czwartek, 3 stycznia 2013

Komuna łeb podnosi bezczelny



„Nie ma mięsa, nie ma serka
Nie lubimy wujcia Gierka
I kaszanka, i pasztecik
Podpalimy komitecik
Raz, dwa, trzy
Po zapałki idziesz ty.”


Gdyby chcieć jakimś kolorem oznaczyć przełom 2012 i 2013 musiałby być to bez wątpienia kolor czerwony. I nie dlatego, że komuna ma coś tam ciekawego do zaproponowania. Starczyło, że Tusk zapadł był na grypę a Kaczyński usiadł przy szpitalnym łóżku mamy a nasza polityka wyglądać zaczęła jak wymarła niemal planeta na której nieśmiało majaczy rozkrok Piechocińskiego chcącego łączyć mariaż z Tuskiem i romans z Ziobrą i Kowalem a najbardziej widoczne są rozhasanie bezczelnie komuchy.
Oczywiście nie jest tak, że nam się nagle byli albo też ‘byli” totalitaryści na jakąś bezczelność zdobyli. Chyba nigdy „zdobywać się” nie przestali co najlepiej dowodzi, że wychowanie bezstresowe, pozbawione klapsów owocuje niczym innym jak brakiem sumienia i wstydu w takim kondensacie, że aż się wylewa. I pachnie niepięknie. Na tę bezczelność pracowali różni tacy przez lata. Pracowali i pracowali i teraz mamy. Taką kumulację co jednych ubawi a innych zbrzydzi.
I w tej kumulacji właśnie rzecz. Rozpoczętej oblaniem szampanem rocznicy wprowadzenia Stanu przez tych, dla których wtedy faktycznie wypowiedzenie wojny Narodowi było wydarzeniem godnym toastu (kitu mi nie wciskać prosze, że to o co innego szło bo to "co inne"...). Przez ułamek sekundy ręka mi się zawahała i omal nie napisałem „własnemu Narodowi”. Nie napisałem bo nie mam pojęcia jaki naród jest „własny” dla takiego sekretarza Millera łykającego szampan w rocznicę tamtego 13. I nie mam zamiaru zgadywać choć miałbym ochotę spróbować takiej choćby sugestii że pamiętną kasę to od rodziny po prostu pożyczył. Kilka dni później totalitaryści, co to zdążyli być więcej niż tylko mentalnie po tej stronie co mordowała, spróbowali dać nam lekcję demokracji i antytotalitaryzmu. Jakby nie pojmowali, że w ich przypadku jedynym przejawem antytotalitaryzmu byłoby więzienie dla niektórych z nich a dla reszty życie poza politycznym marginesem, zza którego nie mieliby prawa się ruszać.
Na koniec przyszło komuchom zasugerować by jednego z oberkomuchów uczcić rokiem jego imienia. Po prawdzie dziwię się, ze im od stężenia bezczelności na tyle się we łbach nie zagotowało by sugerować te obchody za lat trzy, gdy będzie bardziej okrągła rocznica  najgłośniejszego wyczynu oberkomucha, kiedy to miast chleba zaproponował osobliwą odmianę igrzysk w postaci niewątpliwie rozwijających kulturę fizyczną jego bandytów ale i niechcący kulturę polityczna niektórych obywateli w formie sławetnych „ścieżek zdrowia”.
To jego wyczyn najgłośniejszy ale jak się prześledzi jego „siwi” to się go znajdzie na szczytach władzy dużo wcześniej. I jeśli wierzyć przekazom historycznym, znalazł się tam później niż mógł, bo ponoć przekonał przestraszony towarzyszy, że z czytaniem ma niejakie kłopoty.
Obserwując ten komuszy taniec Millera i spółki zastanawiam się, czy bardziej zdumiewa mnie bezczelność bezpośrednich politycznych spadkobierców bandy katów i morderców czy ich upór by się z tym dziedzictwem i pokrewieństwem obnosić. Mnie tam do tego nic bo dla mnie taki Miller i tak nigdy nie pozbędzie się piętna sekretarzowania PeZetPeeRowi choćby i po pięć razy dziennie mył ręce ale żeby przypominać to, że się było sekretarzem partii, która ma na sumieniu mordy i cała masę innych, mniejszych i większych świństw i niegodziwości. Tu nie ma innego wytłumaczenia jak to tylko, że ma się we łbie nie tak, jak się mieć powinno. Nikt normalny pokrewieństwem z mordercami się nie chwali i z nim nie obnosi.
Tak naprawdę problem w tym, że coraz mniej jest takich, których to millerowskie obnoszenie się z „czerwoną książeczką” przeszkadza. To już nie powód do sarkazmów i ironii lecz do najgłębszego smutku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz