niedziela, 20 stycznia 2013

O czytaniu, pisaniu i gwałceniu historii

Skumulowały się dziś, pewnie przypadkiem, tematy krążące wokół historii czy tam raczej jej interpretacji. Znajdując kulminację w tekście kolegi Alexa Disase, który pisze o niej choć pewnie nie do końca sobie z tego zdaje sprawę, sądzą, że pisze o polityce.* I od Alexa zacznę mając świadomość, że może to wyglądać jakbym zaczynał wbrew naturalnemu porządkowi, od końca.
Gdyby kolega Alex w swym tekście zaproponował jednoznacznie likwidację IPN, połączona z fizyczną likwidacją zasobu Instytutu, pewnie bym się z nim nie zgodził ale przyznałbym, że jego propozycja jest w jakiś sposób spójna i przystająca do zarzutów stawianych badaniu specyficznego wycinka naszej przeszłości. Jednak Alexowi albo brak konsekwencji albo odwagi by zdecydować się na takie rozwiązanie. Może gdzieś w duchu zdaje sobie sprawę, ze jego wizja działań IPN-u, sprowadzająca się do jakichś tam, jak je nazywa, „żonglerek kwitami”, jest bardzo niepełna. I jeśli tak myśli, trudno nie przyznać mu racji zważywszy na ten zarzut, połączony z postulatem pełnego udostępnienia eSBeckich materiałów. Bo jeśli sądzi Alex, że ten krok zakończy definitywnie proceder grzebania w życiorysach, jest bardzo naiwny. I chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z niespójności swej wizji skoro dopuszcza takie „pójście na żywioł” z teczkami mając równocześnie wątpliwości, czy te teczki to sama prawda.
A jeśli by przyjąć, że nie cała, odebrać teczki ipn-owskim historykom i ipn-owskim prokuratorom, to co? A to, że wtedy weryfikacja prawdziwości będzie prowadzona na sam koniec (to ważna uwaga) przez sądy. Bo tak musiałoby się to skończyć wobec koniczności obrony przez niechwalebnymi zarzutami, z którymi nikt chyba nie chciałby pozostać. Sądy pozbawione jakiegokolwiek wsparcia. I wtedy dopiero będzie zamieszanie. Bo interpretować papiery będą najpewniej głownie dziennikarze. A tego ja bym raczej sobie nie życzył a pewnie również Alex byłby sceptyczny.
Może zatem faktycznie zniszczyć cały ten zasób? Resetując ten fragment historii? Kusząca propozycja… Oczywiście kusząca dla określonej grupy ludzi.
W moim przekonaniu, ukształtowanym choćby sprawą Maleszki i ostatnią sprawą Wyszkowskiego byłaby to zbrodnia na naszej historii. Z którą i tak, za sprawą różnych działań i różnych ludzi udaje się robić rzeczy niebywałe. I tu można sypać przykładami. Takimi jak choćby wynik sondażu, przeprowadzonego wśród Warszawiaków (aż mi w gardle stanęło to określenie) w sprawie pomnika „czterech śpiących”.
A w Częstochowie chcą stawiać pomnik Gierkowi a inicjator przekonuje, że w zasadzie nie ma czego temu komunistycznemu namiestnikowi zarzucić bo bici w 1976 r „- Po co się buntowali? O te paroprocentowe podwyżki?”** To słowa człowieka, który tytułuje się stopniem doktora. I przy okazji też podpiera się ponad 50% poparcia dla tego pomysłu w przeprowadzonym w internecie badaniu.
Trudno dziwić się i Warszawiakom i mieszkańcom Częstochowy i nawet temu mało znanemu poza „Miastem świętej wieży” doktorowi jeśli spotyka się z takim interpretowaniem historii jeśli czyta się jak ją interpretuje znany i medialnie otrzaskany prof. Radosław Markowski. Nazywa on zbrodniarzami dowódców zarówno powstania styczniowego jak i warszawskiego. To drugie zostawmy bo „bawić się” nim będziemy, jak co roku na przełomie lipca i sierpnia. Zacytuję fragment z Markowskiego, bo ostatnio zarzucono mi, że znęcam się nad kimś bez stosownych cytatów. Mówi więc ów Markowski „O ile możemy dyskutować, jaki wpływ powstanie warszawskie miało na obalenie władz komunistycznych w 1989 r., to już nie da się udowodnić związku między powstaniem styczniowym a odzyskaniem niepodległości w 1918 r.” *** a ja się zdumiewam, czy pan Ryszard Markowski urodził się od razu z tytułem profesorskim, jakby nie było w dziedzinie nauk humanistycznych co uchroniło go od zetknięcia się czy choćby delikatnego otarcia się o to, co już uczniowie gimnazjum nie mówiąc już o licealistach czy studentach kojarzą (a w każdym razie powinni) jako ów związek między tradycją powstania styczniowego a tym wszystkim, co działo się w II połowie XIX i pierwszych dziesięcioleciach wieku XX. Nie chce mi się tłumaczyć tego Markowskiemu więc daruję sobie uwagi o polskim pozytywizmie, o Żeromskim i reszcie literatów tworzących „narodowe przetrwalniki” mocno przesiąknięte pamięcią o tamtym powstaniu wreszcie tradycji, w jakiej wzrastali i do której tak chętnie przyznawali się twórcy naszej Niepodległości wywalczonej w między 1918 i 1922 r. Jak już powiedziałem bez świadomości tego, jak mi się wydawało, nie dało się w Polsce uzyskać choćby średniego wyksztalcenia.
Trudno mi odmówić sobie złośliwej i naprawdę źle o mnie świadczącej uwagi, że być może zbyt wiele wymagam od pana profesora socjologa, który doktorat pisał na temat Używanie i nadużywanie alkoholu – korelaty problemu społecznego.”**** W tej kwestii mam do powiedzenia tyle, ile Markowski w kwestii wpływu powstania styczniowego na wolnościowe dążenia Polaków w przedwiośnie XX wieku. Różnica między nami, (poza posiadanymi stopniami naukowymi) jest taka, że ja na temat, o którym nie mam pojęcia nie wypowiadam się a pan markowski owszem.
I pewnie kolega Alex zapyta cóż to ma wspólnego z jego tekstem i jego postulatami. A ma i to spory. Niech sobie kolega Alex wyobrazi, że naszą świadomość historyczną, w tym przypadku odnosząca się do jednej z licznych ciemnych stron PRL-u, stanowiącej w dodatku ciągle nie zabliźniona ranę kształtować będą humaniści podobnie kompetentni jak Radosław Markowski. Kierujący się (jak sądzę uważając, że jest jakiś inny niż ewentualna głupota powód tych farmazonów wygadywanych przez Markowskiego) chyba chęcią wypromowania się poprzez kontrowersyjne poglądy na historię. Takie jak owa wypowiedź gościa z Częstochowy uważając ego że „warchoły” z Radomia słusznie po dupie dostały bo mogły towarzyszowi Gierkowi nie fikać.
Zatem póki nie wyjaśnimy PRL-u i nie wykorzystamy najmniejszej choćby szansy ukarania tych, co z tego PRL-u niektórym zrobili piekło lepiej by IPN trwał. Lepiej jak nas kosztuje i budzi kontrowersje niż jakby miał nas oddać w ręce Markowskiemu do spółki z doktorem Wydmuchem z Częstochowy. Trudno liczyć, ze się zamiast nich znajdzie jakiś giz3miasto, który, nieświadomie swą notką***** ustosunkuje się do tego fragmentu wywiadu z Markowskim.
„Wrócę do powstań. Czy według Pana bez nich Polska byłaby dziś takim samym krajem?
Osiągnęlibyśmy obecny poziom życia szybciej, niż nam się to udało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz