sobota, 10 listopada 2012

Brzeziński ma rację



Brzeziński ma w tym co mówi bez wątpienia rację, choć najpewniej nie o taką rację mu chodziło i nie o takie wnioski, jakie akurat ja wyciągam z jego wypowiedzi.
Bez wątpienia nie myli się mówiąc że Rosji zależy na  by dzielić sprawą Smoleńska Polaków, i tu pewnie 100% oceniających jego słowa przyzna mu rację. Część dlatego, że też tak uważa i uważała zanim on to powiedział, część, bo dała się przekonać jego autorytetowi a niektórzy dlatego, że wymowa słów Brzezińskiego im od początku pasowała i teraz głupio byłoby im się wycofywać z tego przekonania choćby odnośnie części jego słow.
Nie będę oceniał opinii Brzezińskiego w sprawie „teorii zamachowej”  bo on, pewnie nieświadomie, nie pojmując, że jego słowa można odebrać bardziej generalnie niż jemu pasuje, sam to zrobił mówiąc co powinno się myśleć o tych, którzy wygłaszają sądy „nie mając wskazówek na to.”
W tej kwestii jak na razie, mimo medialnego piętnowania jednych i wspierania drugich „wskazówek na to” tyle samo mają i ci co są za i ci, którzy uparcie odwołują się do „wyników badań” czy to Anodiny czy to… Anodiny z lekką kosmetyką Millera. Ten drugi przypadek, czyli „wyznawcy ruskiej bumagi” to, biorąc pod uwagę ostrość stawianych diagnoz, wymarzony materiał do oceny przez starego profesora. Ja sam coś bym powiedział o ludziach, którzy wymachują wspomnianym (jednym czy drugim) raportem mając niejako w drugiej ręce inne dokumenty z Rosji, w których najczęściej zgadzają się tylko dane osobowe tych, których dotyczą. Tak, mam na myśli tak zwaną „dokumentację medyczną” podsyłaną nam z Moskwy. Podsyłaną ratami a co która paczka przychodzi, wychodzi z niej coraz to grubszy kłopot czy tam specyficzny żart Rosjan.
Oponenci zaraz mi zwrócą uwagę, że to przecież nie to samo, że przy badaniach nad katastrofą byli obecni również nasi przedstawiciele. Ja odpowiem, ze przy sekcjach, do pewnego momentu, też byli obecni nasi patolodzy. Nie, to w poprzednim zdaniu to nie pomyłka i wcale nie powinno być „od pewnego momentu”. Nasi patolodzy byli przy sekcjach do momentu, w którym jeden z lekarzy przyznał, że wcale nie byli. Że pojawili się trochę za późno a i wtedy przez jakiś czas siedzieli na ławeczce w prosektorium.
Przejdźmy jednak do wypowiedzi Brzezińskiego, w której ani na jotę nie pomylił się nasz nestor wojny polsko-rosyjskiej. Ale z taką uwagą, że to, co jest wyżej nie jest taką luźno związaną z zasadniczym tematem dygresją ale oczywistym wprowadzeniem do niej.
Rzekł więc profesor Brzeziński, że „Rosji zależy na tym, żeby ta sprawa dzieliła Polaków. Są niestety osoby na scenie politycznej, które świadomie albo podświadomie, bo są chore, dzielą społeczność i podważają wiarygodność rządu, państwa, sprawiedliwości itd. I to jest wstrętne - dodał.”*
I ja się pod tym podpisuję obiema rękami! Oczywiście z pewnym wyjaśnieniem a nawet kilkoma. Pierwsze jest takie, że ma Brzeziński rację dokładnie tak, jak ten ktoś, kto co godzinę podaje aktualny czas korzystając z zepsutego, „stojącego” zegarka. W końcu ten dwa razy trafia bezbłędnie. Przypadkiem mu wyszła ta trafna diagnoza. Bo faktycznie też mi wychodzi, że „Są niestety osoby na scenie politycznej, które świadomie albo podświadomie, bo są chore, dzielą społeczność i podważają wiarygodność rządu, państwa, sprawiedliwości” ale myślę, że pan Brzeziński myśli o nieco innych osobach. Nie o tych które przez jakiś czas opowiadały o męstwie Rosjan bawiących się w wykopki, prosili złodzieja o прощение za kradzież oraz przekonywały nas że jeśli na czymś Rosji zależy to na tym by rzecz jak najdokładniej wyjaśnić, sprawić byśmy mogli jak najpełniej uczestniczyli w procesie wyjaśniania. Teraz, kiedy już „nie wykluczają”  na przykład prowokacji nie potrafiąc w żaden inny sposób wyjaśnić wycieku materiałów, które powinny być wykorzystywane tylko w śledztwie, kiedy bez żenady tłumaczą nam, że „dają sobie pól roku na ściągnięcie” jednej czy tam dwóch kopert z dowodami, które sami zebrali faktycznie przyznać trzeba, że „podważają wiarygodność rządu, państwa, sprawiedliwości”. Myślę, że najlepszym wskaźnikiem tego zjawiska jest rosnąca liczba osób, które nie wykluczają możliwości zamachu.
Ja, odmiennie niż pan Brzeziński nie będę wypowiadał się na temat niczyjego stanu zdrowia ani sugerował, że coś jest wstrętne. Prędzej doszukiwałbym się bardziej lub raczej mniej  skutecznego sprytu czy tam cwaniactwa przy kolejnych próbach wykręcania się z odpowiedzialności i przyznał, że choć trąci to mimo wszystko amatorką, jakąś tam śladową misterię w sobie ma. W każdym razie choć tyle, że się pan Brzeziński nieco pogubił. Choć zaczął jakże trafnie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz