środa, 1 września 2010

"Oni" - List do żony (na rocznicę)

Ten list wygląda zdumiewająco. Aż dziwię się, że nie budzi tutaj w zasadzie żadnego zainteresowania. Bo jest dowodem na… No właśnie. Wygląda na dowód zdolności paranormalnych pana Kuczyńskiego. Który już wtedy wiedział, że musi (MUSI!) mieć dowód, który kiedyś tam zdyskredytuje słowa faceta, którego pan Kuczyński wtedy, gdy list pisał nie znał i pewnie nigdy jeszcze na oczy nie widział. Ale już wiedział że trzeba działać bo inaczej…

A może się mylę i wcale nie takie intencje przyświecały panu Kuczyńskiemu. Może… No nie. Przecież to bez sensu. Facet pisze do swojej żony i się jej tłumaczy, że „oni nie ustąpią”. Tak, jakby przez nią (lub kogoś całkiem innego) tam został wysłany żeby się targować. To „oni” brzmi tak jakoś „pod prąd” temu, co niby ma z listu wynikać. Że jest tam, gdzie jest oaza wolności. Może nie to widział?

Prawdę mówiąc jakoś nie miałem ochoty brać udziału w dyskusji nad tym, jaką rolę odegrali, czy choćby próbowali odegrać ludzie, którzy pospieszyli wtedy z Warszawy na wieść że Trójmiasto stanęło. Wbrew sympatiom i antypatiom byłem gotów kłócić się o wszystko i wszystkich ale za cezurę przyjmując ostatni dzień sierpnia tamtego roku. Więc o wszystko PO tym dniu. I tak by zostało bo skąd niby miałbym wiedzieć co w głowach tych ludzi siedziało gdy stali przed bramą stoczni i czekali na to, aż zostaną wpuszczeni.

Ten list, jak już napisałem, jest zaskakujący. Przede wszystkim z tego powodu, że zdaje się być stworzonym przez kogoś, kto mentalnie pasuje raczej do posiadającego wprawdzie dość łatwo poddający się emocjom otoczenia ale jednak zbudowany na pragmatycznym szkielecie charakter liberalnego sekretarza KC. Co to wie, rozumie „ale my żyjemy we wschodniej Europie”. I tyle. „Żadnych złudzeń Panowie”.

Ten list to właściwie takie posłanie człowieka, kto wie, że jego misja się nie uda. „możemy odpowiadać na pytania i nieco, powtarzam, nieco tylko urealistyczniać ich postulaty”. Bo tylko stoimy „pomiędzy takimi siłami”. Pomiędzy (!!!!!!!). I jeszcze to, że „oni nie ustąpią”. Czemu pan Kuczyński z tego spowiada się żonie. Tak jakby oboje trzymali kciuki żeby „oni” jednak ustąpili. Jakby w tym "pomiędzy" był wcale nie bliżej tej strony, której się bliżej wydawał.

I jeszcze ten sam koniec. Który może do rzeczy i nic nie ma ale jest przekomiczny. „Waldek (ekspert MKS)”.Tak, jakby napisał „Waldek (ten facet, co leży obok jak wstajesz do pracy). Ale i koniec zastanawiający. Bo jeśli „ekspert MKS” to jacy „oni”? Jakie „nie ustąpią”? Czemu nie „My” i czemu „nie ustąpimy”? Przecież się w zasadzie opowiada jednoznacznie!

Jeśli ten list miał udowodnić to, czego dowodzić próbuje się od wczoraj, że Lech Kaczyński nie odegrał tej roli, o jakiej mówił jego brat, bo roli takiej nie trzeba było odgrywać i nie było powodu to kiepsko to panu Kuczyńskiemu wyszło.

Kiedy czytam tych kilka linijek to widzę przede wszystkim tych „ich”, którzy tak „eksperta MKS” dziwią, zastanawiają, zaskakują. I to, że czuje się on „pomiędzy”. Nie z nimi tylko „pomiędzy”

* źródło (i wytłuszczenia): http://wyborcza.pl/1,86116,8320717.html

http://wyborcza.pl/1,86116,8320717.html#ixzz0yIQPMoyWyW

1 komentarz:

  1. @ IIrosemann

    Jako naoczny świadek, organizator i uczestnik strajku w tamtych dniach sierpnia 1980 roku, oświadczam, że Waldemar Kuczyński, jak i pozostali tzw. doradcy, którzy w rzeczywistości byli mediatorami partyjnymi ( podobnymi do dzisiejszych policyjnych )jak psy spuszczone z łańcuchów jedynej słusznej partii jaką była PZPR.
    Nie zapraszaliśmy ich do Gdańska, nie potrzebowaliśmy ich tu. To byli partyjne sługusy, które przyjechały rządowymi samolotami i samochodami do stoczni via KW PZPR by rozbić strajki po tym jak nie udało się TW Bolkowi i towarzyszowi Pyce.To byli czerwoni wojownicy w trojańskim koniu pod nazwą DORADCY MKS - którymi kierowały służby PRL-u.

    OdpowiedzUsuń