środa, 9 lipca 2014

Sowa drąży skałę



O tym, co dziś działo się w polityce wiem tyle, ile dowiedziałem się z drugiej ręki. 1maud napisała*, że Kaczyński wypunktował Tuska a ten dał plamę zaś Tomasz Lis dla odmiany obwieścił, że Tusk rozniósł Kaczyńskiego w stosunku 7 do 1.** Do tego Lubicz uznał, że brak notatek u Kaczyńskiego świadczy o jego pogardzie dla Tuska, który z Kaczyńskiego (pewnie na znak szacunku) notatki sporządził.*** I tyle mi starczy.

Starczy mi bo nie mam zamiaru dociekać po co ktoś sam sobie funduje kolejną pewną porażkę w sejmowym głosowaniu i w medialnym przekazie. Znęcając się przy tym nad poczciwym Glińskim, którego oczywistą wada jest brak asertywności a zaletą gotowość cierpienia dla Ojczyzny.
 Jeszcze bardziej nie zamierzam dzielić czyjejś ekscytacji faktem, że jedyną refleksją Tuska po awanturze podsłuchowej jest jego poczucie satysfakcji tym, że mu ministrowie nie biorą łapówek i nie kradną. I to po ośmiu latach rządzenia. Tak, jakby dla Tuska było czymś naturalnym, że jego nominaci mogliby okazać się łapownikami i złodziejami a osiem lat to aż nadto w jego ocenie, by wytrwać w uczciwości.

To, co mnie dziś poruszyło to oczywisty sygnał, że ci, którzy już wieszczą spokojne i pozbawione najmniejszych konsekwencji leżakowanie  „afery taśmowej” pod dywanem, mylą się. I to, że celnie przewidziałem co może zadecydować o nośności postępków naszej elity władzy spod znaku „Sowy i przyjaciół” w szerszym niż się spodziewano obiegu.

Poszedłem dziś do pobliskiego „Polomarketu” w celu uzupełnienia zasobów spiżarni. Kiedy ze zgromadzonymi dobrami zbliżyłem się do kasy, usłyszałem jak stojący przy niej mężczyzna, w kwiecistym, „sienkiewiczowskim” języku klaruje pani ekspedientce co wyczynia rządząca ekipa i jak on to ocenia. Pomijając wszelkie qrwy  i cehauje sprowadzało się to do konkluzji, że on ciężko pracuje (q) a te (c) sobie za jego kasę na obiadki po tysiąc sześćset chodzą. Następnie przeszedł do wygrażania władzy tym, co gotów byłby takiemu (c) Sikorskiemu zrobić by skończyć szczerym żalem, że „ten tam” czyli Brunon K jednak nie wjechał do sejmu ciężarówką i nie wyp****lił tego trotylu. I tych synów wszetecznicy razem z nim.

- Głosowałeś na nich – zauważyła stojąca obok kobieta. Pewnie żona bo tylko żony zdolne są do tak bezlitosnych suplementów.

- A ty nie? – odciął się mężczyzna. I zapewniał, że więcej tego błędu nie popełni.

Tak więc z mojej perspektywy jest jak na razie 2 do 0 dla Kaczyńskiego. W wymiernych wskaźnikach. Trudno powiedzieć ile ostatecznie ofiar pociągnie nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu a zwłaszcza w wydawaniu nie swojej kasy na to jedzenie i picie dokonane przez Sienkiewicza, Belkę, Rostowskiego i Sikorskiego. Myślę, że tym więcej, im bardziej będą przekonywać oni i ich medialni sojusznicy że to naprawdę nic takiego. Że spożywanie ośmiorniczek i pasztetów sztrasburskich przez Naród ustami jego przedstawicieli to coś naturalnego i zrozumiałego. I że nie rozumieją tego i nie akceptują tylko jakieś dzikusy. Człowiek światły umie wymówić „fua gra” i nie ma nic naprzeciwko by się nim zażerał Rostowski zaraz po tym, jak przekonywano obywateli przed kamerami, że państwa ledwie przędzie i absolutnie nie stać go by płacić opiekunom niepełnosprawnych dzieci.

Możecie uznać, że sieję populizm. Być może. Ale to i tak przyzwoitsze niż sqrwysyństwo rozsiewane przez bywalców „Sowy i przyjaciół” zaopatrzonych w służbowe karty i zadowolonego z nich pryncypała. Inaczej tego nie nazwę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz