wtorek, 13 listopada 2012

Czy Seremet to katastrofa?



Wbrew tytułowi Prokurator Generalny nie będzie głównym bohaterem tej notki. Miast podmiotem będzie raczej przedmiotem w sprawie. Taką „przeszkadzajką” przesuwaną i popychaną. W miarę potrzeb.
Od dość dawna śledzę zawiłą historię w której równocześnie podwładni pana Seremeta sprawdzali czy pan Tusk i jego z kolei podwładni nie mieli nic za uszami a pan Tusk sprawdzał czy się pan Seremet nie sprzeniewierzył, starał jak należy i takie tam. I zastanawiał się czy nie zwolnić pana Seremeta. Może nie dokładnie tak ale ogólna wymowa jak najbardziej się zgadza. I powtarzałem, że w takich warunkach „niezależność prokuratury” uosobionej w Andrzeju Seremecie jest fikcją i zarazem kpiną. I zastanawiałem się przy tym czy jakoś tam w tle wszelkie śledztwa gdański czy tam smoleńskie z lekka nie komplikuje i nie zaburza widzenia tej sprawy we właściwych ramach, nazwijmy je, ustrojowych. Delikatnie mówiąc to „z lekka”.
Właśnie przeczytałem że ma się to wreszcie ku końcowi. Oto „jeszcze w listopadzie” pan Tusk ma się wypowiedzieć w sprawie sprawozdania. Sprawozdania za rok 2001 by było jasne.
Chciałem zakrzyknąć „jakie jeszcze?!” i zasugerować, że to sprawozdanie to przecież nie Wielka Encyklopedia Powszechna w 12 tomach i przez te kilka miesięcy i półanalfabeta by zdołał go przeczytać. Ze zrozumieniem. Ale przeczytałem iż pan Graś Paweł jeszcze we wrześniu tłumaczył, że „analiza tego sprawozdania ciągle trwa.” Wtedy przyszło mi właśnie do głowy, że z Andrzeja Seremeta to też pewnie taka katastrofa. Bo wiadomo, że tak właśnie jest za obecnej władzy z katastrofami. Wyjaśnia się je i wyjaśnia ale jednakowoż musi to trwać. No musi! Czasem kilka miesięcy (Seremet) a czasem kilka lat (Smoleńsk).
Dalej pan Graś wyjaśnił czemu trwa mać, znaczy ma trwać. Otóż pan Tusk  „zwrócił się do pana prokuratora z prośbą o przygotowanie szczegółowej informacji o działaniach prokuratury wobec zjawiska parabanków i podobnych do Amber Gold instytucji.   Tu też mi się coś tam wydawało. To mianowicie, że pan Tusk takie sprawy ma w małym czy tam dużym palcu i do nikogo już nie musi się o nic zwracać. Wszak sam przyznał, że czytał o nich swego czasu w „Wyborczej” a później opowiadał swym dzieciom. W każdym razie jednemu. I jakoś wtedy nigdzie, do nikogo się nie zwracał o żadne tam wyjaśnienia.
Pan Graś zapewnia, że ta informacja, czy ja ją nazywa „ten raport (może) będzie jakimś argumentem na rzecz podpisania bądź nie tego sprawozdania.
Mogę iść o zakład, ze nie będzie. To znaczy dla tak poważnych graczy na naszej politycznej scenie jak Tusk, Graś czy Seremet to może i będzie. Ale znajdą się tacy, którzy patrzą na to wszystko tak prymitywnie jak na przykład ja. I oni będą mieć, założę się, zupełnie inną opinię. Założę się tym chętniej bo już mają. Oto pod tekstem*, z którego zaczerpnąłem cytaty z pana Pawła Grasia znalazłem, wtedy gdy czytałem, na miejscu pierwszym) taki komentarz z dnia dzisiejszego z godziny 15:23, autorstwa niejakiej czy niejakiego Eureki (mam nadzieję, że mi wybaczy to cytowanie bez zapytania o zgodę).
 „Ach, no i już rozumiemy skąd się wzięło dementi rozgrzanego Szeląga w sprawie trotylu.
Seremet, nie było warto.”
Przyznam szczerze i całkiem poważnie, że trudno patrzeć na to inaczej niż szanowna czy też szanowny Eureka. Wierzyć w przypadkowe koincydencje i ciągi zdarzeń wcale a wcale z siebie nie wynikające. W ciągi i przypadki, w które aż się wierzyć nie chce. Faktycznie nie było warto. Ale przyznać trzeba że jednak się starał, Starał się i starał a tu jednak na koniec taka katastrofa. Katastrofa Andrzej Seremet.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz