niedziela, 13 lutego 2011

O elitach przy niedzieli (notka lżejsza…)

Dziś lżej będzie bo i niedziela więc wypada dzień święty święcić od ciężkiej pracy stroniąc. Ale nie znaczy to wcale, że bez polityki, bez mediów będzie. Tak to się i w dzień święty nie da. I to nawet świętszy niż niedziela taka jak dziś. Do tego trzeba dopiero Bożego Narodzenia, gdy i Kalisz kolędę zaśpiewa albo Wielkiej Nocy gdy gremialnie lewica z prawicą jajeczkiem się podzielą.

W taką niedzielę jak ta dzisiejsza też się dzielą ale w innym nieco znaczeniu.

Przyznam, że w tej kwestii nieco śmieszy mnie chciejstwo mediów, które jak już sobie ustalą tezę albo wyznaczą „misję” to i coś z niczego zrobić potrafią albo też z czegoś coś całkiem innego.

Ot choćby gdy czytam, że w jednej partii „doły buntują się przeciwko górze” a w szczegółach okazuje się, że te „doły” to senator i euro poseł*. Boże mój! To kim jest ta góra! Niby ja wiem… Ale czy media szanowne nie przesadzają? Czy nie zjadają własnego ogona? Wszak dotąd nadmierny kult „góry” w tej właśnie partii same i często piętnowały i lubowały się w traktowaniu go jako coś karykaturalnego.

Ja zresztą nie rozumiem i tego czemu mediom zależy na tym, by ten bunt – nie bunt pokazać akurat jako „bunt dołów”. Przecież odejście „elity” znaczy zdecydowanie więcej niż jakiejś tam partyjnej „magmy”. Czy nie lepiej byłoby: „Świętokrzyska elita partii opuszcza Prezesa”. No… wiem. „Świętokrzyska elita” nie brzmi... Już te „doły” lepsze. Takie egalitarne i bardziej przemawiające do wyobraźni. Tym bardziej, że przecież w końcu, jakby nie patrzeć, są to „doły” „krzywdzone”. I w tym rzecz! Jakby „krzywdzona” była elita to kto wie, może by społeczeństwo nawet rade z tego było. Takie w końcu mamy społeczeństwo. A tak za tymi dołami to może zapłacze i upomni się. Nadto jeszcze te elity, szczególnie w osobie pana europosła takie jakieś niepełnowartościowe. Europoseł „nie wyklucza, że będzie musiał pożegnać się z partią” choć raczej powinien z miejsca wykluczyć, że po takim numerze ma jeszcze czego w niej szukać. A skoro przy „szukać” już jesteśmy to gazety i telewizje wyszukać potrafiły takiego jednego wicewojewodę co to o nim pies z kulawą nogą wcześniej nie słyszał. Ale starczyło, że też się do „rebelii” (tak to na ten przykład „Dziennik” określił) dołączył a już nazwisko jego nie tylko każdemu Burkowi jest znane ale i reszcie społeczeństwa również. Tu aż mnie kusiło by panom wkleić „Myśmy rebelianci” De Press ale to byłby żart za gruby. A oni, dla odmiany, za ciency…

Ale cóż, takie elity mamy i najwyraźniej taki jest teraz trend że co „elita” buzię otworzy to nie wiadomo, śmiać się czy raczej płakać rzewnie.

Ot choćby gdy słyszy się jak eksponowana parlamentarzystka, więc „elita” bez wątpliwości, innej partii omawia „główne kierunki marksizmu”. Hehe… To żart taki co mi w trakcie pisania sam wyszedł bo pamiętam czasy, w których tylko marksizm miał „główne kierunki”. Ale wróćmy do pani poseł (choć, zważywszy kierunek „marksizmu”, w którym zamierza ona podążać, może właściwszym byłoby „posełka”. Nie, jak błędnie sądzą niektórzy, „posłanka” bo to raczej od „posłańca”… ), która w swym liberalnym zapale tak się rozpędziła, że chce robić dobrze wszystkim, kto by się nie nawinął. Tak więc, jak relacjonują, „podkreśliła również, że nadszedł czas, żeby podjąć rozmowy o prawnym usankcjonowaniu związków nieformalnych zarówno hetero jak i homoseksualnych.”** O związkach homo nie będę nic „wtrancał” bo w swej partii pani „posełka” ma od tego „wybitnych specjalistów” potrafiących się do problemu odnieść nawet, że tak się wyrażę, „organoleptycznie”. Co zaś się tyczy „prawnego usankcjonowania związków heteroseksualnych” podpowiem, że w tej kwestii „rozmowy podjąć” powinni raczej sami bezpośrednio zainteresowani. Ze sobą… W kwestii „prawnego usankcjonowania” to mogę pomóc nieco i „podejmującym rozmowy” jak też i pani „posełce”. By się darmo nie męczyła. Mogę pomóc podając adres najbliższego Urzędu Stanu Cywilnego, w którym można to zrobić niemal od ręki. Bez potrzeby angażowania sił i czasu naszej szanownej, parlamentarnej „elity”.

Żarty żartami ale „organoleptyczny” poseł - specjalista od związków homo (choć trzeba zaznaczyć, że nie od wszystkich rodzajów związków tylko niektórych) będzie miał się z pyszna. Bo jeśli by powiedzieć, że zaszkodził swej partii to tak, jakby nic nie powiedzieć. W istocie zadał swej partii cios, głęboki, choć chyba jednak nie śmiertelny. Tak głęboki, że partia zawyła! Najgłośniej słowami jednego szefa struktur (wedle nomenklatury naszej koleżanki – blogerki z miasta CK Krakowa „barona” bo ci zaczynają się już od poziomu Sycowa! A może „hrabii” albo „księcia”? No bo gdzie Syców a gdzie, jednak, Opole?), który to szef zawył bólem duszy przeszywającym trzewia : „Trzeba być k... totalnym kretynem. I jeszcze się z tego głupek śmiał”.Taaa… Istotnie elita. I ten od „k…” i ten „kretyn, głupek co się jeszcze śmiał” to oczywista elita. Skąd się taka bierze? To pytanie do „konstruktorów” list tej „elity”. Wszak za niedługo dostaniemy do ręki ich kolejną edycję. Na następne kilka lat.

Aż boję się pomyśleć co wkrótce zechce „usankcjonować” ta jeszcze nowsza „elita”.



* http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/321815,rebelia-w-pis-doly-wystepuja-przeciw-gorze.html (wybrałem kawałek zatytułowany najostrzej- ta „rebelia” brzmi!

** http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/pis-wykorzystuje-wszystko-co-sie-da-do-politycznej,1,4172596,wiadomosc.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz