wtorek, 21 września 2010

Wszechmocny Tusk i piekielna alternatywa.

Idąc dziś do pracy spotkałem krzew gorejący. Wiem. Głupi to żart. Miałem na myśli dogorywający pod sprawnym kierownictwem pana Lisa tygodnik „Wprost” który przemówił do mnie. Przemówił do mnie z okładki tytułem „Tusk nawet nie ma z kim przegrać”.
To zawarte w tytule stwierdzenie jest pewnie dla całej oświeconej redakcji a już na pewno dla zasłużonego w walce o elektryfi… o oświecenie także społeczeństwa redaktora naczelnego odkryciem radosnym. Wreszcie ta Polska będzie wyglądała tak, jak ja oświeceni redaktorzy widzieli rozbijając się po różnych Paryżach, Nowych Jorkach czy Amsterdamach.

Jednak zanim zostaniemy całkiem i bezpowrotnie oświeceni przy malejącym niestety z tygodnia na tydzień udziale redakcji gorejącego… znaczy dogorywającego tygodnika „Wprost” ale za to przy znaczącym pana redaktora Lisa, który udziela się na swoje szczęście jeszcze na innych miejscówkach, przypomnę pewne tradycyjne, a więc mało oświecone powiedzenie. „Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni”.

Właściwie trudno dziwić się radosnemu stwierdzeniu redakcji gorejącego tygodnika. Wszak z pozoru zapowiada się to, o co, jak prawdziwa forpoczta osobno a w końcu razem bili się szanowni od lat. I wygląda na to, że w końcu się o to dobili.
Tyle, że jak na oświeconych koleżeństwo z gorejącego tygodnika i wszystkich tygodników, dzienników, rozgłośni i redakcji myślących podobnie, wykazują się szanowni niewielką wyobraźnią. Taką która narzuca nam oświeconą przyszłość z panem Tuskiem. Na zawsze. Jakby był on jakim Dżugaszwilim, Ho Szi Minem albo Kim Dzong Ilem. Rządzącym wiecznie bo nieśmiertelnym.

No bo skoro nie ma z kim przegrywać to będzie wygrywać, wygrywać i wygrywać. A jak już nie będzie to pewnie w miejsce Polski powstanie jaka czarna dziura no bo bez niego być nie może!

Wbrew optymistom wszelkim, których optymizm zawiesił się swym błogostanem w momencie naszego wejścia do Unii Europejskiej, wiemy już, że samo przebywanie w tej rodzinie całkowitego spokoju i bezpieczeństwa nie zapewnia. Ateńska ulica pokazuje, że różnie może z tym być. Może być i tak, że jakieś tam nasze, niekoniecznie rodzinne sprawy, rozwiązywać będziemy w stanie wyjątkowych emocji. I nie zmieni tego czarowanie- zaklinanie oświeconych skoro dyskusje o tym, czy „ludzie się ruszą czy się nie ruszą” słyszę coraz częściej i wyraźniej w towarzystwach, w których zwyczaju rozmów o polityce dotąd nie zauważałem.

W każdym razie to, że „Tusk nie ma z kim przegrać” powinno odkrywców tej prawdy a już szczególnie samego Tuska raczej mocno martwić. Bo jakby co i tak przegra ale z czymś, czego nie życzę nawet jemu. Skoro nie ma dla Tuska na scenie politycznej żadnej alternatywy to ta alternatywa, jeśli dojdzie do jakiegoś kryzysu, sama się znajdzie i, niestety, nie na politycznej scenie, lecz na ulicy. I będzie to alternatywa piekielna.

Od czterech dni nie mam wątpliwości, że historyczne wykształcenie pana Donalda Tuska nie powinno być przeceniane. Sądzę jednak, że na tyle jeszcze pamięta (choć skoro zapomniał co zdarzyło się 17 września 1939 roku to może powinienem te nadzieje porzucić) jak wyglądały te historyczne momenty w których alternatywą stawała się ulica.

Przyznam szczerze, że miewam takie momenty że chciałbym móc popatrzeć jak facet, który głównym mechanizmem swego politycznego trwania w miejscu, które po wielu wysiłkach i rozczarowaniach wreszcie zdobył, uczynił granie społecznymi emocjami, pozna też najbardziej pikantny smak tych emocji. Bo w starciu z nimi nie ma co liczyć na jakąś kurtuazję czy choćby na finezję. To będzie raczej dość toporne. Nomen omen…

Bezalternatywność Tuska to w rzeczywistości zła wiadomość. I to zła chyba dla wszystkich. Dla samego Tuska, który z pozoru mógłby mrozić sobie szampany na ładnych kadencji do przodu, dla oświeconych jego wielbicieli, którym wydaje się, że właśnie jako państwo osiągamy stan wiecznej nirwany i dla całej reszty bo jak to bywa, jak zaczynają rąbać to iskry lecą i nie wybierają.

Wracając więc do krzewu… znaczy do redakcji dogorywającego tygodnika, do tych wszystkich innych zaprzyjaźnionych stacji, gazet i czasopism, to chciałbym do szanownych Państwa zaapelować. Skoro jest, jak piszecie to zróbcie coś! Zamiast wkładać taki wysiłek w to, by faktycznie nie dać społeczeństwu alternatywy innej niż ta piekielna, sygnalizowana trochę wyżej, zacznijcie się państwo zachowywać jak normalne media. Nie jak jakiś nowy RSW „Prasa, Książka, Ruch” do spóły z Radiokomitetem. Bo jak się, nie daj Bóg, zacznie ta alternatywa piekielna to jak myślicie, gdzie będziecie? Ja tam jeszcze mogę mieć nadzieję, ze co najwyżej przypadkiem mogę dostać raz czy dwa po ryju i pójdę spokojnie nucą sobie słowa Grabaża „wisi mi kto wisi na latarni, a kto o nią się opiera” ale wam, Państwo szanowni, raczej takie jak to moje wiszenie nie zagraża. Jeśli już to nieco inne. Bo tak to jest z tą bezalternatywnością gdy się ją wspiera myślą, mową uczynkiem i zaniedbaniem

1 komentarz:

  1. Oooooooo!!!!
    Ależ ma z kim przegrać!
    Nasz Pan Prezydent ciągle lepszy, a i Radzio się wspina.
    Tu dowód:
    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/cbos-polacy-wybrali-polityka-ktoremu-ufaja-najbard,1,3698751,wiadomosc.html

    A co robić?
    Głosować?
    Głosowałam przecież.

    OdpowiedzUsuń