poniedziałek, 5 listopada 2012

Wojna z Rosją czyli gry i zabawy dyplomatyczne



- Tak, to my stoimy za śmiercią pasażerów tamtego lotu – powiedział  rosyjski szef państwa.
- Acha – odpowiedział szef państwa polskiego.
To oczywiście takie „sajens fikszyn” na które nie ma co liczyć. Nie dlatego, że to nie jest możliwe. Dlatego, że to byłaby taka „Game over” a największy gracz chyba nie ma zamiaru jeszcze długo jej kończyć.
Takie rzecz jak ten dialog z początku  w realnym świecie się nie zdarzają. Ani nawet w świecie dyplomacji w którym real mocno przenika się z inscenizacją. Zwłaszcza tam. Tam nawet stuprocentowe „ściemy” musza być realne i prawdopodobne do granic prawdopodobieństwa. Inaczej nie ma sensu inscenizować ani ściemniać.
 Ale gdyby taka sytuacja miała miejsce myślę, że tak by właśnie przebiegła. Nie inaczej.  Oczywiście mógłbym rzecz ograniczyć tylko do pierwszej wypowiedzi i dywagować jak powinien zachować się ów „szef państwa polskiego”. Tyle, że na to szkoda czasu. Można bez ryzyka przyjąć, że większość potencjalnych „szefów państwa polskiego” zareagowałaby jak napisałem. Uznając na dodatek, że tak właśnie trzeba i wypinając później pierś po różne Polonie Restituty a nawet Virtuti Militari. I pewnie nie pojąłby pretensji w rodzaju tych, które ja zgłaszam.
W wypowiedziach różnych bardziej lub mniej związanych z obecną władzą speców lub znawców od „polityki zagranicznej” i „dyplomacji” najbardziej zdumiewa mnie przywiązanie do doktryny czy tam strategii dyplomatycznej, którą ja nazywam „kastracyjną”. Sprowadza się ona do publicznego manifestowania że nie mamy odwagi albo ochoty na takie działania, które mogłyby być źle widziane u jednego z naszych sąsiadów. Oczywiście pewien jestem, że w ten sposób działalibyśmy w przypadku każdego z naszych sąsiadów ale w praktyce ćwiczymy na jednym i przy nim zostańmy.
Takie ogłaszanie wszem i wobec że priorytetem dla nas jest „zachowanie dobrych stosunków” to nie tylko dyplomatyczny analfabetyzm. A w zasadzie analfabetyzm połączony z ekshibicjonizmem. Publiczne ogłaszanie, że „przecież nie wypowiemy wojny Rosji” jest publicznym wyrzeczeniem się jednego z podstawowych narzędzi dyplomacji czyli możliwości nacisku, blefu i manipulacji. Ja nie twierdze, że mamy wypowiadać wojnę czy nawet posuwać się do mniej brzemiennych w skutki retorsji wobec sąsiada. Ale nie podoba mi się publiczne ogłaszanie granic naszych reakcji. I to granic przebiegających zaraz za potulnym podkuleniem ogona.
Z tym jest przecież jak z pokerzystą- idiotą który siadając do gry wszem i wobec oświadcza do jakich stawek i w jaki sposób będzie licytował mając określone kombinacje kart.
Takie zachowania jak obnoszenie się z „troską o stan stosunków polsko- rosyjskich” jest oczywistym sygnałem - zachętą, by tę naszą „zatroskaną” miękkość sprawdzać.
Efekty dostrzegać zaczynają już nawet ci, którzy tej durnej polityki byli prekursorami. Przyznam, że niebywałą schadenfreude odczuwałem gdy nasz „najpierwszy dyplomata” Donald Tusk, który pierwszy pytał swego czasu z ironią czy ma Rosji wypowiedzieć wojnę w dwa lata później już bez tej ironii „nie wykluczał” prowokacji gdy się musiał tłumaczyć z nie dającego się przecież wytłumaczy inaczej niż tylko udziałem stosownych „radzieckich” służb wycieku koszmarnych zdjęć. To nagłe nawrócenie się z wyznawanej dotąd doktryny „polsko- rosyjskiego ocieplenia” nastąpiło jednak trochę zbyt późno i zdecydowanie było zbyt miękkie i zbyt mało ostentacyjne.
I trudno przez to wykluczyć, że jeszcze parę razy przyjdzie Tuskowi „nie wykluczać” kolejnych „prowokacji”. Tym bardziej, że wciąż mamy stado „pożytecznych idiotów” pętających się po redakcjach i stacjach telewizyjnych by manifestować swą poważną obawę o kształt naszych relacji ze wschodnim sąsiadem. Wręcz sugerujących że naszą racją stanu jest ich, znaczy Rosjan, racja stanu.
Trudno inaczej rzecz rozumieć jeśli ma się w pamięci liczbę mniej lub bardziej otwartych deklaracji że się Rosja nie musi nas obawiać oraz tłum, który za tym stoi. Mając takie stronnictwo tu u nas mogą się Ruscy z „kuricą” obchodzić jak im się żywnie podoba. Nie zagdacze inaczej niż tylko z pokorą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz