piątek, 23 listopada 2012

Cameron jest Kaczyńskiego, Merkel jest Tuska



Jeszcze parę chwil temu jechałem sobie autem słuchając radia. Mówiło radio o perturbacjach na szczycie w Brukseli. A ja nie mogłem wyjść z podziwu jak przez ostatni czas panowie z naszej „lepszej drużyny” fachowo przykrywali Merkel Cameronem.
Oczywiście nie jestem żadnym pornografem  ani nie sugeruję, ze są nimi panowie z „lepszej drużyny”. Bo to, co napisałem wcześniej to nie to, o czym myślicie.
Chodzi mi o to że konsekwentnie panowie z PO przekonywali nas że jeśli szczyt unijny dzielący kasę zakończy się dla nas niepomyślnie, będzie to wspólna wina Brytyjczyka Camerona i naszego Kaczyńskiego, który jest z tym Brytem w sojuszu.
I teraz dopiero wychodzi mi, że ta konsekwencja wynikała chyba z tego, żeby przypadkiem nikt nie zainteresował się jak w Brukseli zachowa się Angela Merkel i czyim z kolei ona jest sojusznikiem.
Wygląda na to, że już mnie Tuska. I mam trochę pretensji do naszego przywódcy, że nie uprzedził mnie i pozwolił żyć w błędnym przekonaniu że Niemców mamy za sobą.
Wygląda więc na to że doszło do jakiejś karuzeli sojuszy a jej skutkiem może być najprawdopodobniej symboliczny paw naszego „głównego negocjatora” którego siła odśrodkowa smyrgnęła mocno gdzieś daleko ku jego absolutnemu zaskoczeniu.
Trudno powiedzieć jaki będzie ostateczny efekt szczytu. Dla nas jednym z efektów jest kolejna lekcja polityki zagranicznej.
Gdyby nie to, że chodzi o sprawę dotyczącą wszystkich Polaków, także i mnie, nie omieszkałbym wyrazić jakiejś wrednej schadenfreude będące skutkiem obnażenia zarazem bezczelności i amatorszczyzny naszych „polityków zagranicznych”. Ta złośliwa satysfakcja należy się Tuskowi i Sikorskiemu właśnie za te próby wrabiania Kaczyńskiego w bezpłodną jakoby współpracę z brytyjskimi konserwatystami w sprawie, w której to akurat nie Kaczyński miał jakieś tam obowiązki. Dziś wychodzi że Kaczyński Kaczyńskim ale wyryćkany został właśnie Tusk za sprawą swej największej i najwierniejszej jakoby sojuszniczki w Europejskiej Partii Ludowej. Co ciekawe obok Angeli i jej CDU pod włos Tuskowi poszli też inni partnerzy z EPE z rządzącej w Holandii Christen-Democratisch Appèl.
Można by pytać czy przez to pilnowanie duetu Cameron-Kaczyński panowie Tusk i Sikorski nie zaniedbali dla własnych, bardzo partykularnych politycznych interesów interesu naszego państwa i obywateli. Ale to zbyt proste pytanie. Bo stawiając je musimy założyć, że wspomnienie panowie od dawna wiedzieli, że z ich puszenia się nic nie wyjdzie i „szmacianym” stylem zajęli się szukaniem „kozłów ofiarnych” czy tam „jeleni”. Dużo łatwiej jest nie robić z nich intrygantów biorąc sobie do serca apel pana Tuska by skończyć z językiem agresji i przyjąć po prostu że to oni są amatorami oraz tymi „kozłami ofiarnymi” czy tam „jeleniami” swoich braci i sióstr z Berlina i Hagi.
Jak na razie nasze (?) 300 miliardów poszło się… jechać. Najpewniej w oczekiwaniu aż Tusk z Sikorskim coś wymyślą zamiast wymyślać po raz kolejny tego złego Kaczyńskiego. Który najpewniej te „melony” nam ukradł. Razem ze swoim Cameronem i z Angelą od Tuska.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz