środa, 30 stycznia 2013

Tunel wzdłuż rzeki czyli historia z pewnego klipu



Wszyscy albo prawie wszyscy piszą teraz o drogach, przy których mieliśmy być masowo wyłapywani w trakcie szaleńczej jazdy swymi rozpędzonymi „furami” przez żółte cudeńka stawiane do spółki przez Tuska i Nowaka. Wygląda jednak na to że łapani jednak nie będziemy a cudeńka nie staną bo po prostu nie będzie ich gdzie stawiać ani nas łapać. I to pewnie jedyna dobra wiadomość wynikająca z decyzji KE zamrażającej nam kasę na drogi i sugerującej byśmy tu u siebie też przyjrzeli się dokładnie kontraktom drogowym na circa 100 miliardów nowych polskich złotych.
Wszyscy o tym piszą, co zresztą jak najbardziej zrozumiałe więc ja w zasadzie nie miałem zamiaru. I pewnie w ogóle bym tematu nie ruszył gdybym nie znalazł na stronie TVN24, pod jednym z materiałów z informacją opisująca między innymi na jakich zasadach miał działać „drogowy kartel” firm zamieszanych w ustawianie przetargów wraz GDDKiA bardzo trafnego komentarza. Komentator nico44* celnie zauważył
„Niedawno tutaj czytałem, że Polska znalazła się na wysokim chyba 4 miejscu jeśli idzie o tworzenie dogodnych warunków dla businessu. Potraktowałem to jako zwykłą propagandę. Okazuje się, że nie miałem racji. Warunki są rzeczywiście korzystne.”*
Trudno odmówić racji uwadze nico44. Czytając jego wypowiedź od razu przypomniałem sobie pewien spot jeszcze z 2007 r. Właściwie jeden jego fragment, w którym dwaj biznesmeni tłumaczą sobie, ze „budowanie jest najważniejsze” a za chwile dołącza do nich trzeci radośnie witając jednego z nich pamiętnym „mordo ty moja”.**
Nie wiem czy to było tekst, którym zwykli się witać „przedsiębiorcy” zaangażowani we wspomniany „kartel”. Tych „11 apostołów” biznesu, których wraz z jednym z dyrektorów Generalnej Dyrekcji zatrzymała prokuratura.
W 2007 r. wizja bezczelnych typów, pokazujących co a w zasadzie kto w walce o ten odwieczny i (na szczęście ciągle jeszcze) nieśmiertelny „postaw czerwonego płótna” jest najważniejszy była dla większości nieprzekonująca. Może to aktorzy, którzy tych typów we wspomnianej produkcji odgrywali, byli za mało przekonujący. Może kiedy im w szkole aktorskiej próbowano wtłoczyć co nieco o metodzie Stanisławskiego, oni nie za bardzo uważali. W każdym razie te kilkadziesiąt a może kilkaset tysięcy wydane na realizację to było jednak za mało by wyborcy przyjęli do wiadomości na co się narażają.
W efekcie teraz najpewniej przyjęcie do wiadomości, że ten filmik był jednak proroczy a różne obrotne „mordy wy moje” to żadna „bajka o żelaznym wilku” tylko nasza rzeczywistość AD 2012/2013 będzie cale stado niewiernych Tomaszów z 2007 kosztować już nie tysiące a miliardy. I aż się nie chce mówić gdzie tkwią teraz paluszki wspomnianych niedowiarków.
Wracając zaś do ironicznej uwagi nico44 można oczywiście sprawy bronić odwołując się do troski o byt przedsiębiorstw i o istniejące w nich miejsca pracy, dzięki którym „biało-czerwone matki” mają na mleko dla dziatek. Ale nie czarujmy się. Tu bez wątpienia nie chodziło o żadne tam matki, żadne mleko ani o żadne dziatki. Chodziło o interesy i o to, że najważniejsze, żeby budować. Jak zresztą było powiedziane w filmie, o którym piszę.
To, o jakie budowanie temu towarzystwu chodziło ustali prokuratura a oceni sąd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz