wtorek, 4 grudnia 2012

Huśtawka (Mikołaje)

Nie będzie żadnej opowiastki o jednej z ulubionych plenerowych zabawek dla dzieci. Ani tym bardziej o huśtających się Mikołajach. Choć pewni byłoby ciekawie.
Przyznam się jak najpoważniej do tego, co mi towarzyszy za każdym razem gdy przychodzi mi reprezentować akcję RenKi i KaZeta. To jest właśnie ta huśtawka z tytułu. Najczęściej jest się na dole z obawą, że nie uda się ale bywa, niby rzadziej niż to pierwsze, że człowieka unosi.
Najłatwiej było za pierwszym razem gdy bodaj w tydzień prawie wszystkie prezenty były wręcz rozdrapane a skrzynka pełna niezwykle wzruszających listów od tych, którzy nie mogli inaczej wesprzeć jak właśnie miłym słowem. Za każdym razem pierwsze dni są takie euforyczne, kiedy wydaje się, że wszystko poleci błyskawicą. Później już tak nie jest i zdarza się, że zaczynam się bać. I wtedy jakoś nagle, z niewiadomego powodu huśtawka idzie w górę bo ktoś, dwa ktosie albo nawet więcej pojawia się chcąc pomóc.
Dziś rano, kiedy planowałem ten tekst, miał on bardziej ponurą wymowę. Ale to było zanim nie okazało się, że znów przybyło na liście dwie osoby.
Już jest za połową. Oczywiście nie znaczy to, że pozostaniemy w stanie tej dzisiejszej euforii. Nie. Bo jak na razie w połowie już jest ale i w połowie jeszcze nie. A czas płynie. I to tylko w jedną stronę.

Tu kilka listów. Jest więcej ale to następnymi razami. Aż do końca.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz