sobota, 19 lipca 2014

Bestie z Donieckiej Republiki czyli ciała w szczerym polu



Powiedzmy, że bardzo, bardzo chciałbym uwierzyć Striełkowowi i jego szefom z Moskwy. I rozważałbym, tak, jak to, wbrew wszystkiemu, co można znaleźć, zobaczyć i przeczytać, robi na przykład Korwin, ewentualną winę Ukraińców. Którzy dopuścili się zbrodni, by skompromitować „obrońców Donieckiej Republiki” i ich sojuszników z Kremla, tudzież faktycznie chcąc zabić Putina, który nie wiedzieć skąd i po co miałby znaleźć się wówczas na ukraińskim czy tam donieckim niebie.
Myślę, że moje rozważania doszłyby tylko do momentu, w którym musiałbym przyjrzeć się zachowaniu owych „obrońców” na miejscu tragedii. 

Informacje o tym, że ludzie Striełkowa utrudniają i tak już ograniczone prace na rumowisku pod Torez idą nie tylko w sprzeczności z twierdzeniami, że nie mają oni nic wspólnego z zestrzeleniem. One z jeszcze jednego powodu są szokujące.

Mimo, że do tragedii doszło przedwczoraj, relacje, dochodzące z miejsca, w którym spadły szczątki samolotu wskazują, że ciała zabitych pasażerów i członków załogi ciągle znajdują się wśród tych szczątków. Leżą w samym środku lata rozrzucone w szczerym polu.

Właśnie ta informacja stawia pod znakiem zapytania nie tylko wszystkie wersje korzystne dla owych wszystkich Striełkowów. Stawia pod znakiem zapytania przynależność tych istot do gatunku ludzkiego. Ja nie wiem w jaki sposób w Rosji selekcjonuje się takie istoty, by wcielić je do służby i jakie kryteria są decydujące. Zaczynam sądzić, że chowa się je w jakichś wyjątkowo odrażających kloakach, z których po zakończeniu dojrzewania przerzuca się ich tam, gdzie zapanować ma „moskiewski porządek”. 

Zastanawiam się, czy za działania tych bestii odpowiedzialna jest podobna im bestia na drugim końcu telefonicznego kabla czy tam po drugiej stronie eteru. I Striełkowy z Doniecka i ich kierownicy, zasiadający w jakimś gabinecie, najpewniej z widokiem na rzekę Moskwę nie mogą nie wiedzieć, że pozwalanie by ciała zabitych gniły pod Torez nie przysporzy w świecie „obrońcom Doniecka” sympatii. Że mogą liczyć tylko na zakute łby „strasznych staruszków” i ich ślepych wyznawców. Może są bestiami ale aż takimi durniami nie są. Zatem albo mają w tym gniciu cel istotniejszy niż jakieś tam przekonanie światowej publiki, że robią wszystko by pomóc, albo też mają gdzieś i to, czy ich ktokolwiek lubi, jak też to, że zmarłym należy się szacunek.

Eksport „moskiewskiego porządku” często przybierał formę odrażającą. Trudno, na przykładzie spod Torez sądzić, że w tej kwestii cokolwiek się zmieniło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz