czwartek, 14 czerwca 2012

Między polityką a… („… no donoszczikow stierpiet nie mogu”)


Pamiętam kiedyś jak wdałem się w polemikę z którymś blogerów wyrażając niezgodę z jego nazbyt lakoniczną i niezbyt sprawiedliwą oceną  A. Leppera, nazwanego „głupkiem”. Stwierdziłem, że wiele można Lepperowi zarzucić ale z pewnością nie głupotę. Przypominam to na wstępie by od razu zniechęcić ewentualnych komentatorów i polemistów przed pójściem na łatwiznę i sprowadzeniem tematu (i tytułu) do wspomnianej diagnozy.
Pan Pajacyk, z większym lub (to chyba bardziej) mniejszym skutkiem, konsekwentnie realizuje swoja polityczna strategię. Te, która dała mu życiodajne z punktu widzenia reguł naszej sceny politycznej 10% poparcia elektoratu i jeszcze do niedawna przez niektórych (w tym i mnie – wstyd przyznać) postrzegana była jako droga na szczyt. Teraz widać, że zamiast na szczyt zabrnął pan pajacyk w ślepy zaułek motając się teraz między coraz durniejszymi pomysłami na walkę z Kościołem (kontrola GIDO nad „kościelnymi zasobami”) czy powrót do coraz bardziej karykaturalnej „antykaczyńskiej retoryki”.
Spotykam tego typu ludzi w wielu miejscach w Polsce. (...) To jest dodatkowy świat. To nowe zjawisko. Jeszcze rok temu nie było tego środowiska obecnego. Moim zdaniem te marsze organizowane przez Radio Maryja i Kaczyńskiego dały mandat, że z taką butą można było istnieć”*
Tu oczywiście stanowczo zaznaczę mój punkt widzenia w sprawie, wedle którego to, co Pajacyk chce przypisać Kaczyńskiemu jest efektem głupoty Muchy i Nowaka. O ile oczywiście nikt ich nie zmuszał do tych debilnych uwag wygłaszanych publicznie na temat Rosjan w Warszawie.
Wypowiedzi łączące przedmeczowe zamieszki z Kaczyńskim i z marszami w obronie TV „Trwam”, będąc oczywistym pomówieniem, są przy okazji niezamierzonym komplementem dla szefa PiS, przypisującym mu zdolności oddziaływania na społeczeństwo w stopniu, na jaki żaden inny lider partyjny nie ma szans. Ile w tym „szczwanym” koncepcie Pajacyka, tworzącym pretekst do oskarżania Kaczyńskiego nawet w sytuacji, gdy od czegoś zdecydowanie się odetnie i  wykorzystując schemat „tych ludzi” reagujących już nie przez zachętę ale zakończony proces modelowania nie będę się wypowiadał. Zgodnie z nim mam w przyszłości zamiar obciążać pana Pajacyka winą w każdym przypadku profanacji kościoła, napadu na duchownego. Bo to w tym kierunku właśnie zmierza.
W każdym razie wiadomo, że Pajacyk będzie gadał coraz mniej sensownie bo tak zawsze jest gdy próbuje się na siłę podtrzymywać coś, co okazało się pomysłem chybionym. Trudno tak przy okazji zgadnąć jaki błąd popełnił szef Ruchu. Czy przeszacował potencjał antyklerykalny, czy wybrał zły czas na atakowanie Kaczyńskiego, jak by nie było, najbardziej liczącego się z szefów opozycji? Nie wiem. W każdym razie  efekt jest taki, że mu „nie rośnie” a gada coraz mniej składnie.
Ale pal sześć polityczne sukcesy Pajacyka. On nie z mojej bajki a większość jego czeredy to nawet nie moja estetyka. I pewnie bym chwili nie poświęcił jego wynurzeniom i konceptom.
Jednak w sprawie wypowiedzi Pajacyka jest pewien element nowy. Taki, który pewnie skłaniałby mnie do przypisania politykowi braku wyobraźni i głupoty. Tyle, że wcześniejsze wypowiedzi tego polityka świadczą raczej o pewnej konsekwencji a nie braku refleksji.
Janusz Palikot […] Poinformował też, że Ruch Palikota skierował wczoraj list do ambasadora Rosji z ubolewaniem w całej sprawie. - Poinformowaliśmy, że w naszej ocenie dotyczy to tylko części sceny politycznej zorganizowanej wokół polskiej prawicy. Tutaj wina Jarosława Kaczyńskiego po latach insynuacji pod krzyżem jest niewątpliwa - dodał.”
Tłumaczenie się przez rosyjskim ambasadorem to  mimo wszystko coś nowego w działaniach Pajacyka. Pisze „tłumaczenie się” z pełną odpowiedzialnością ignorując owo „ubolewanie”.  „ubolewałby” gdyby oszczędziłby sobie tego niebywałego donosu na politycznego rywala. Niebywałego bo czyniącego Rosję arbitrem w naszych wewnętrznych politycznych rozgrywkach.
Zatem panu Pajacykowi, który dotąd solidnie zapracował na określenie chama, insynuatora i parę innych przyznać należy, że zasłużył na kolejne. Z ogólnoludzkiej życzliwości jemu i jego „normalnej inaczej” drużynie politycznych pomagierów i klakierów (ukłony dla Kory :) zadedykuje powiedzonko w jakże adekwatnej formie „Donosy ja oczeń lublu, no donoszczikow stierpiet nie mogu”


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz