sobota, 15 września 2012

„Seryjny sadysta” czyli tysiąc ran Platformy



Na koncept „seryjnego sadysty” wpadłem kilka dni temu ale w pewnym momencie uznałem, że jednak dam sobie z nim spokój. Jednak wczoraj, w dyskusji nad „serią niefortunnych zdarzeń” Donalda Tuska przywołałem a właściwie zasygnalizowałem ideę a kolega Polska PolakoCzerwoni uznał, że temat jest wart pociągnięcia.*
Koncepcja „seryjnego sadysty” jest moją próbą odpowiedzi na nurtujące pewnie nie tylko mnie pytanie „Co z tą Polską?”. Właściwie „Co z tą Platformą?” ale trudno się oprzeć chęci umieszczenia tego subtelnego żartu z pana Tomasza.
Zatem „Co z tą Platformą?” ciśnie się na usta nie tylko mi ale najpewniej każdemu, komu nie jest obojętny los naszej Ojczyzny, który od jakiegoś czasu mocno związany jest z losem partii rządzącej. Może więc to pytanie z Lisa wcale nie jest tu tak bardzo nie na temat?
Be zwątpienia trudno ot tak przejść do porządku nad dziwną metamorfozą  I znów jakby aktualne stało się hasło z czasów zamierzchłych, wymyślone na potrzeby innej partii ale i tu szyte jakby na miarę. „Partia ta sama ale nie taka sama”. Oczywiście wtedy opisywało ono pewien kancik, którym tamten byt polityczny zamierzał się odciąć od parszywej przeszłości i brzydkich zaszłości a tu mamy do czynienia raczej ze smutną prawdą opisującą smutne zjawisko.
Nie da się wszak zaprzeczyć, ze to, co kiedyś tak świetnie działo, dziś staje się przewrotnie źródłem kłopotów.
W przepości, jeśli pojawiał się jakiś problem, starczyło, że pojawił się Pan Premier, że uśmiechnął się niczym świ… świ… świnks jakiś, powiedział dwa czy trzy odpowiednie słowa i było, jak się mawia w pewnych środowiskach, pozamiatane. Dziś w takiej samej sytuacji problem tylko się zaognia, pytania mnożą się jak gryzonie a zamiast tajemniczego uśmiechu widzimy na twarzy Premiera oznaki trudno skrywanego wqrwu.
Było też i tak, że jak Premier nie mógł wyjść, uśmiechnąć się i sprawy zamknąć dwoma czy trzema odpowiednimi słowami, w świat szły przydatne sugestie docierające wszędzie tam, gdzie powinny dzięki imponującemu rozwojowi technologii GSM.
Dziś pan Olszewski, pracowicie wystukujący na klawiaturze telefonu kolejne „wersje prawdy” jest coraz częściej traktowany jak idiota i zaczepiany niestosownymi pytaniami czy jest pewien tego co napisał. On jeszcze jest pewien…
Poważnie zaś mówiąc coś jednak się stało i musi być jakieś wyjaśnienie fenomenu. Kolega Polska PolakoCzerwoni, tam, gdzie już wskazałem obstawia wariant mistyczny. Można też wysnuć teorię „demokracji doskonałej”, gdzie partia, która „nie ma z kim przegrać”, w imię demokratycznych zasad i ideałów bierze na siebie rolę nieudolnej opozycji i decyduje się przegrać sama z sobą. I nagle, dosłownie z dnia na dzień, celowo zaczyna się potykać o własne nogi.
Ja zaś wykoncypowałem tego „seryjnego sadystę” który nagle i z niewiadomych przyczyn uwziął się na partię rządzącą i nie ma dnia by gdzieś tam nie szczypnął, nie ukłuł albo nie walnął w kark jakby nie wiedzieć czemu sprawiało mu przyjemność gdy Polska co dnia staje na krawędzi. Na jakiejś krawędzi.
Można oczywiście dworować sobie z tego, jak to właśnie robię ale tak naprawdę problem, pozwólmy sobie na trochę dystansu i pozostańmy przy nazwie „problem seryjnego sadysty”, jest wart poważnych rozważań. Bo musi być gdzieś prawdziwa przyczyna tego, że niemal z dnia na dzień „partia profesjonalistów”, czy też „lepsza drużyna” stała się ekipą jakichś niewydarzonych pechowców czy nawet nieudaczników.
Może ktoś, jak to się mówi „przestawił wajchę”, może nadchodzący czy też nadeszły już kryzys tak diametralnie zmienił okoliczności, ze przestało wychodzić a może po prostu kiedyś nam wmówiono tych „profesjonalistów” a oni po prostu nie byli w stanie unieść ciężaru roli. Mimo tej wszechstronnej pomocy wszelakich przyjaciół.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz