niedziela, 10 czerwca 2012

Staraliśmy się jak nigdy, wyszło jak zawsze


Parafrazuję w tytule znane powiedzenie o grze reprezentacji Hiszpanii, która przez lata jeździła na różne mistrzostwa i przez lata szybko z nich wracała choć zawsze robiono sobie w kraju Półwyspu Pirenejskiego spore nadzieje.
Tak jak i u nas przez Euro. Będzie dalej o mistrzostwach, nie będzie o piłce ani o naszych chłopcach. Choć i z nimi wiązano spore nadzieje. Ale nie będzie o piłce. I niestety nie moja to wina ani zła wola. Nie ja w końcu odpowiadam za to, że w publicznym przekazie z Mistrzostw piłka sprawia wrażenie dodanej tak trochę na siłę, nieco nawet niepotrzebnej. Piłka to piłka. O czym tu w ogóle mówić.
Jest przecież tyle ciekawszych tematów. Ot choćby zapowiadany marsz Rosjan. Napompowany przez media i mało przemyślane wypowiedzi naszych odpowiedzialnych polityków. Napisałem odpowiedzialnych by było jasne kto za to odpowiada jakby co.
Choć mam nadzieję, że nic złego się nie zdarzy, przepiękna praca nóg jednego z dumnych braci ze wschodu, zademonstrowana w popularnym wideo z Wrocławia nie rokuje najlepiej.
Ale gdyby tylko to. W jakiś sposób skupianie się na tym czy nam znów Ruskie zrobią „rzeź Pragi” czy też my im „ofensywę znad Wieprza” jest nawet z punktu widzenia obecnej władzy korzystne. W ogóle wojny i wojenki dla władzy są najczęściej korzystne. A ta władza wozi się na mentalnym „stanie wojny” niemal od początku.
Czytałem kiedyś wspomnienia z walk „I Armii Ludowego Wojska”. Podczas prób forsowania Wisły na wysokości Płyty Czerniakowskiej zatonęła niewielka barka dostarczająca zaopatrzenie na przyczółek. Raport o stratach wynikłych z tego smutnego faktu przemierzył dość długą drogę służbową pęczniejąc na kolejnych szczeblach w części będącej inwentaryzacją tego, co postradaliśmy. Każdy korzystał z okazji by na pokładzie utopionej łodzi ulokować to, z czego nie za bardzo umiał się rozliczyć. Ostatecznie wyszło, że zatopiona łupina miała ładownie jak Titanic prawie.
Gdyby faktycznie doszło do „II Bitwy Warszawskie” niemal w ciemno mógłbym podać, na ile oszacowane zostaną straty. Coś circa 400 milionów zł. To chyba jedyna okazja by gdzieś utopić te zaległości, które nam jakoś wyszły przy budowie tej przecudnej piramidy w środku Warszawy.
Kiedy czyta się materiały o tym, jak „hartowała się stal” przy organizacji trwających właśnie igrców, w szczególności o działaniach Narodowego Centrum Sportu, można dojść do wniosku, że obecna ekipa dobiera ludzi na eksponowane stanowiska tak, jak bolszewicy swoich pierwszych politycznych komisarzy w czerwonej armii. Byle byli „sprawdzonymi towarzyszami”. Tak jak pan Kapler, którego największym atutem wydaje się teraz znajomość z panem Drzewieckim.
„Historyjki” odnoszące się do płatności i zaległości przy budowie Stadionu składają się w całość, która bardziej pasuje do opowieści z czasów naszego „pierwszego cudu gospodarczego”. Tego, którego dotyczy dowcip o willach Breżniewa i Gierka.
- Jak zbudowałeś Lonia to cudo?
- Widzisz tę fabrykę w oddali? Jak ją budowano to jedna ciężarówka betonu tam, jedna tu, jedna ciężarówka cegieł tam, jedna tu, jedna brygada budowlana tam, jedna tu…
(po roku)
- Jak ci się Edward udało zbudować tę twoją imponującą daczę?
- Widzisz Lonia tę fabrykę na horyzoncie?
-… Nie…
- No właśnie tak.
Jeśli przyjąć za prawdziwe opowieści tych, co mieli honor wznosić „sportową chlubę Polski” i zarazem wątpliwą przyjemność współpracować z kierownictwem Narodowego Centrum, warto przyglądać się sprawie. Może i tu okaże się, że z tych 400 spornych milionów jakieś wille za horyzontem się wykluły. Wszak w naturze nic nie ginie więc taka kasa nie mogła wyparować czy tam wysublimować.
Z punktu widzenia tych, co wiedzą, marsz Ruskich jest jakąś szansą. I pewnie w duchu będą się modlić by się nasi bracia nie krępowali. Najlepiej zaś by obrócili nasz drogi „Narodowy” w perzynę. Tyle się w tej potencjalnej kupie gruzu dałoby ukryć.
Ktoś mógłby powiedzieć, że się czepiamy, że przecież trzeba cieszyć się mistrzostwami, sportową rywalizacją. Cóż… taka już ta nasza specyfika, ze zawsze mamy ciekawsze tematy. Obecny ich zestaw zawdzięczamy kompetencji i dyplomatycznym umiejętnościom naszej obecnej, jakże fachowej władzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz