sobota, 23 czerwca 2012

Szaleństwo i męczeństwo FYM-a


Przez chwilę żałuję, że zamknąłem sobie możliwość pisania w S24. Ręce mnie świerzbią… Trwa tam właśnie walka o pamięć po FYM-ie. Może przedwczesna bo przecież niegdysiejszy FYM a od wczoraj Paweł Przywara, mam taką nadzieję, ciągle jest człowiekiem z krwi i kości. Nie tylko wspomnieniem. Wspomnieniem dziwnym by nie rzec paradoksalnym. Momentami żałosnym gdyby wziąć pod uwagę to kto i jak wspomina. Ale to nie wina FYM-a lecz intelektów i charakterów tych, którzy o te pamięć po najpoczytniejszym blogerze tego kawałka blogosfery toczą tak zacięty i bezsensowny bój.
Próbując wyjaśnić źródło zamieszania czyli to, co stało się z FYM-em przyjąć można albo wersję ostatecznego pogrążenia się jego w szaleństwie albo (co obstawiają i czym się podniecają akolici nie mniej szalonej choć na robaczywym fundamencie RRK-i) jakiś monstrualny eksperyment. Ta druga możliwość jest o tyle trudna do przyjęcia że poświęcenie przez tyle lat tak znacznej części swego życia na tworzenie fikcji wyraźnie trąca szaleństwem. Zatem jesteśmy w punkcie wyjścia z jedną tylko wersją.
Szaleństwo FYM-a przyjąłem jako coś prawdopodobnego już dawno i jeśli zwracałem na nie uwagę to tylko obserwując siłę jego oddziaływania. Trudno nie być zafascynowanym narodzinami kogoś na kształt proroka wiodącego za sobą tłum uwięziony w jego wizji. Tak dalece uwięziony że trwa przy proroku choć on zdaje się być w zupełnie innej przestrzeni.
Może przez to, że FYM-a nigdy za wnikliwie nie czytałem a po jego utonięciu w osobistym i osobliwym śledztwie smoleńskim odpuściłem zupełnie, nie jestem w stanie ustosunkować się choćby do zarzutów gini pod jego adresem. Zresztą wobec mojego przekonania o szaleństwie FYM-a trudno mi nie wytknąć gini  jej wojny, która w takiej sytuacji była całkowicie i oczywiście bezsensowna. Niech się gini nie gniewa ale nie da się tego widzieć inaczej.
Najważniejsze w tym co chcę napisać jest to, że szaleństwo FYM-a nigdy mi nie przeszkadzało. Może kogoś bolało ale tak to przecież zazwyczaj jest z obłędem. Nie przeszkadzało mi zaś dlatego, że jest czymś… bardzo racjonalnym. Jest jedną z racjonalnych reakcji na taką tragedię jak ta, która legła u podstaw tej konkretnej megaaberracji. Może jedyną tak naprawdę normalną. Zdecydowanie bardziej normalną niż choćby ta, jaką popisuje się Osiecki. Czy da się jakoś wytłumaczyć te jego fantazje „odtwarzające” o czym myślał Protasiuk podczas ostatniego lotu albo dziecięce podskoki gdy „rozjechano walcem”?  W tej sprawie dużo bardziej normalne jest szaleństwo niż szybkie wyzbycie się wątpliwości tam, gdzie one układają się warstwami. Szaleństwo FYM-a da się wyjaśnić bez trudu.
O dawnych i nowych „przyjaciołach” FYM-a nie będę się rozwodzić. Mam ich gdzieś.

2 komentarze:

  1. Dla mnie to nie jest szaleństwo, za to określenia "aberracja" nie neguję. Choć zgadzam się, ze reakcja całkowicie uzasadniona.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń