piątek, 17 września 2010

„A wy mówicie…” – list do purpuratów.

Nauczono mnie kiedyś, gdy jako dziecko, najbardziej otwarty byłem na to by chłonąć wszystko, co w przyszłości miałoby być dla mnie drogowskazem, że dobry pasterz gotów jest porzucić stado tylko po to, by po skałach, przez ciernie iść szukając zagubionej owcy by ją stadu przywrócić. Tak napisano, tak słyszałem i w to uwierzyłem.

Wytłumaczono mi wtedy też, że to nie jest zwykły kawałek drzewa gdy patrzyłem (i pytałem czemu), jak z nabożeństwem spalono stary, będący w istocie już tylko próchnem krzyż przydrożny i jak wyzbierano dokładnie popiół z niego by wrzucić w fundament nowego stawianego w jego miejsce.

Pokazano mi kiedyś, gdy byłem w tym wieku, gdy naturalnym jest nie mieć żadnego autorytetu poza sobą, co znaczy prawdziwa odwaga. Było to wtedy gdy w głowie miałem odpowiedź na wszystko a obok niej brakło miejsca dla Boga, gdy wokół mnie byli niemal sami tak samo pewni wszystkiego jak ja. I tego, że wszystko można jakoś wyjaśnić. W wielkiej sali akademickiej stołówki, pełnej niemal wyłącznie ówczesnych agnostyków, ateistów a i zapewne przyszłych Dawkinsów jakichś, zobaczyłem chłopaka, który nie zważając na wywołane przez siebie i to swoje zachowanie uśmieszki i chichoty uczynił znak krzyża zanim zaczął jeść. I po tym już łatwiej mi było pojąć tamto wystawianie się na razy i tamtą gotowość na śmierć prawdziwych kapłanów z czasów tamtego systemu.

Powiedziano mi też, bym modlił się zawsze i wszędzie tam, gdzie najdzie mnie tak myśl i taka potrzeba. I posłuszny tej nauce często, idąc ulicą polecam bożej opiece żywych i zmarłych. I nie mam poczucia wstydu czyniąc na ulicy znak krzyża gdy mija mnie kapłan idący z wiatykiem do chorych.

Powiedzieli mi też najbliżsi, wiedząc jakie czasy idą i jacy z nimi przyjdą ludzie, bym starał się postępować zawsze tak, jak należy, jak powinien zachowywać się przyzwoity człowiek. Nie oglądając się na to, czy mi się to opłacić, czy zyskam na tym czy stracę, czy będą mnie chwalić czy wyśmiewać. Jeszcze dali mi krzyżyk mówiąc bym nigdy go nie zdejmował. I powiedzieli też, że „In hoc signo” droga prowadzi wprost do Niego.

Często słyszałem w świątyni, jak kapłan mówił, że słabych nie wolno zostawiać samych, że być przy nich i z nimi jest naszym obowiązkiem. Ze naszą powinnością jest nieść im pomoc gdy jej potrzebują. Nas wszystkich bez względu na imię, dumne tytuły i kolory sukni, w które się odziewamy.

A Wy mówicie dzisiaj ze złością o „niewielkiej grupce” co ośmiela się mówić do waszej dumy, co dawno już zastąpiła nakazaną wam pokorę, per „księżyna” i w głowie wam nie postanie ze tam do tych „zagubionych owiec” jest tak blisko i po drodze żadnych skał ani cierni. I nie widziałem was tam, nie ruszacie się choć do tych owiec nie macie daleko. Choć i tam jest wasze miejsce tak samo jak na ambonie, z której tak łatwo wam mówić co wypada a czego nie.

I mówicie o o jakichś rachunkach, dodawania, odejmowaniach i dzieleniach, w które wypada lub nie wstawiać znak krzyża nie zważając i na to, że dla jednych z krzyżem sprawa jest prostsza i oczywistsza niż jakieś szarady i skomplikowane matematyczne algorytmy a dla drugich wasze słowa znaczą tyle co i ten krzyż, czyli nic. A ja ze zdumieniem patrzę jak bardzo widzicie tych drugich i jak mało tych pierwszych choć wedle mnie powinno być odwrotnie.

Mówicie i to, że w tym czy tamtym miejscu modlić się nie wypada choć zaraz z dziwnym zdumieniem patrzycie, że, zgodnie przecież z tamtym waszym zdaniem i przekonaniem, ten i ów daje sobie prawo by modlitwę z różnych miejsc wyrzucać.
I mówicie też, że dobrze się stało, gdy krzyż zabrano i schowano tak, jak zabierano i chowano kiedyś. A ja zastanawiam się co powiecie, jak mi z szyi zerwą ten mój, dany przez rodziców.

I zamknąć chcecie usta tym, co wbrew waszej purpurze, widzą i nazywają rzeczy wedle zasady, by mówić TAK, TAK, NIE, NIE, nie podzielając waszej „mądrości” przejawiającej się w tchórzliwym milczeniu.

Więc gdy was słucham, myślę, co byłoby, gdyby takich nauczyciel, jak Wy, i mieli ci, co byli na początku. I przychodzi mi do głowy, że przy was Szymon- Piotr dumny byłby ze swego rozsądku po tym jak trzykroć się zaparł a Paweł na zawsze pozostałby Szawłem.

[Pisane w odpowiedzi na publiczne wypowiedzi biskupów w wiadomej sprawie.]

2 komentarze:

  1. Ciekawy, dobry tekst. Dotychczas Kościół powstrzymywał się od opowiadania po którejś ze stron i było to słuszne. Wczorajsze wypowiedzi "rzecznika" w związku z akcją kancelarii prezydenta sprawiły wrażenie istnienia konfliktu w samym Kościele wobec opinii wypowiadanych wcześniej przez poszczególnych duchownych.

    To nie było potrzebne. Zastanawiałam się, czy by nie napisać notki na ten temat. Dwa dni przed usunięciem Krzyża smoleńskiego (14. 09) KK obchodził święto Podwyższenia Krzyża.

    Pozdrawiam bardzo serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezwykle wzruszył mnie Twój tekst. Wzruszył i poruszył.
    Zapewne każdy z nas ma negatywne doświadczenia z nimi i przytaczać tego nie ma tu sensu.
    Babcia moja w prostocie swojego rozumowania (powiedziano jej kiedyś) w takich chwilach mówi: "Róbcie wszystko co wam mówią, ale czynów ich nie naśladujcie".
    Ciężko w dzisiejszych czasach zastosować się do pierwszej części tego powiedzenia, zwłaszcza, kiedy już dawno przestali być autorytetami dla wielu. Dla mnie.



    Lewica dąży do oddzielenia kościoła od państwa. Przy wzrastającym poparciu dla tej partii w naszym kraju wszystko jest możliwe. Zachować ten stan można włażąć w tyłek aktualnej władzy. O wygodną pozycję tu chodzi. Taką jak do tej pory.

    Smutno mi.

    OdpowiedzUsuń