środa, 13 sierpnia 2014

Geopolityka czyli o sensie kopania pod Krynicą



Nie będę się zbytnio rozwodził nad szczegółami nagłej zmiany zdania obecnej władzy w sprawie przekopania Mierzei Wiślanej. Skupię się jedynie na objaśnieniu istoty tej zmiany i na krótkiej jej ocenie. Z tego, co przeczytałem w prasie, za zmianą decyzji stoi, wedle postulujących ją,  geopolityka a dokładniej zmiana naszej sytuacji geopolitycznej.

Ta zmiana zdania i to tłumaczenie to znakomita choć nie najistotniejsza ilustracja jakości i kompetencji obecnej władzy. Ja oczywiście wiem na czym polega geopolityka i zasadniczo zgadzam się, że obecna sytuacja wymaga posiadania przez Polskę niezależnego od Rosji przejścia z Zalewu Wiślanego na Bałtyk. 

Jak czytelnik zauważył, nie napisałem wyżej „obecna sytuacja wymaga wykopania niezależnego od Rosji przejścia z Zalewu Wiślanego na Bałtyk” tylko „posiadania niezależnego od Rosji przejścia z Zalewu Wiślanego na Bałtyk”. I to jest ta różnica, która  odróżnia myślenie obecnej ekipy od myślenia kategoriami geopolitycznymi.

Wbrew ruchom, wykonywanym przez rządzących obecnie naszym krajem i i narracji, którą się przy tym posługują, sytuacja geopolityczna nie tworzy się z dnia na dzień. To nie jest tak, że któregoś ranka budzi się Władimir Putin z bólem zęba czy tam prostaty i z tego bólu, albo dla kaprysu, postanawia sobie zmienić sytuację geopolityczną. I stawia świat a przynajmniej jego kawałek pod ścianą.

A tak chyba sądzą panowie Tusk i Sikorski. I w związku z takim widzeniem przez nich świata i zachodzących w nim zjawisk proszę się nie zdziwić, jeśli w połowie wykopków na mierzei, w związku z, powiedzmy, nagłym złagodnieniem Władimira Władimirowicza, robota zostanie rozgrzebana, przerwana i porzucona. Wbite w mierzeję szpadle rozsypią się od rdzy. Wszak sytuacja geopolityczna ulegnie zmianie. Tak, jak teraz.

Dla każdego, chyba poza dwoma wymienionymi panami, jasnym jest, że takie geopolityczne wstrząsy jak ten, z którym mamy dziś do czynienia, to efekt wielu lat jawnych a częściej tajnych ruchów dyplomacji, bezpardonowej walki wywiadów, przygotowań militarnych. By jakoś obu panom zilustrować o jakie przygotowania może chodzić proponuję im, by przypomnieli sobie kiedy pierwszy raz przyjęto koncepcję i próbę wcielenia w życie działań, których kiedyś nie uznali za zasadne (wywalając z roboty i nieomal oskarżając o zdradę człowieka, który o nie zabiegał) a o które teraz w panice sami zabiegają w NATO i USA. Dokładnie wtedy był najlepszy moment, by dziś mieć u siebie a nie starać się o bazy i instalacje wojskowe Sojuszu czy też sojusznika zza oceanu. Bo na to wszystko trzeba było czasu. Nie tygodni a lat. Rozumienie czy też czucie geopolityki przejawia się, że potrzebne przedsięwzięcia nie zaczyna się załatwiać tylko już się ma załatwione i ukończone gdy sytuacja polityczna się zmienia.

Geopolityka to zjawisko skomplikowane. W dodatku bezlitośnie obnażające tych, którzy w swych prognozach i swych reakcjach pomylili się lub wykazali opieszałość. Szczególnie bezlitosne wówczas, gdy można tych, którzy się mylili, zestawić z innymi, którzy mieli rację.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz