piątek, 11 lipca 2014

Tak panie Waldku… (jedyna siła zdolna obalić rząd)



Nie wiem jak bardzo dzisiejszy narów posła Waldemara Pawlaka zaskoczył i, jak mniemam, przynajmniej w części mocno przestraszył tę część Polski, która jeszcze nie ma w kamieni kupie tego, co nam wyczynia nasza elita polityczna. Sądząc z miny Donalda Tuska, który musiał się pofatygować   na spotkanie koalicyjnych partnerów, nerwów było sporo.

Czy można było przewidzieć coś takiego? Oczywiście. I nie chodzi mi o tradycyjne robienie z gęby cholewy przez pana posła Eugeniusza Kłopotka, który po raz kolejny dowiódł w mym przekonaniu, że jest zwykły szmaciarz a nie żaden tam polityk a tym bardziej „ostatni sprawiedliwy” za jakiego stara się uchodzić. Chodzi raczej o ciśnienie, które na rok przed wyborami wzrasta w każdej partii. Poza PO bo tam działa zupełnie inna fizyka.

To ciśnienie, jak sądzę, zaowocowało choćby niezrozumiałym i kompromitującym medialnie, wobec zwołanego i roztrąbionego „kongresu zjednoczeniowego” prawicy, świeżym zamieszaniem na linii PiS- Polska Razem. I proszę mi nie objaśniać jakie to jest oczywiste i genialne bo starczyły mi objaśnienia Brudzińskiego, który przed kamerą, pytany z kim się PiS będzie w takim razie jednoczył w sobotę, wobec kryzysu rokowań z Gowinem i Ziobrą, odparł, że z każdym, kto na kongres przyjdzie. Nawet zastanawiałem się, czy nie zrobić posłowi Brudzińskiemu przyjemności i nie machnąć się w sobotę do Warszawy by miał się z kim jednoczyć, ale stwierdziłem, że szkoda mego czasu.

Ale zostawmy PiS wróćmy do jedynej siły politycznej, która jest w stanie, jak dziś doskonale było widać, naprawdę zatrząść naszą sceną polityczną. Do PSL-u. Trudno mi ocenić jak mocno ciśnie na zapleczu ludowców i jak oni to znoszą. Jednak nie tylko dziś jestem ale od jakiegoś czasu byłem zdania, że można to było wykorzystać by odsunąć od władzy Tuska i jego bandę dziwolągów. To odsunięcie, jeśli wierzyć składanym deklaracjom, to absolutny priorytet całej opozycji, od „pisiaków” począwszy a na  „ruchersach” kończąc.

Oczywiście warunkiem bezwzględnym było, być może najbardziej niemożliwe z rzeczy w naszej polityce niemożliwych, porzucenie wszelkich uprzedzeń, pretensji i ostrych ocen, które opozycję dzieliły i dzielą. Tu, jak mniemam, wywołam protesty czytających, którzy zaczną mi przypominać o zasadach i klarować, że pewnych rzeczy nie powinno się zapominać a zatem również pewnych rzeczy nie wolno robić.

Też tak uważam, ale uważam również, że w polityce istnieją bardzo rozmaicie poustawiane priorytety. Z nich najpierwszym jest dobro Polski i jej obywateli. W mojej ocenie najbardziej szkodzi jej pozostawanie u władzy ludzi, którzy zdemolowali już chyba wszystko, co do zdemolowania było. Daleko za tym jest to, że się pan A nie cierpi z panem B a obu ich nie znosi pan C. Jeśli ukryci pod kolejnymi literkami alfabetu politycy są politykami poważnymi, powinni sobie wyobrazić, że w pewnych, fundamentalnych sprawach potrafią jeśli już nie dogadać się to choć pogadać.

Wyobraźmy więc sobie, że wtedy, gdy była ku temu najlepsza okazja, czyli zaraz po ujawnieniu kulinarnych upodobań i specyficznych konceptów „polityki monetarnej” Belki i Sienkiewicza, jednak potrafiliby się nasi opozycyjni „gracze” dogadać co do tego, że odsuwają Tuska z Sienkiewiczem i Sikorskim od władzy. I tu przejdę do mojej rozmowy w Gdyni z Futrzakiem. Tuż przed koncertem Black Keys czyli przeszło tydzień temu. Futrzak nawet zgodził się z tym, że tak to powinno wyglądać ale przypomniał również, że to i tak zbyt mało aby przełamać koalicję i dodał, że nie widzi kandydata, który mógłby pogodzić tak cudnie zjednoczoną (hipotetycznie oczywiście) opozycję.

Wtedy właśnie wyjąłem z rękawa asa, rzucając go na stół przed Futrzakiem. Oczywiście stół w Babich Dołach był umowny ale as jak najbardziej poważny. Waldemar Pawlak.

Futrzak oczywiście wątpił, czy ów polityk zdecydowałby się w to zagrać a ja dowodziłem, że w obecnym układzie ma niewiele albo i nic do stracenia a do zyskania wszystko. Nie dodałem przez zapomnienie, że ma pan Waldemar stosowne doświadczenie.

Wtedy Futrzaka nie przekonałem. Ciekawe czy pamięta on jeszcze naszą rozmowę i jak patrzy na nią z dzisiejszej perspektywy.

Polityka, tak myślę, poza zasadami do przestrzegania, wymaga także niemal nieograniczonej wyobraźni. I z punktu widzenia naszych doświadczeń trudno wskazać, co jest w niej bardziej przydatne.

To, co potrafiłem sobie wtedy wyobrazić, dziś, po nieudanym ale jakże obiecującym puczu Pawlaka, pozostawia niedosyt. Mogło być tak ciekawie. Nie dziś, tylko wtedy. Takie okazje zdarzają się rzadko i jeszcze rzadziej powtarzają. Dziś, jutro, pojutrze będzie o nie coraz trudniej. Myślę, że wyobraźnia Tuska pokazał mu dziś takie opcje, po których na chwilę flaki mu się przenicowały. I wie już, na co i na kogo powinien uważać. A my zobaczymy pewnie niedługo co w jego przypadku mieści się pod pojęciem „uważać”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz