztwo smoleńskie prokuratorów a dwa, że stanie się monotematyczna by nie rzec nudna w tym wskazywaniu kto jest winny zamiast niej.
Pani Kopacz jest wręcz wymarzonym kozłem ofiarnym. raz, że jest ewidentną kulą u nogi dla partii. Od wczoraj nie da się temu zaprzeczyć nie chcąc popadać w śmieszność albo posuwać się do argumentów podłych. Dwa, ze brak Ewy Kopacz czy to w partii (co gorąco podpowiadam) czy choćby w jej pierwszych szeregach, oznacza, że na szczycie partyjnej hierarchii zrobiło się luźnej i coś tam jest do wzięcia.
Oczywiście jest jeszcze pan Tusk, który genialnie wręcz umie łączyć nieumiejętność dobierania sobie najbliższych przyjaciół z mocnym poczuciem lojalności jak już takiego błędnego wyboru dokona.
W jego przypadku uparte trwanie z Ewą Kopacz w roli kuli u nogi może się skończyć zjazdem w dół. Jego albo całej partii. Za czym bez wątpienia płakał nie będę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz