piątek, 25 października 2013

Angela Merkel i reszta panienek



W Niemczech i nie tylko w Niemczech się wszyscy oburzyli, nawet Kanclerz Angela Merkel, bo właśnie się dowiedzieli, że ją jakoby Barack Obama podsłuchiwał. Per procura rzecz jasna ale jednak. Zatem Angela Merkel się oburzyła tym podsłuchiwaniem jej.
W filmie Roberta Altmana M.A.S.H jest kapitalna sekwencja meczu futbolowego. Jest tam scena, w której szef wojskowego szpitala i zarazem drużyny futbolistów płk. Blake zauważa, że jego przeciwnik na boisku i zarazem szef w armii z jakiegoś powody zaczyna zdradzać oznaki zdenerwowania. Pyta któregoś ze swoich o co może chodzić.
- Jest wściekły, że mamy w składzie zawodowca (chodziło o neurochirurga, byłego futbolistę, kpt „Dzidę” Jonesa)
- Skąd wie?! – zdziwił się Blake.
- Powiedzieli mu to jego zawodowcy.
Angela Merkel oczywiście wcale nie dowiedziała się w ostatnim czasie że ją zawodowcy Obamy podsłuchują, podglądają i Bóg wie co jeszcze. Wie to od dawna a może i od zawsze. Wie to od swoich własnych zawodowców, którzy może nawet dowiedzieli się o tym podsłuchując, podglądając i Bóg wie co jeszcze robiąc z Obamą. A może nawet wiedzieli to od zawsze. Ci zawodowcy to przecież łebskie chłopaki, bo jak twierdzi Lech Janerka, wszyscy inteligentni mężczyźni idą do wywiadu.
Czemu zatem Angela, a z nią reszta panienek w rodzaju na przykład Francois Hollande robią taki pisk, jakby nakryto ich gdy w toalecie, „pudrując nosek” wciągają „puder” przez rurkę do nosa. Uroczo to robiła panie Mia Wallace gdy wybrała się z Vincentem Vega do „Jack Rabbit Slims”.
Pani Merkel nie miała wyjścia. No bo jakieś pismaki, co to uznały, że „obywatele mają prawo wiedzieć” wszystko opisały a obywatele, którzy „mają prawo wiedzieć” zrobili aferę. I musiała „sprawiać wrażenie” by nie dawać rodakom powodów do wstydu. Że ich zawodowców jacyś inni podeszli. Utrata zaufania do takich zawodowców to rzecz absolutnie niepożądana!
Problem cały właśnie w pismakach i tych obywatelach. Co to „mają prawo wiedzieć”.
Ja tam nie wiem jak inni ale ja, choć pewnie „mam prawo wiedzieć”, jakoś do takiej wiedzy się nie garnę. Mam w sumie gdzieś czy w Kiejkutach jakiemuś gościowi inni goście zerwali paznokcie bo go chwycili w Tora Bora. Jak kto się kręcił po Tora Bora to o te paznokcie może mieć pretensję głownie do siebie. A ja chcę spać po nocach spokojnie. Bo nie musze nikomu zrywać paznokci natomiast gość, który mógłby mi albo komuś z moich bliskich zrobić coś równie złego albo i gorszego, bez paznokci raczej nie ma na to szans.
Po to właśnie są ci zawodowcy, zawodowcy Baracka, Angeli, Binijamina i innych. By czegoś równie okropnego nie musiały robić osobiście „miekisze” w rodzaju rosemanna i pewnie 90% ludzkości. A przecież ktoś to robić musi. Jak kto mówi, że nie musi, jest idiotą, który pewnie widząc niedźwiadka poszedłby się do niego przytulić. Tak przy okazji chyba dobrze, ze taki manicure robią zawodowcy bo jakbym ja zrobił czy ktoś mego pokroju, bolałoby bardziej. Nie umiem i już.
„No ale podsłuchiwać, podglądać i Bóg wie co jeszcze robić sojusznikom?” –zapyta jakiś bardziej mogętny czytacz pismaków żyjących z  serwowania podobnej waty informacyjnej. Od czasu pana Kima Philby  i reszty „Piątki z Cambridge” można powiedzieć, ze przede wszystkim trzeba sojuszników! Na wrogów uważa się jakoś tak naturalnie i trudno przeoczyć coś istotnego. A sojusznicy… Mam mówić co z nimi? Polakom mam mówić?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz