środa, 21 listopada 2012

Brunon K, dobry katolik, głosował na Kaczyńskiego



W ferii tytułów zdobiących pierwszą stronę tabloidów, bez wyjątku dotyczących wczorajszego wydarzenia dnia znalazłem i taki, który brzmiał prawie jak ten mój.* Początkowo chciałem się oburzyć, przez myśl mi przeszło coś o wrednej prowokacji i takie tam. Ale stwierdziłem, że nie za bardzo mam prawo się oburzać. Zanim wyjaśnię czemu zaznaczę, że przeczytałem ciekawy wpis Czarka Krysztopy mocno polemizujący z twierdzeniem rodzicielki pana Brunona.** Ale on nie tylko nie zmienił mego punktu widzenia a wręcz utwierdził mnie w zamiarze napisania tego, co napiszę. Czarek chcąc nie chcąc wpisał się w pewien schemat, który wcale nie jest niczym chwalebnym.
Nie bardzo mam prawo oburzać się kiedy, słusznie czy nie, ktoś tam będzie wskazywał w Brunonie K polityczną spuściznę Kaczyńskiego. Sam wcześniej nie protestowałem przecież kiedy z Cyby robiono kolegę Donalda Tuska.
Chyba za łatwo przychodzi nam wyciągać wnioski- obuchy a zbyt trudno pokierować się po prostu zdrowym rozsądkiem. Jakie znaczenie ma to, że ktoś podrzyna gardła czy wysadza coś tam w imię tego czy innego ojca duchowego? To nie jest żadna gra w której obstawiamy i wygrywamy lub przegrywamy. I wyjemy z radości jeśli… No właśnie. Wyjemy z radości jeśli uda się nam dowieść, że ten zły to był ich i chciał zabijać czy to nas czy to naszych. Prawda, że debilne rozumowanie? Albo przesiąknięte surrealistycznym dowcipem made in Monty Python.
Kiedy zdarza się nam Cyba czy Brunon K, z radością rzucamy się na połów, dzięki któremu uda się nam przypisać go konkurencji. Służy to niczemu innemu tylko naszej zwichniętej satysfakcji.
Zatracamy powoli instynkt samozachowawczy nie dostrzegając, że my jesteśmy znacznie łatwiejszym celem i jeśli ktoś naprawdę nie będzie mógł wytrzymać to przeleje raczej anonimową krew niż krew bogów pochowanych za bramkami, wykrywaczami, strażami i immunitetami.
Tak naprawdę powinniśmy zastanowić się z czego rodzi się Cyba i Brunon K. Skąd przychodzi, kim jest i jak się to jego jestestwo może dla nas skończyć. Najłatwiej odpowiedzieć sobie na to „kim jest”. Jest bez wątpienia szaleńcem. I nie ma znaczenia że mu specjaliści ochoczo ostemplują dowody poczytalności. Wpadł w jakiś amok z którego był w stanie wyjść jedynie kręcąc młynka czymś ostrym albo wylecieć w postaci rozerwanych strzępów, przemieszanych z innymi strzępami. Jak to się może skończyć dla nas? Dołączeniem do niego w postaci towarzyszących mu rozerwanych strzępów. Skąd przychodzą. Z głów naszej klasy politycznej, która się zatraciła i zapomniała. A jeszcze bardziej zapomnieliśmy się my.
Powoli przestaje mieć znaczenie kto zaczął i kto jest mniej a kto bardziej winien. Daliśmy się doprowadzić do sytuacji w której zapomnieliśmy, że to nie my im tylko oni nam mają służyć. Staliśmy się janczarami w tej zimnej na razie ale z coraz większymi szansami na gorącą kontynuację wojnie Polaków z Polakami.
Ciekaw jestem czy my, wyznawcy jednego, drugiego i każdego innego z trzymających nas za życie jesteśmy w stanie zgadnąć jakim lakmusem powinniśmy zbadać ich na okoliczność tego, czy w ogóle zasługują na to by naszego życia w ogóle dotykać. Ja wiem, że pierwsze co może przyjść na myśl to coś w rodzaju „testu krzyżowego” czyli pretensji i oczekiwań pod adresem „bogów cudzych”. I to jest błąd podstawowy. W takim świecie, na jaki się zgodziliśmy oni nie mają wobec nas żadnych obowiązków. A my nie mamy prawa od nich niczego oczekiwać skoro mamy ich za durniów i zbrodniarzy. A jeśli czegoś oczekiwać możemy to chyba niczego dobrego. Na tym nam wszakże chyba nie zależy.
Kto z was lemingi, pisklaki, pajacenta, lewaki, i reszto politycznie uwarunkowanej menażerii wpadłby na to, by wymagać od tych, dla których poświęcacie swe dobre chęci, zdolności a bywa, ze i przyzwoitość? Kto z was, chcąc zapytać „co jesteś gotów zrobić byśmy się tu nie pozabijali?” kierowałby się z pytaniem nie do tego z drugiej strony ale do swego? Wszak jeśli oni są i cokolwiek robią dla nas to chyba mamy prawo żądać od nich by zrobili coś byśmy się tu nie wzięli za podrzynanie sobie gardeł.
Zatem pytaj lemingu Donalda Tuska co zrobi (nie co powie bo mówił, mówi i będzie mówił bez wątpienia bardzo wiele) by się rodacy nie rzucili któregoś dnia sobie do gardeł.
Pytaj pisiaku Jakrosława Kaczyńskiego co on zrobi. Nie co należy zrobić z tamtymi.
Pytaj lewaku Millera, Kalisza  czy kto tam u was na topie.
Pytaj pajacątko swego Pajacyka naczelnego.
Parówczęta pytajcie swego Lisa.
Wy „ze Smoleńska” pytajcie Sakiewicza.
Myślę, że odpowiedzi nie otrzymacie. W każdym razie nie taką, jaką usłyszeć powinniście. Powinniście ją byli usłyszeć w dniu, w którym Ryszard Cyba zabił Marka Rosiaka. Zamiast tego ujrzeliście jak ustawia się długa kolejka kombatantów omaloconiezabitychprzezcybę. Kogo tam nie było? Zaraz potem ci, co nie mieli szans znaleźć się na tamtej liście zaczęli szukać jakichś mniej lub bardziej prawdopodobnych, własnych Cybów. A powinni byli zrobić coś zupełnie innego.
Czy pamiętacie opowieść o sądzie Salomona i dwóch matkach? I o tym jak postąpić chciała prawdziwa matka? Czy tak czy nie, tłumaczył wam jej nie będę. Albo rozumiecie albo jesteście przypadkami beznadziejnymi.
Dziś możemy się śmiać z Brunona K, wyborcy czy tam nie wyborcy Kaczyńskiego. Trudno zresztą reagować inaczej gdy się słyszy radość kogoś tam, że i oni mają swój zamach. Nawet tylko oni bo tam wcześniej to była tylko katastrofa. Trudno nie śmiać się gdy okazuje się co się okazuje. Gdy trudno rozdzielić prawdę czasu i prawdę ekranu.
Ale to mimo wszystko głupi śmiech. Bo to, co urodziło Cybę i Brunona urodzi kiedyś kogoś kto wywali nam albo komuś bliskiemu nam pół albo i całą twarz bo go po prostu poniesie. Tak na maxa! Bo ten, tamten czy wszyscy naraz wyprowadzą go z równowagi.
Nie umiemy przewidzieć o czyjej twarzy teraz mówię. Ten rachunek z bardzo wieloma niewiadomymi powinien zadziałać jak hamulec bezpieczeństwa. Natomiast potrafimy doskonale określić kto może tę równowagę zachwiać. I w tym kierunku powinniśmy ze swym instynktem samozachowawczym podążać. I tam zrobić porządek. Zaczynając od własnych podwórek. To powinno się robić a nie przerzucać sobie dewiantów czy wariatów przez ogrodzenie.
Powoli zdać sobie trzeba sprawę, ze tak naprawdę nie jest ważne kto zaczął tylko jak to się skończy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz