niedziela, 9 września 2012

Historyczna tradycja „seryjnych samobójców”



Przeczytałem (z lekkim opóźnieniem) w piątkowej „Rzeczpospolitej” zatytułowaną „Medalik w czaszce” rozmowę z Krzysztofem Szwagrzykiem, pracownikiem  Biura Edukacji Publicznej IPN, kierującym pracami przy ekshumacjach ciał ofiar komunistycznych represji. Fragment, w którym tłumaczy on, że „przez wiele lat panował w naszym kraju klimat skrajnie wrogi podobnym poszukiwaniom. Rozliczać zbrodni komunistycznych nie było wolno. Nie mówiąc już o aresztowaniu i osądzeniu zbrodniarzy. Przecież w latach 90. żył jeszcze naczelny prokurator wojskowy Stanisław Zarakowski, sędzia Mieczysław Widaj, który miał sto kilkadziesiąt wyroków na koncie. Żyło kilkudziesięciu innych ludzi, na czele z Heleną Wolińską, którym można było wymierzyć sprawiedliwość. Tak się nie stało z powodu oporu wpływowych środowisk. Okazało się nawet, że „człowiekiem honoru” jest były generał SB, którego miejsce jest w więzieniu. A osoby, które zajmują się badaniem zbrodni komunistycznych, są „oszołomami”. Proszę się więc nie dziwić, że w takiej sytuacji nie było możliwości przeprowadzenia ekshumacji.”* podsunął mi pozornie absurdalny  pomysł, by w środku Warszawy, może nawet przy Placu Piłsudskiego, obok Grobu Nieznanego Żołnierza wznieść memoriał poświęcony Nieznanemu Sprawcy. Wszak to trwały element naszej historii, który najwyraźniej przetrwał transformację systemową. Oczywiście nie w takiej skali. Ale to nie powinno dziwić. Wszak po wielkich hutach i innych osiągnięciach naszej „gospodarczej potęgi” też śladu nie ma a jak coś teraz powstaje, skalę ma zdecydowanie mniejszą.
Ja zdaję sobie sprawę i sam się do tego przyznaję, że na punkcie rozliczenia poprzedniego systemu a ściślej braku takiego rachunku jestem zakręcony. Ale w moim przekonaniu to, co stało się a raczej działo się z problemem winy twórców i „udziałowców” PRL-u nie pozostaje bez wpływu na naszą obecną rzeczywistość. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że ów wpływ ma kształt różnoraki i jego najbardziej istotne oblicze pozostaje wyłącznie w sferze domysłów poruszając co najwyżej wyobraźnię skalą swoich rozmiarów i znaczenia. Mam rzecz jasna na myśli udział tych, którzy z różnych powodów stali się przed przełomem i są do dziś nieujawnioną cząstką tamtego systemu. I ze strachu, głupoty czy niegodziwości mocno dziś pracują by to, w co się kiedyś dali wmanewrować, nie było odbierane jako coś złowrogiego.
Osobną sprawą jest efekt uboczny tego, co wyżej opisałem. Przemilczania spraw, upychania po kątach prawdy o ofiarach albo wręcz krzyczącej o pomstę skali zaniechań. Nie sądzę by znalazł się ktoś, kto próbowałby racjonalizować fakt, że prace przy ekshumacjach ofiar komunistycznych bandytów zaczęły się tak późno. Tu nie da się sprawy załatwić „przedawnieniem”, które w prezencie, wraz z masą bonusów, dostała większość tych, którzy od pani z zawiązanymi oczami dostać bez wątpienia powinni coś zdecydowanie mniej miłego i intratnego.
Ktoś może uznać, że tytuł, nadany temu tekstowi to nadużycie albo publicystyczne cwaniactwo. Ja jednak bronię swego przekonania, że źródłem obojętności, z jaką przyjmuje się dziś stwierdzany seryjnie „brak udziału osób trzecich” w przypadku bardzo zaskakujących śmierci jest to, ż kiedyś „nieznani sprawcy” spowodowali zniknięcie sporej części naszej narodowej elity a nawet wtedy, gdy już mogło, nie bardzo przejęło tych, których powinno. Gdyby przyjąć obecne kryteria, odnoszące się do „udziału osób trzecich”, pewne zdarzenia, w których nie znaleziono do dziś wspomnianych „osób trzecich” należałoby pewnie uznać za samobójstwa. A w każdym razie za skutek „działań własnych” jak niektórzy próbują to zrobić w przypadku śmierci Stanisława Pyjasa. Zatem do grona „samobójców” powinni dołączyć i Piotr Bartoszcze i Grzegorz Przemyk a być może i ofiary „zbiorowego samobójstwa” wykopywane teraz na powązkowskiej Łączce.
Wracając zaś do pomysłu upamiętnienia naszych „nieznanych sprawców”, których wpływu na naszą historię nie da się zignorować, pozostaje do rozwiązania jeden problem. O ile z „nieznanym żołnierzem” problemu nie było, tu bez wątpienia nawet nie wiadomo gdzie szukać jakiegoś kogoś, kto mógłby spocząć w symbolicznej mogile. Istotą „nieznanych sprawców” jest wszak to, ż nawet nie wiadomo gdzie ich szukać. Zatem opcjonalnie można by w monumencie umieścić którąś z ich ofiar by nie było wątpliwości jacy z nich byli fachowcy albo też któregoś z obecnych protektorów. Tu kwestię listy kandydatów pozostawiam czytelnikom.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz