czwartek, 6 grudnia 2012

Wędrujący trotyl czyli Kalisz i inni



Jak sobie pomyślę o intelektualnych wygibasach różnych takich, co postanowili, kiedyś i teraz, rozbić za adwokatów… napiszę „adwokatów sprawy bo wymienianie nazwisk trwałoby za długo si sięgało za wysoko. Kiedy sobie pomyślę o tych wygibasach to na myśl przychodzi mi fenomen i legenda medycyny- wędrująca nerka. Mniejsza o to czemu. Tak mi się kojarzy i tyle.

Ale przejdźmy do naszych pirotechnicznych dr House’ów, któryż zęby zjedli na leczeniu skutków wędrującego trotylu. Oczywiście ich prekursorem, któremu nie można a nawet nie wolno odbierać palmy pierwszeństwa jest dziennikarz z RMF.FM i „poparzony kawą trzy”, Roman Osiaca sugerujący kiedyś na gorąco, że mu jacyś „specjaliści” wyjaśnili, iż to BOR -owcy na pokładzie tupolewa mieli pistolety wyładowane trotylem. Zmuszając instytucję, z którą powiązał swych nieznanych informatorów, do dementi.

Kulminacją tej nowatorskiej myśli pirotechnicznej jest wczorajszy występ pana Kalisza, który Monice Olejnik jasno wyjaśnił, że jego to akurat ten trotyl nic a nic nie dziwi. No ja się też nie dziwię, że się nie dziwi pan Kalisz. Widać po prostu, że z pana Kalisza to żaden tam Czesław Niemen czy kot Filemon żeby zaraz się temu czy owemu dziwić. Pan Kalisz nie tylko się nie dziwi temu trotylowi. Potrafi go w mig zracjonalizować, a nawet i logicznie wyjaśnić, że ten trotyl to dlatego, że „Jeżeli żołnierze mieli mundury, w których wcześniej dwa tygodnie czy trzy, czy miesiąc strzelali na poligonie, to te ślady trotylu mogły na siedzeniach się zostawi”*. Znaczy, że wedle pana Kalisza nasi wojacy, wzorem BOR-owców też pakują sobie w lufy czy tam w magazynki trotyl i z niego strzelają. No chyba że to do nich strzelano na tym poligonie z pocisków burzących z głowicami wypełnionymi  trotylem… Ale mniejsza tam o takie, nieistotne dla pana Kalisza szczegóły. Mnie dużo bardziej zastanawia ta dzisiejsza odporność pana Kalisza na dziwienie się czemukolwiek. Pamiętam wszak, że pan Kalisz, którego nie dziwi, że ten trotyl tam był bo dla niego jest oczywiste, że być powinien, nie dziwił się wcześniej, gdy mówiono, że go nie wykryto. A, biorąc pod uwagę logiczny wywód Kalisza, być przecież powinien. Bo przecież tych wojaków w mundurach to chyba wożono tym samolotem zanim się rozleciał a nie dopiero po tamtej konferencji prokuratora Szeląga.

Na dodatek to, co dla Kalisza było tak oczywiste, że z rozpędu zamknął posiedzenie komisji by już nie pytać tych biednych prokuratorów, dla nich samych nadal oczywiste nie jest. Tak bardzo nie jest że wydali dziś oświadczenie, które gdybym był na przykład posłem Niesiołowskim, nazwałbym kretyńskm. Oświadczenie, którego być może by nie było, gdyby Kalisz tak się nie znał na wędrującym trotylu i dał wczoraj wyżąć Artymiaka i Szeląga do cna, tak by im już nic do oświadczania nie zostało i by przeszłą im ochota na jakiekolwiek oświadczyny.

Panowie prokuratorzy, podniesieni na duchu i potwierdzonym przez Kalisza ostrzałem polskich wojaków na poligonach przy użyciu trotylu i kiełbasą która Sianeckiemu czy tam Kajdanowiczowi w walizce emitowała „cząstki wysokoaktywne” i wreszcie niezwykłą spostrzegawczością Kuczyńskiego, który jadąc przez Drawsko widział, tam trotylu na tym poligonie prawie tyle co w Smoleńsku, przeszli do kontrofensywy i wyjaśnili stanowczo, że trotylu nie wykryto po czym wcielili się nieomal w Kanta szukającego Boga i dodali, że nie można stwierdzić, że jest jak też że go nie ma. Dając dowód, że w Smoleńsku byli jak Gagarin w kosmosie tłumaczący „Zdies Boga niet”.

Przyznam szczerze, że gdyby nie fakt, że przez Szeląga i jego nadopiekuńczość pracę straciło kilku ludzi, nie miałbym nic przeciwko, żeby Kalisz, Osica, Kuczyński, pan Cieśliński z GazWyb, którego dzisiejsze wynurzenia „w temacie” gorąco polecam ** oraz cała obsada TVN-u dalej kontynuowali ten benefis coraz bardziej idiotycznych tłumaczeń i przypuszczeń mających nas uświadomić jak naturalną by nie rzec powszednią rzeczą jest „trotyl wokół nas”.

Przyznam szczerze, że najcelniej i najokrutniej zarazem całą sprawę, widzianą „okiem” tych wyżej wymienionych skomentowała Kobieta Moja Kochana. Zarobiona jest i przez to dość wyobcowana z rzeczywistości. Gdybym jej czasem o czymś nie powiedział, żyłaby w nieświadomości.

Kiedy wczoraj próbowałem jej opowiedzieć o gwałtownym zwrocie akcji i gdy doszedłem do 1)tku z kiełbasą sygnalizującą TNT przerwała mi.

- To wszystko brzmi jakbyś mi opowiadał fabułę któregoś z odcinków „Allo allo”. – stwierdziła.

Przyznam szczerze, że mnie zatkało. Raz, że trudno nie przyznać racji KMK a dwa, że faktycznie dywagacje Kalisza i reszty są jakby żywcem ściągnięte z tamtej komedii. Tyle, że to nie ten poziom. Nawet śmieć się nie chce.

* http://www.tvn24.pl/nie-dziwie-sie-ze-tam-byl-trotyl,292883,s.html

** http://wyborcza.pl/1,75968,12998718,Rachunek_prawdopodobienstwa_i_trotyl.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz