piątek, 25 stycznia 2013

PO - związek partnerski i guma od majtek



Słowa, jakie poszły w świat… Szczerze mówiąc to brzydki zwyczaj obrabiać komuś coś tam za plecami niż wywalić mu to odważnie prosto w twarz ale cóż, takie są prawa twittera by było krótko, soczyście i jeszcze zanim inni uprzedza. Tak więc poszły w świat słowa z głębi Platformy Obywatelskiej, jakie dotąd dobywały się stamtąd wyłącznie za pośrednictwem trzewi posła Stefana Niesiołowskiego, w dodatku jedynie pod adresem PiS i otaczających je rzeczywistych i wydumanych przez pana Niesiołowskiego satelitów . O „wstydzie” a nawet całej liście tego „wstydu”. Cytować jej nie mam zamiaru bo to w końcu koło pięćdziesięciu nazwisk a wiec circa 10% całej Wysokiej Izby.
Teraz pozostaje tylko zastanowić się kto pierwszy ochłonie. Czy te pół setki, co to nic nie rozumieją. 2/3 posłów PO było za projektem o związkach. Okazało się, że to za mało”* ale nie jest powiedziane, że jakoś szybko nie zrozumieją. Tak jak już kiedyś przydarzyło się to posłowi Godsonowi, któremu przy obiedzie to i owo dało się chyba wyklarować. Na krótko jak się dziś okazuje** ale jednak. Czy może raczej spiłują ząbki „młode wilczki Platformy’ z panią Pomaską i panem Olszewskim, którzy tym „wstydem” chłoszczą właśnie mniej jakby wyrobionych kolegów.
A mnie, tak na drugim planie zastanawia co innego. Na drugim planie bo na pierwszym oczywiście, swoim zwyczajem, rżę z radości że sobie skoczyli do gardeł co przecież może przyspieszyć jeśli nie upadek to choć jakąś tam erozję ugrupowania, co się dla śmiechu chyba „obywatelskim” nazwało a teraz robi aferę z prawa niektórych do „mania” innej wizji i innego zdania… No nie będę się wgłębiał o wizję czego może chodzić. A na tym drugim planie kołacze mi się po głowie pytanie „I na co wam to było?” Nie od dziś wiadomo, że PO powstała i ciągle, jeśli popatrzeć na ciągłe przymiarki czy tam przytulanki „Miska” Kamińskiego z jednej i Kalisza z drugiej, pozostaje czymś w rodzaju politycznego odkurzacza, który zasysa wszystko to, co nie jest zbyt przywiązane do swoich przekonać. W efekcie ci, co stoją przy jego guziku muszą zdawać sobie sprawę, że dysponują takim  „paczłorkiem” pozszywanym z kawałków, które pasują do siebie często na słowo honoru albo na tak zwany „klej z gila”. W tej sytuacji dyscyplina klubowa w czasie głosowań jest czymś nieodzownym bo by się to towarzystwo bez dwóch zdań porozłaziło gdyby go nie pilnować.
Ale wykorzystywanie tego narzędzia w sprawach światopoglądowych… Tu taka uwaga, która pewnie ktoś by chciał rzucić myśląc o PO i jej politykach. „Jaki światopogląd?!!!”
I to poniekąd racja bo coś takiego jak światopogląd PO, jako coś określonego, namacalnego i dającego się ogarnąć po prostu nie istnieje. I starczy wyobrazić sobie ich wszystkich stojących w rządku, głowa przy głowie. Ale… Ktoś od razu pewnie spróbuje mnie „zgasić”, domyślając się, że zaraz zacznę sugerować, iż jednak jakiś tam światopogląd pojedynczo mają. I proszę się nie śmiać nawet jak wam bardzo się chce bo faktycznie najczęściej mając go, jakby się z nim nie zgadzali ale w końcu musi nastąpić coś, co zwę „efektem gumy od majtek”. Polega to na tym, że wszystko, co jest lub choć zdaje się być elastyczne, ma swój moment krytyczny, polegający na tym, że się rwie. Przeważnie dość gwałtownie.
Wspominam o tym nie po to, by sugerować, że „guma od majtek” w PO właśnie doszła go granic swej rozciągliwości. Nie, tego nie wiem i nie twierdzę. Po prostu zdumiewam się, że ktoś, kto z tej „gumy od majtek”, zwanej też tak bardziej światle i naukowo „różnorodnością w Platformie” musi nieustannie korzystać, nie wpadł na to, by jej aż takim przeciążeniom nie poddawać. Tym bardziej, że etos gumy… znaczy Platformy nie nakłada na nią w tym (ani chyba w żadnym innym) momencie imperatywu „robienia dobrze” środowiskom LGBT. To akurat cel i zadanie kogoś zupełnie innego.
Oczywiście, poza względami ludzkimi, których wszak zupełnie wykluczyć nie mogę, może chodzić o to, żeby urwać jakąś tam część rozwiązłego (nazwijmy go krotochwilnie) elektoratu a to Pajacętom a to Betoniętom ale czy to się może udać i w dodatku czy zrekompensuje ten potencjalny, przewidywalny odpływ jakiejś części zwolenników, którzy pewne sprawy wolą robić „po bożemu”? Prawdę mówiąc mam wątpliwości w tym rachunku.
Zatem czemu wystawiono na spore ryzyko ten wspomniany „klej z gila”, który w zasadzie jak dotąd w prawie każdych warunkach się sprawdzał a rozpuścić go można jak widać tylko roztworem z resztek sumienia?
No właśnie o to się pytam. I nie umiem sobie odpowiedzieć. Poza jedną hipoteza, która jest dość kontrowersyjna, by nie rzec, niepoważna.
Oto z badań jednej z sondażowi wynika, że wedle 6% Polaków PO jest główną siłą opozycyjną, będąca nadto właśnie w tej chwili w pełni przygotowaną do przejęcia władzy.*** Jeśli popatrzeć na pozostałe sondaże, odnoszące się tym razem do preferencji wyborczych Polaków, da się zauważyć, że w ostatnim czasie różnica między główną partią rządząca i główna partią opozycyjną coraz rzadziej wynosi więcej niż te 6%. I w takiej sytuacji trudno się dziwić, że PO poszukuje i gotowe jest ponieść całkiem spore ryzyko. Jest to bowiem i tak coś znacznie pewniejszego niż opieranie się na przewadze gwarantowanej przez oczywistych idiotów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz