wtorek, 22 stycznia 2013

Zdolne dzieci czerwonych rodziców*

Swój tekst „Puszka z Rajmundem”, opublikowany  9 lipca 2012 r. przypominam nie dlatego, by dowodzić jaki to ze mnie przenikliwy gość, ale by pokazać, że naprawdę niezbyt trudno było przewidzieć jakie skutki pociągnie za sobą idiotyczny pomysł tandemu Łazarewicz (autor) Lis (Redaktor Naczelny) dokopania „kaczorowi” grzebaniem w prywatnej historii jego rodziców. Chciałem napisać, że jeśli mogłem to przewidzieć ja to tym bardziej mógł Lis i ci wszyscy, którzy akurat wtedy dziennikarskie buszowanie w domowych pieleszach potępiali ledwie półgębkiem albo zgoła wcale. Ale zerkając w ostatnie wynurzenia pana Tomasza Lisa mam problem by to napisać z przekonaniem bo naprawdę odnoszę wrażenie że on jak najszczerzej nie widzi żadnego związku tego, co pod jego kierownictwem wykonał jego dziennikarz i jego tygodnik z tym, co teraz robią inni dziennikarze w innych tygodnikach. Czytając jego wynurzenia o „truciźnie IV RP” śmiem sądzić, że jeśli takowa naprawdę istnieje, najbardziej zaszkodzić musiała jego własnym zdolnościom kojarzenia faktów.
Napisałem we wspomnianym tekście „Jak wiadomo od dziejów Rajmunda Kaczyńskiego […] znacznie mniej znamy choćby losy ojca Donalda Tuska. Przyznać trzeba, że wspomnienie jego osoby nie przebija swym rozmachem tego, co funkcjonowało w publicznej przestrzeni na temat ojca Kaczyńskich. I bez wątpienia zaraz znajdzie się ktoś, kto ten brak zechce nadrobić, uzupełnić. Uwolniony właśnie od strachu o to, że potraktowany zostanie przy tym jako „cmentarna hiena”. Po nim znajdzie się następny, który otrząśnie się z hieniej sierści i ruszy śladem rodzica Leszka Millera. Następny sięgnie…” i dodałem Zamiast merytorycznej dyskusji, jakiegoś mającego łatwą do określenia treść sporu, są czymś w rodzaju wypalenia w twarz konkurentowi „a twoja matka to k****!” Albo splunięcia.”
Myślę, że część konkurencji już wkrótce stanie do wyścigu, którego zasady właśnie ustala Tomasz Lis. Pozostaje kibicować tym, co sobie odpuszczą. Niech Lis śmiga sam. Też będzie ślicznie wyglądał.”**
Nie pomyliłem się jak widać, mimo, że od tamtej mojej publikacji minęło już tyle czasu, ani jeśli chodzi o ten przewidywany przeze mnie bo jakże oczywiście przewidywalny skutek twórczości z „Newsweeka” jak też jeśli chodzi o kierunek i poziom riposty. Bo nie mam najmniejszego problemu by uznać tekst pani Doroty Kani za ścigający się z tekstem Łazarewicza. Nie jest w stanie z nim wygrać tylko dlatego, że nie uległa pokusie epatowania plotkami z prywatnego życia matek i ojców opisanych tuzów naszych mediów a skupiła się na prostym opisaniu kim byli.
Czemu zatem nie waham się stawiać publikacji „Gazety Polskiej” obok tekstu „Newsweeka”? Dlatego, że autorka, stawiając główną tezę nie jest w stanie jej udowodnić. Nie wiem czy podejmowała próby czy nie ale poza wyliczeniem który przeciwnik IV RP ma rodzinne korzenie w PRL-u nic więcej nie zrobiła.
Nie dziwię się jej bo to raczej robota dla jakiegoś przedstawiciele nauki by zbadać poważnie to zjawisko. I z jednej strony dziwię się, że nikt jeszcze się tego nie podjął bo to temat naprawdę fascynujący a z drugiej nie dziwię się wyobrażając sobie lincz, któremu ów śmiałek zostałby bez wątpienia poddany.
Wracając zaś do Kani i do wymienionych przez nią Lisów, Pochanke, Mroziewicza i jeszcze kilku innych, których pominęła, nie mogąc dowieść związku ich poglądów z ich rodzinnymi historiami powinna tematu poniechać. Bo choć zestawiła grono znanych krytyków idei i rzeczywistości IV RP będących dziećmi ludzi uwikłanych w PRL, nie obroni tezy, że to jednoznacznie coś musi oznaczać. Są wszak równie zapiekli krytycy „kaczyzmu”, którzy z PRL w żadnym pokoleniu się nie kumali jak i tacy, co się pokumali jak najbardziej a dziś stoją murem za IV RP.
Wracając zaś do wskazanej przez Dorotę Kanię i trudnej do zanegowania nadreprezentacji „dzieci czerwonych rodziców” w „naczelnych organach czwartej władzy” to nie można wykluczyć innego wytłumaczenia, niż to sugerowane przez publicystkę „Gazety Polskiej”.
Póki się tej tezy nie obali nie można negować takiej choćby możliwości, że akurat dzieci oportunistów, konformistów czy nawet niegodziwców z jakiegoś powodu są zdolniejsze i bardziej przebojowe niż dzieci ludzi starających się być przyzwoitymi. Może to po prostu kwestia jakości DNA i trudnej do wyjaśnienia prawidłowości, sprawiającej, że gonady takich właśnie ludzi rodzą prawdziwe perły, z którymi zwykli śmiertelnicy nie mają zwyczajnie szans w rywalizacji. Przecież może tak być. A jeśli jednak nie może, trzeba to wykazać, dowieść. Nie pozostawiając najmniejszych wątpliwości. A to akurat można zrobić tylko w jeden sposób. Jakże daleki od tego, na co porwała się pani Dorota Kania. Nie waląc w rodziców tylko w same gwiazdy naszych mediów. By udowodnić, że pani z Kedajów Lisowa jest beznadziejna nie powinno się czepiać Kedajów tylko pani Lisowej. Podobnie Pochanke czy Morozowskiego dając spokój ich rodzicielom. I nie jest to jakaś odkrywcza rada bo dają oni wielokrotnie powody by tak właśnie ich oceniać.
Przyznam, że cała lub prawie cała dyskusja, którą wywołała inicjatywa panów Lisa i Łazarewicza a po krótkim stanie hibernacji reanimowali Gmyz z Kanią jest oczywistym brnięciem w ślepą uliczkę. Znalazł się w niej nawet ceniony przeze mnie Piotr Zaremba, tłumaczący się niuansem, który ma go stawiać jednak wyżej niż Łazarewicza.*** Bo jakby na nią nie patrzeć, nie wnosi ona do dysputy o stanie państwa, polityki i mediów nic, poza opisaną przez mnie w przywołanym wcześniej tekście ubraną w jedwabną pończochę okrągłych zdań i cywilizowanych słów wredną metodą, opisaną jako coś „w rodzaju wypalenia w twarz konkurentowi „a twoja matka to k****!” Albo splunięcia.”
* Tytuł jest nawiązaniem do określenia „czarne dzieci czerwonych rodziców”, którym lubili opisywać siebie pierwsi przedstawiciele rodzimej kontrkultury punkowej. Było w tym wiele prawdy jeśli wziąć pod uwagę pochodzenie większości głównych animatorów punkowych środowisk. By odeprzeć ewentualny zarzut, że idę śladem Łazarewicza, Gmyza czy Kani wyjaśniam, że pisze to na podstawie wypowiedzi znanego z „Kryzysu”, „Izraela”, „Brygady Kryzys” i wielu innych muzycznych konceptów, legendarnego w środowiskach muzycznej i nie tylko muzycznej alternatywy Roberta Brylewskiego. Czytam właśnie jego „autobiografię” (cudzysłów stąd, że to właściwie wywiad-rzeka przeprowadzony z Brylewskim przez Rafała Księżyka) „Kryzys w Babilonie”. Lektura zajmująca ale w żadnym wypadku nie polecam jej tym, którzy mają w głowach czy sercach baśniową wizję narodzin polskiego młodzieżowego buntu, w której „Kryzys” obok Jarocina to jeden z pomników tamtej „rewolucji”. Kiedyś „rewolucja” byłaby też bez cudzysłowie ale teraz mam opory. Usłyszałem to określenie jeszcze w latach 80-tych, w czasie studiów z ust chłopaka, który był w „załodze” przy jednej z gwiazd drugiej albo i trzeciej fali naszego punka. Pasowało do niego bo był synem posłanki na PRL-owski sejm. Dla mnie „czarnym dzieckiem” przestał być gdy poszedł głosować w których PRL-owskich „wyborach” i później przyznał to bez oporów i tłumaczył nam, że „jest obywatelem tego państwa i spełnił swój obowiązek” choć wcześniej po „kumunce jeb***j” jeździł jak nikt inny.

1 komentarz:

  1. Komentarze z S24:

    "Zdolne dzieci czerwonych rodziców"
    powiem więcej, były najzdolniejsze i w nagrodę doatawały zagraniczne stypendia i to w czasach, gdy inne dzieci miały "kłopoty" w dostaniu się i skończeniu studiów w Polsce.
    GREG123 04775 | 22.01.2013 09:36 zablokuj
    link nadużycie usuń odpowiedz

    @greg123
    I to jest właśnie świetny punkt wyjścia do rozważań czemu ich tylu tam, gdzie ich tylu ujest. Dopiero przy tym można się zastanawiac skąd taka łatwość w dostępie do fruktów.
    Pozdrawiam serdecznie
    ROSEMANN 1865000 | 22.01.2013 09:42 zablokuj
    link nadużycie usuń odpowiedz

    autor
    W pana przypadku można żałować, że nie miał pan chociaż jednego ,,czerwonego'' rodzica.
    WUJESS 0104 | 22.01.2013 09:45 zablokuj
    link nadużycie usuń odpowiedz

    Czemu jak się poskrobie takie mendy III R.P.
    to zaraz wyłazi czerwona zaraza, albo ubek w rodzienie? Bo czym skorupka za młodu nasiąknie tym potem trąci. Czy te dzieci bolszewików są rzeczywiście zdolniejsze? No, przepraszam, jeżeli autor nazywa dziennikarzami Olejnikową Lisa, Lisową itp. to widać, że jest slepy i nie widzi, że to żadne zdolności, najwyżej zdolności do lizusostwa i serwilizmu.
    HOROCH 72035 | 22.01.2013 09:55 zablokuj
    link nadużycie usuń odpowiedz

    @rosemann
    W normalnym kraju obywatele mają prawo do wiedzy o FAKTACH na temat osób publicznych, a w szczególnosci osób kształtujacych i wpływających na opinię publiczną.
    Co więcej - ta wiedza jest NIEZBĘDNA.
    Jest absolutnie niezbędna - jesli obywateli traktujemy jak istoty rozumne.
    Bydło takiej wiedzy nie potrzebuje.

    Insynuacje na temat zycia osobistego rodziców osób publicznych są niedopuszczalne i powinny wyeliminować dziennikarza z obiegu.

    Interpretacje faktów mogą być rozmaite.
    Dopuszczalna jest zarówno hipoteza,
    że dzieci czerwonych korzystały z protekcji
    rodziców na każdy etapie swojego zycia,
    jak i taka że wrodzona uczciwość nie pozwoliła im korzystać z protekcji, a swą pozycję zawdzięczają odziedziczonym talentom.

    BTW Paieta Pan?
    "Czerwona zarazo"
    Czekamy Ciebie czerwona zarazo Byś wybawiła nas od czarnej śmierci.
    Byś nam, kraj przed tym rozdarłszy na ćwierci,
    Była zbawieniem, witanym z odrazą.
    Czekamy Ciebie - Ty potęgo tłumu
    Zbydlęciałego pod Twych rządów knutem,
    Czekamy Ciebie, byś nas zgniotła butem
    Swego zalewu i haseł poszumem.
    Czekamy Ciebie ty odwieczny wrogu
    Morderco krwawy tłumu naszych braci.
    Czekamy Ciebie nie, żeby Ci spłacić
    Lecz chlebem witać na rodzinnym progu.
    Żebyś Ty wiedział, nienawistny zdrajco
    Jakiej Ci śmierci życzymy w podzięce
    I tak bezsilnie zaciskamy ręce
    Pomocy prosząc, podstępny oprawco.
    Żebyś Ty wiedział, jak to strasznie boli
    Nas, dzieci Wolnej, Niepodległej, Świętej
    Skuwać w kajdany łaski Twej przeklętej
    Cuchnącej jarzmem wiekowej niewoli. (...)
    Józef Szczepański „Ziutek”, 1944 r

    Co robią dzieci czerwonej zarazy?
    Nie wolno nam wiedzieć?

    Pozdrawiam.
    KSANTYPA 048 | 22.01.2013 10:10 zablokuj
    link nadużycie usuń odpowiedz

    @rosemann
    Przypomnij no mi z jaką elegancją ta "elita" zdobyła swoją pozycję w latach 40.
    Czy uważasz, że paserstwo to uczciwy biznes?
    GAUDI 1161609 | 22.01.2013 10:22 zablokuj

    OdpowiedzUsuń