wtorek, 5 sierpnia 2014

Ośmiorniczki



Bawi mnie patetyczne, by nie rzec monumentalne oburzenie polityków Platformy Obywatelskiej najnowszą akcją bilboardową PiS, ale je doskonale rozumiem.
Śmieszy mnie, bo, nie wiedzieć czemu, przypomina mi dialog głównych bohaterów filmu Pasikowskiego „Słodko-gorzki”. Grany przez młodego Olbrychskiego Marlon ma udzielić porady w kwestiach męsko-damskich granemu przez Mohra Mateuszowi, prymusowi o zerowym doświadczeniu w tych sprawach.
- Najpierw ją zaprosisz do kina a potem ona owinie ci językiem penisa – objaśnia Marlon.
- Ale z ciebie świnia – zauważa Mat.
- Fakt. Z tym kinem to przesadziłem – zgadza się Marlon.
PiS z tą „sitwą” też przesadził.
Oczywiście momentów humorystycznych jest więcej. Sławny „Miro”, podróżnik i odkrywca „dzikiego kraju” zamieszkałego przez dzikich Polaków, który zdumiony jest, że w dzikim kraju coś takiego jest możliwe. Nazwał to, rzecz jasna, „zdziczeniem” i dołączył wykład o przyzwoitości.
Urocza jest też troska o to jak sobie poradzi z tym pani Bieńkowska i co sobie pomyślą jej córeczki, gdy zobaczą mamę w towarzystwie Tuska, Sikorskiego i Sienkiewicza. To faktycznie może być dla nich wstrząs. Pewnie dzieciny myślą jeszcze, że mama jest zegarmistrzem. Dowcip jest znany więc objaśniać nie będę.
Jeśli wierzyć wcześniejszym ocenom charakteru pani Bieńkowskiej, odmiennym od tych, które teraz usiłują robić z niej płaczliwą mimozę, twarda z niej baba i jakoś to zniesie. Dzieci też pewnie ugotowała na twardo i co najwyżej zainteresują się czemu im nic z tych ośmiorniczek do domu nie przyniosła.
Cała awantura oczywiście nie bierze się z tego, że nagle cała Platforma Obudziła się z siedmioletniego snu, w czasie którego ktoś się za nią podszywał obrzucając konkurentów takimi określeniami jak choćby „dewianci psychiczni”. To była ta sama Platforma.
Dziś, ta sama Platforma po prostu stara się, jak to się mawia, odwrócić narrację. By przy okazji wspomnianych plakatów nie mówić o tym, co one maja powiedzieć, ale o tym, że to straszne chamstwo bo jak sobie z tym poradzi pani Bieńkowska i co pomyślą jej córeczki.
Ja wspomniane plakaty widziałem „w akcji”. Ku memu zdumieniu zdobiły przystanki komunikacji miejskiej w rządzonej przez wiceszefową PO Warszawie. Tak naprawdę najważniejsze w nich nie jest kontrowersyjne zdanie „By żyło się lepiej władzy” czy tam „sitwie”. Istotniejsza jest druga informacja z plakatu. „Taśmy i rachunki mówią za siebie”.
Nie tak dawno napisałem, że żadne tam finansowanie przez NBP samopoczucia obywateli rządzonych przez Tuska najpóźniej na pół roku przed wyborami nie zrobi na obywatelkach takiego wrażenia jak pochłaniane na koszt podatnika ośmiorniczki i pasztety sztrasburskie. Kiedy słucham prowadzonych z moim udziałem lub w mojej przytomności politycznych dyskusji, słyszę, że miałem rację. Pan „Miro” pewnie odniósłby wrażenie, że dzięki jego kolegom i koleżance zdziczały naród jakby się nieco ucywilizował, bo wreszcie wie, że ośmiorniczki można także jeść, ale dla niego rachunek na tysiąc złotych to nie pierwszyzna i puściłby akurat ten wątek mimo uszu.
Ja zaś słyszę „joby” ludzi, którzy tyle, ile panowie i pani puścili w jeden wieczór, przez rok odkładają by dzieciaka wysłać na jakieś tam wakacje.
Jak widać  niezwykłą wagę „służbowych wydatków” „władzy” czy tam „sitwy” pojęła tak opozycja, która tym postanowiła uderzyć społeczeństwo po oczach, jak też władza (czy tam sitwa), która jest tym mocno przestraszona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz