piątek, 10 września 2010

Sekta (teologia politycznej poprawności)

Jakiś czas temu „wybitny brytyjski znawca i miłośnik polskiej historii”*, profesor Norman Davies raczył nazwać główną partie opozycyjną polityczną sektą. Jak wiadomo twór zwany sektą to struktura, w której słowo i wola guru (a wedle Davisa partia ma takiego kogoś) są niepodważalne, nie podlegające dyskusji. W związku z tym, co stało albo dzieje się ostatnio w środowisku, któremu wybitny historyk imputuje sekciarstwo wizja pana Daviesa wydaje się jednak nietrafioną. Nie wiem czy to pudło w jakiś sposób psuje dobry humor pana profesora ale żeby go pocieszyć i równocześnie przywrócić do pionu zachwiany polityczno- wyznaniowy ekosystem naszej sceny politycznej chciałbym naszemu szanownemu teologowi politycznemu i jego admiratorom wskazać trop, który może zrekompensować tę niedawna pomyłkę.

Od jakiegoś czasu w mediach można zauważyć, że niektóre (hehe) środowiska żyją w czymś, co można określić terminem światów równoległych. Oczywiście coś takiego tak naprawdę nie istnieje. I do tego właśnie zmierzam jak może istnieć coś, co w istocie nie istnieje a przynajmniej istnienia czego nie da się udowodnić. Dla każdego, kogo bym o ten paradoks nie zapytał nie będzie tajemnicą, że zachodzi tu sytuacja, w której rola fundamentu porządkującego rzeczywistość zostaje przeniesiona z wiedzy, sprawdzalności i możliwości przeprowadzenia dowodu na nie wymagającą żadnych potwierdzeń wiarę. Czy trzeba na to przykładu? Proszę dwa pierwsze z brzegu.

Jakiś czas temu sam pan Premier chyba albo wówczas jeszcze wskazany przez niego kandydat na prezydenta oświadczył, że Państwo znakomicie sobie poradziło w walce z nadzwyczajną sytuacją jaką jest powódź. Gdzieś z 70% pytanego społeczeństwa odtańczyło radosny tanieć i potwierdziło, że faktycznie znakomicie sobie poradzono. I tak zostało do dziś. I tego przekonania a właściwie wiary nie zmienia ani to, że ludzie, którzy nie mieli chyba szczęścia być zapytanymi w rzeczonej sprawie ale mieli dla odmiany nieszczęście być dotkniętymi kataklizmem przez co też są najlepiej poinformowani w kwestii „radzenia sobie” przez Państwo, muszą zmagać się z biurokratycznymi barierami, które w ogóle trudno zrozumieć, i mimo tego, że przy zbliżającej się zimie dziesiątki jeśli nie setki rodzin widzą, że z ratowaniem dorobku życia nie mają szans się uporać a na dokładkę nasz ustawodawca robi z siebie pośmiewisko będąc zmuszonym nowelizować ustawę z każdym nowym zalanym domem i kawałkiem pola.

Ale zapytaj człecze tych 70% a solennie zapewnią Cię, że Państwo przednio sobie radziło. Dlaczego tak powie? Bo tak powiedział Premier. I tyle. Słowo stało się ciałem. Tymi wałami, których nie ruszono po tym jak je woda rozniosła, tymi domami, do których wracają szczęśliwi powodzianie mimo, że tak naprawdę stoją one w ruinie a powodzianie mieszkają kontem po szkołach i ośrodkach pomocy, tymi tysiącami dla każdego o które tak naprawdę trzeba żebrać po urzędach.

Kiedy te same 70% zapytasz czy śledztwo smoleńskie jest prowadzone jak należy z miejsca przytakną. Bo tak zapewnił Premier mówiąc przy tym chyba coś o honorze. Więc jak wątpić skoro Premier wymachiwał honorem? I co tam, że w mediach średnio co dwa dni pokazuje się albo ukazuje się jakiś materiał, z którego jednoznacznie wynika, że tak naprawdę jest bardak, że ci, co tym się zajmują udowadniają, że mają o sprawie niewielkie pojęcie albo że kłamią jak najęci. Nikogo nie rusza kupa złomu leżąca od miesięcy na betonie choć pewnie każdy gdzieś tam otarł się o jakiś program popularnonaukowy pokazujący jak w sposób cywilizowany bada się podobne wypadki.

Pewien jestem, że gdyby przedstawić tym samym ludziom, tym 70% te same historie jako dziejące się w jakiejś Szwecji, Grecji czy innym dalekim kraju to bez zastanowienia potrafiliby trzeźwo ocenić jak daje sobie rade a właściwie jak sobie nie daje rady Państwo i goście, którzy w jego imieniu za „dawanie rady” odpowiadają. I to jest dopiero paradoks bo nawet niezbyt lotny obywatel tego, naszego –państwa zdawać sobie powinien sprawę, że w jego przypadku to akurat nie szwedzkie greckie czy inne państwo cokolwiek mu gwarantuje czy zabezpiecza ale to, do którego podchodzi równie krytycznie jak kiedyś Chińczyk do Mao. Na kolanach…

Czemu ten trzeźwo widzący wszelkie przywary szwedzkiej państwowości obywatel naszego kraju z taka wyrozumiałością podchodzi do gołosłownych zapewnień dotyczących działania miejscowych organów publicznych. Nie da się tego wytłumaczyć głupotą 9choć to byłoby najłatwiejsze) bo wtedy radośnie patrzyłby i na szwedzkie nonsensy. Nie może to być nic innego jak jakiś rodzaj zaczadzenia, opętania albo hipnozy. Co takiego jest w tym, że premier, czy obecny Prezydent stają przed obywatelami, mówią ewidentną nieprawdę a cały prawie naród to łyka i gotów jest za to się pociąć? Jak dali się kiedyś w Gujanie za wielebnego Jonesa co też opowiadał niestworzone historie.

* tak został określony przy okazji a cudzysłów bo to cytat.

1 komentarz:

  1. Chciałam pozdrowić. O tekście napiszę później czyli wieczorem.
    :)

    Bardzo serdecznie

    OdpowiedzUsuń