piątek, 14 listopada 2014

Między drobnym kantem a PRL-em



Na początek anegdotka, którą już kiedyś przy jakiejś okazji przywołałem. Działo się to w czasach poprzedniego systemu, pewnie gdzieś w mrokach stalinizmu. Odbywał się jakiś zjazd pisarzów z demoludu i człowiek, tu będący bohaterem, doskonale choć nieświadomie ilustrującym pewien specyficzny format ludzki,  tułał się po kuluarach lekko już siny na twarzy. Nagle zobaczył stojącego tam, pewnie na „papierosku” Słonimskiego więc podszedł i zapytał w języku Puszkina gdzie może się odlać (pewnie tak tego nie powiedział ale nie wiem jak to w języku Puszkina mówili radzieccy pisarze). Słonimski zapytał z kim ma do czynienia a usłyszawszy, że z szefem związku pisarzów radzieckich zamaszyście ogarnął przestrzeń wyciągniętym ramieniem i odrzekł 

- Pan? Wszędzie!

Część czytelników może zgodzi się ze mną a inni pewnie zaprotestują, ale według mojej oceny, na liście upublicznionej przez marszałka Sikorskiego najbardziej bezczelnym numerem jest ten autorstwa pana Ireneusza Rasia. Posła Platformy Obywatelskiej i małopolskiego barona tej partii.

Przekrętu panów Hofmana, Kamińskiego i Rogackiego bronić się oczywiście nie da i w dodatku nie wypada. Nikt zresztą tego nie robi. Jak najsłuszniej spotkało ich za niego to, co spotkało i czeka to, co pewnie nieuniknione, ale jednak był to wyskok drobnych cwaniaczków, którzy, jak początkujący i niebyt lotni cinkciarze, powtarzają sztos, o którym gdzieś tam usłyszeli. Powtarzają z całą świadomością tego, że dopuszczają się przekrętu i starają się lepiej lub gorzej (dzięki swym uroczym, czarującym małżonkom zdecydowanie gorzej!) ukryć, zamaskować swój „wałek” udziałem w czymś tam.

Pan Raś to zupełnie inna bajka. On, inaczej nawet niż ten biedak z anegdoty, ten jakby nie było, szef radzieckich pisarzów spotykający Słonimskiego, zdaje się wiedzieć doskonale, że jemu wolno wszędzie. I zdaje się absolutnie nie wahać.

Nie ma co roztrząsać bezczelności pana posła, który nie miał skrupułów by pojechać oglądać sobie zimowe igrzyska na koszt podatnika. Nie miał więc nie ma co uderzać do jego poczucia czegoś tam. Raczej należy domagać się nazwiska tego, kto taki numer zaaprobował i podpisał panu Rasiowi zgodę na wyjazd za publiczne pieniądze. Tak, to nazwisko warto poznać!

Kiedy patrzy się na opisane w marszałkowym zestawieniu cele wyjazdów posłów, każdy jakoś tam się broni. Mniej lub bardziej ale wydaje się być związanym z tym, czym posłowie zajmują się lub powinni zajmować jako posłowie. Przy tym uzasadnienie „obserwacja udziału w igrzyskach członków polskiej reprezentacji olimpijskiej” wygląda jak mało subtelny żart. Co ja mówię żart. Jak kpina!

Wbrew pozorom nie zmienię zdania o tej pozycji z listy nawet jeśli okaże się, że ów zapraszający Rasia PKOl ( w osobie sekretarza generalnego komitetu) zwrócił Sejmowi koszty owej „obserwacji”. Takie „zwroty” ponoć miały miejsce przy innych przejazdach i pobytach. Nie zmienię bo jednak Raś popisał się bezczelnością występując o sfinansowanie wyjazdu publicznymi środkami. No chyba, że nie chciał ani on ani nikt i go zmusili albo wylosowali. Poza tym, jeśli PKOl te koszty poniósł, będziemy pytać już o coś zupełnie innego. O to, czy ową korzyść w postaci pokrycia kosztów wyjazdu pan poseł umieścił, zgodnie z art. 35a ust 3 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, w stosownym rejestrze. Co więcej od takiego prezentu pewnie trzeba uiścić stosowny podatek. 

Zaś prokurator powinien w takiej sytuacji czym prędzej zapukać do drzwi PKOl-u by sprawdzić na jakiej podstawie ta organizacja funduje takie wyjazdy i wedle jakiego klucza.

Mam nadzieję, że nie znajdzie się nikt, kto zechce mnie przekonywać iż „obserwacja udziału w igrzyskach członków polskiej reprezentacji olimpijskiej” mieści się w zakresie obowiązków Posła na Sejm RP i nie podlega obostrzeniom zapisanym w przywołanym przepisie.

Tu taka uwaga, że jeśli Ras zgłosił i uiścił, odszczekam swe uwagi.

Jeśli tego nie zrobił, mam prawo domyślać się, że stoi za tym przekonanie Rasia, że mu wolno wszędzie. Że czymś naturalnym jest, iż za jego wywczasy płacić ma podatnik. Czy to z budżetu parlamentu czy też z kasy przekazanej PKOL-owi.

Przekonanie, że wolno bo się jest Rasiem, baronem i kim tam jeszcze Raś nie jest, to oczywiste nawiązanie do PRL-u. Który to PRL ( zamiennie z tradycjami nazistowskimi) członkowie kierownictwa PO i najbardziej fanatyczni wyznawcy tej partii tak ochoczo przypisują konkurencji. To te „dacze” budowane swego czasu zamiast tego osiedla, którego nie widać na horyzoncie, szynka zza „żółtej firanki” i takie tam. A przede wszystkim to, że chyba mało komu (gazety i TVN-y jakoś tak rachitycznie na to reagują albo wcale) coś takiego w ogóle wydaje się niestosowne. 25 lat po, ja się zdawało, bezpowrotnym zerwaniu „żółtych firanek”.

 ps. Czy kto wie czemu w miejscu, w którym wczoraj był wykaz już go nie ma? I czy jest gdzieś indziej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz