czwartek, 9 września 2010

Amerykańska wiertarka a sprawa polska (o wrażliwości)

Może zimny ze mnie sukinsyn ale jakoś wizja amerykańskiej wiertarki w talibańskiej głowie nie za bardzo mnie porusza. Pozwolę sobie przyznać, cytując mojego kumpla ze studiów, że jest mi to „seksualnie obojętne”.

Wcale nie przeraża mnie to, że państwo zwane Stanami Zjednoczonymi w swych arcydyskretnych działaniach dalekie jest od swoich fundamentalnych, oficjalnych deklaracji na których jego obywatele opierają swoje poczucie bezpieczeństwa. To w zasadzie problem tych obywateli a ja obywatelem Stanów Zjednoczonych nie jestem i zapewne nigdy nie będę.

Tym bardziej nie przeraża mnie los gościa, któremu Stany Zjednoczone za pomocą wiertarki pokazały swoje drugie, to mniej oficjalne ale za to bardziej budzące respekt (delikatnie mówiąc) oblicze. W końcu w tej akurat sprawie to bardziej ten gościu niż Stany Zjednoczone odpowiada za poziom standardów przyjętych w relacjach między nimi.

Całe to, prasowe póki co, śledztwo i towarzysząca mu gotowość do wyrażania najwyższego oburzenia jest dla mnie, jak napisałem na początku „zimnego sukinsyna”, dość zabawna. To wyjaśnię za małą chwilkę ale najpierw uwaga, której jakoś nikt w całej dyskusji nie próbował zauważyć. Sprawa, która tak trafia sferę emocjonalną co niektórych komentatorów, dotyczy nie tego, że jakiś Amerykanin jakiemuś talibowi zamierzał przewiercić mózg ale że dziać się to miało za wiedza naszych władz. Oczywiście pozwoliłem sobie na pewien skrót bo akurat o to czy wiercić czy nie to już ten Amerykanin żadnego Polaka (mam przynajmniej taką nadzieję) nie pytał. Ale jednak pociesza mnie, że ta kwestia wybija się na czoło. I tu bycie przeze mnie „zimnym sukinsynem” nie ma nic do rzeczy bo nie to mnie cieszy, że Polska ochoczo dołączyła do systemu represji, którymi objęto „nieszczęsnych” talibów. Cieszy mnie to, że mocarstwo, które w swych działaniach bywa bardzo brutalne i nie tak znowu rzadko nie tylko zbliża się w swych działaniach do granicy, którą obywatel przywiązany do wartości demokratycznych i obywatelskich byłby skłonny zaakceptować ale wręcz je przekracza, raczyło zapytać władz Polski, kraju, z którym w chyba mało kto się dziś liczy, o zgodę. Jak wiemy a w zasadzie dzięki temu, że wiemy niewiele lub zgoła nic, operacja była supertajna. I jestem przekonany, że mogłaby się spokojnie odbyć całkowicie poza wiedzą jakichkolwiek naszych czynników rządowych. Myślę nawet iż byłaby to sytuacja dla nas zdecydowanie wygodniejsza. Po prostu w Kiejkutach lądowałyby amerykańskie wojskowe maszyny wożące w tę i wewtę, powiedzmy, włoszczyznę i tyle byśmy wiedzieli. A przy okazji tyle byśmy mieli teraz do powiedzenia. I tak będzie zapewne w przyszłości o ile ktoś gdzieś jeszcze będzie chciał nas za partnera obserwując teraz zachowanie naszych polityków w tej sprawie (szczególnie to charakterystyczne „muszę być dyskretny” na które jak najsłuszniej uwagę zwraca u siebie Weronka *).

Jednak w całej sprawie dla mnie przynajmniej ciekawa i, jako „zimny drań” przyznaje, śmieszna jest zupełnie inna kwestia. Owszem, w żadnym wypadku nie chciałbym by czy to mi czy komukolwiek ktoś dobierał się do zwartości czaszki za pomocą elektrycznej wiertarki. Ale jakoś tak nieproporcjonalne a przez to karykaturalne wydaj mi się całe to oburzenie opisywane finezją agentów zagranicznych służb w stosunku do członków obcych formacji zbrojnych w kraju, który jakoś tak niedawno przeszedł do porządku nad tym co z jego obywatelami przez dziesiątki lat robili inni jego obywatele. I to w sytuacji, w której dokumentacja rodzimej finezji swą skalą o kilka by nie rzec kilkadziesiąt kategorii przerasta te nędzne prasowe przypuszczenia dotyczące owej krzywdy PODOBNO wyrządzonej PODOBNO przez jakiegoś obywatela obcego państwa PODOBNO obywatelowi innego obcego państwa PODOBNO na naszym terytorium PODOBNO za wiedzą naszych czynników oficjalnych. W przypadku tego, czego doświadczali wcześniej nasi obywatele wszystkie powyższe PODOBNO oczywiście należy z miejsca wykreślić.

Tak więc rzekomym talibem z przewierconym łbem jakoś trudno mi się przejmować gdy kiedyś mocno postanowiono, że zdejmie się ze mnie ciężar przejmowania się tym, co zrobiono na Wybrzeżu, w „Wujku” czy w Lubinie. Tak szanowni panowie obrońcy praw człowieka, wrażliwi publicyści i wy, „niepodważalne autorytety moralne”. Niewrażliwego „zimnego sukinsyna” to wyście ze mnie zrobili na trupach z miejsc opisanych nieco wyżej i na tej swojej obojętności na oczywistą krzywdę oraz opieszałości wobec sprawców tej krzywdy. Jeśli cofniecie czas a on zdezaktualizuje wszystkie przedawnienia, które już się uprawomocniły, i da możliwość wystawienia uczciwego rachunku za to wszystko o czym wspomniałem, to ja obiecuję, że przejmę się i tym, co dziać się miało w Kiejkutach. Na dziś uważam, że skoro można było strzelać Polakowi w tył głowy, sadzać go na nodze od taboretu, bić po stopach bykowcem albo godzinami trzymać w lodowatej wodzie to czemu nie miałoby być wolno Amerykaninowi rozwiercać czaszki Afgańczyka?

* http://opinie.nienachalne.salon24.pl/227127,dyskrecja

2 komentarze:

  1. Torturowanie ludzi, nawet muzułmanów nie tkwi w naszej moralności. dlatego informacja o bazach cia w na naszym terenie bulwersuje

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczególnie, że i Unii Europejskiej, która stworzyła komisję do zbadania sprawy owych więzień nie przeszkadzają najwyraźniej nawet obecne działania w wykonaniu Rosji o minionych nie wspominając.

    Całość sytuacji nie została skomentowana przez władze USA, a to one powinny być zapytane jako pierwsze.

    Wówczas, tzn. wtedy, kiedy te więzienia miały istnieć, Polska nie była członkiem Unii Europejskiej. Rumunia tym bardziej. Dlaczego Komisja Europejska objęła śledztwem kraje, które do EU nie należały i nikt przeciwko temu nie zaprotestował?

    Pozdrawiam bardzo serdecznie

    OdpowiedzUsuń