środa, 30 października 2013

Paradyzja Obywatelska



Kobieta Moja Kochana podsunęła mi „Paradyzję” Janusza Zajdla. Jednym z motywów tej antyutopii jest zarządzany przez komputery system kontroli, którzy analizuje wypowiedzi mieszkańców kolonii kosmicznej Paradyzja i jeśli uzna, że znajduje w nich jakieś treści groźne dla społeczności (czytaj „dla władzy”) Paradyzji, obniża komuś takiemu „współczynnik człowieczeństwa”. To dotkliwa kara gdyż Paradyzja ma krążyć wokół bogatej w mineralne zasoby ale niezbyt gościnnej planety Tartar, na którą zsyłane są jako górnicy osoby, którym wspomniany współczynnik spadł nadmiernie.
Obywatele Paradyzji stworzyli więc sposób komunikowania się werbalnego (w kolonii pismo i pisane teksty były zabronione) zwany koalangiem, służący do ogłupiania systemu kontroli. Opierał się on na skojarzeniach, aluzjach, przenośniach, które były czytelne dla rozmówców a przez sztuczną inteligencję odbierane jako neutralne i niegroźne.
Kiedy wysłuchałem nagrania rozmowy pana posła Wojnarowskiego z PO, oferującemu coś tam partyjnemu koledze za coś tam, pomyślałem, że wobec tego kompromitującego partię przecieku kompromitujących polityków partii materiałów w PO powinny ruszyć natychmiast prace nad własną wersją koalangu. Który to slang czy tam metajęzyk uchroni w przyszłości „wewnątrzpartyjną demokrację” przed wszelakimi „schetynami” wyposażonymi w magnetofoniki i kamerki i nagrywającymi kolegów próbujących w mozole budować nam świetlaną przyszłość. By żyło się lepiej…
Okazuje się jednak, że wkład PO w rozwój naszej demokracji zdecydowanie wyprzedza nasze wyobrażenia. Poniżej fragment ujawnionej dziś, kolejnej rozmowy działaczy tej partii na Dolnym Śląsku. Gdyby nie trąbiły o niej media, ogłosiłbym konkurs z nagrodami, którego celem byłoby objaśnienie o cóż może chodzić gawędzących sobie dolnośląskim politykom Platformy Obywatelskiej.
Borkowski (radny PO z Polkowic): - Paweł, moim zdaniem to jest jakaś tam nasza szansa, mówię ci. Stagnacja albo ewentualnie jakiś skok. Tak mi głupio o tym mówić, ale to też jest jakaś informacja. Paweł ma egzamin państwowy zrobiony…
Jaros(poseł PO): - Do…
Borkowski: - No, no… Nie trzeba, ale fajnie, że masz. Wiemy, o co chodzi.
Jaros: - Tak mi się wydaje, że wiemy, o co chodzi. Tam w takim budynku w podziemiach się go zdaje, tak?
Frost (nagabywany szef koła PO w Legnicy): - No.
Jaros: - To wiem, jaki egzamin. Do wykorzystania.
Frost: - Cała ekipa, jak myśmy tutaj kurs robili… Sporo tych osób było a jeden zdał.
Jaros: - Ty.
Frost kiwa głową.
Borkowski: - A w Nocie robiłeś czy gdzie?
- No.
Borkowski: - Ja też robiłem w nocie, tylko nie pojechałem na egzamin. Trudny był ten egzamin, nie miałem czasu się uczyć. Chodzi o to, że ja mieszkam tu, gdzie mieszkamy a tu, gdzie my mieszkamy, nie trzeba mieć egzaminu.
Frost: - Spokojnie, bez napinki.”*
Prawda, że enigmatyczny tekst? Szczególnie piękny jest ten fragment „Tam w takim budynku w podziemiach się go zdaje, tak?” sugerujący nieomal, że chodzi na przykład o jakieś podchody albo zabawę w Indian. No i „Chodzi o to, że ja mieszkam tu, gdzie mieszkamy a tu, gdzie my mieszkamy, nie trzeba mieć egzaminu”. Musi to być niesamowicie fajna „miejscówka”!
Jak dla mnie panowie nie potrzebują egzaminu z koalangu bo właśnie go zdali celująco. „Bez napinki”, że się spróbuję wczuć w klimat rozmowy.
Na koniec wyjaśnię, że Paradyzja okazała się oczywiście wielkim kantem. Nam zaś pozostaje zasugerować, by PO zaczęła używać na przykład nazwy Paradyzja Obywatelska i żywić nadzieję, że co niektórzy jej członkowie prędzej czy później trafią do innego „takiego budynku w podziemiach”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz