wtorek, 11 grudnia 2012

Palikot z głową Narutowicza na pice



Kiedy widzę z jaką powagą media i niektóry przedstawiciele naszej elity intelektualnej i politycznej komentują inicjatywę Janusza Palikota polegającą na uczczeniu pamięci Gabriela Narutowicza, mam ochotę sparafrazować esbeka Franza Maurera z „Psów” Pasikowskiego i zapytać ich wszystkich „co wy qrwa wiecie o przyzwoitości?” Już sam sposób, w jaki pod Narutowicza próbuje się podpiąć błazen z Biłgoraja powinien wystarczyć, by na niego spadły gromy ciskane przez wszystkich, którzy przez innych lub choćby przez siebie samych uważanie odbierani są właśnie jako ludzie przyzwoici. Zamiast tego z powaga słuchają, że oto najistotniejsze nieporozumienie naszej sceny politycznej obiecuje, w rocznicę śmierci pierwszego Prezydenta RP na jakiś, nie tak długi czas (!) przygryźć usta by nie wydobywały się z nich zwykle dla niego plugastwa. Co więcej robi to w tym samym czasie, w którym jego zausznik, niejaki Ryfiński skutecznie udowadnia, że jest niewątpliwym owocem gorącego związku chamstwa z głupotą. Owocem dziedziczącym wszelkie cechy wspomnianych rodziców.
Tak więc nie znalazł się jak dotąd nikt, kto zapraszając do siebie Palikota odważyłby się zwrócić mu uwagę, że próbując maszerować do władzy pod sztandarem unurzanym we krwi Narutowicza jest równie szczery, jak byłby Eichmann prowadzący w rocznicę „nocy kryształowej” marsz przeciwko ksenofobii.
Trzeba być albo ślepym albo skrajnie nieuczciwym by nie widzieć lub ignorować fakt, że nikt inny tylko właśnie on odpowiada za dzieło sprowadzenia języka i obyczajów naszej polityki do poziomu, który da się określić wyłącznie słowem „wychodkowy”. Mówiąc oczywiście delikatnie.
To, co uprawia a raczej wyprawia ów chcący uchodzić za poważnego i niestety przez niektóre w jakimś mniejszym lub większym stopniu pokrzywdzone przez los umysły za takiego uważany to nie jest ani polityka ani PiaR ani nawet propaganda. To intelektualna pornografia. I dlatego nie mam najmniejszych obiekcji by jego zwolenników uznać za pokrzywdzonych na umyśle.
Jeśli w Polsce symbolem odnowy jakości polityki ma być błazen i pajac Palikot wywijający, przy zachwycie lub obojętności różnych takich, co to lubią wypominać innym to i owo, głową Narutowicza nadzianą na pikę, przyznam, że tu jeszcze to i owo może mnie zaskoczyć. Choć sądziłem, że wszystko, co zaskakujące już się zdarzyło. Mamy wszak mordercę, który jest człowiekiem honoru, mamy partie lewicy kierowane przez milionerów lub byłych wysokich funkcjonariuszy partii, która skracała męki cierpiącym obywatelom za pomocą ołowianych pigułek, mamy pijaka uchodzącego za wzór nowoczesnego polityka i jeszcze parę innych wzorów pokazujących, że sny filozofów to marna namiastka rzeczywistości.
Ale gość, który wynurza się z pełnego fekaliów rynsztoka by nas uczyć higieny to naprawdę coś wielkiego. Tak wielkiego, że ci, którzy normalnie bardzo skąpo szafują litością i zrozumieniem tylko pootwierali gęby i wciągają to, co ów gość ma im do zaproponowania. Nie zdając sobie chyba sprawy, że to też zawartość tego samego rynsztoka.
Jednak, mimo wielu wysiłków i starań oraz wielu gotowych pochować tę naszą „przypadłość”, ciągle staramy się zachować szacunek dla grobów i tych, którzy w nich leżą. Zatem mimo wszystko głośno powinno się powiedzieć temu typowi, że wycieranie sobie przez niego gęby Narutowiczem jest ostatnią rzeczą, jaką mu wolno. Bo wyciera ją sobie po dość intensywnym pluciu na pamięć również tego człowieka. Wiem, że ani on ani ci, którym jego skatologiczna odmiana prowadzenia polityki pasuje i odpowiada nie są w stanie pojąć o co mi chodzi. I wcale się nie dziwię. Zdziwiłbym się gdyby było inaczej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz