piątek, 18 lipca 2014

Lot MH 17 czyli bitwa pod Torez



Samolot już spadł, prawie 300 ludzi zginęło. Teraz, parafrazując naszego najszybszego speca od katastrof, pozostaje ustalenie, kto za to odpowiada.

Niestety, od rzeczywistego ustalenia okoliczności i ewentualnego sprawcy tragedii dla wielu, chyba dla zbyt wielu, istotniejsze będzie to, kto zdoła przekonać opinię publiczną do swojej wersji. Czyja wersja „ustali się” w publicznej świadomości. I właśnie na tym polegać będzie ta „bitwa pod Torez”, o której piszę.

Nie mam wątpliwości,  i chyba nie tyko ja ich nie mam, że o ile na Ameryce niewielkie wrażenie robić będzie rosyjska propaganda, już w Europie z utęsknieniem będą czekać na choćby tylko trochę racjonalne a może i całkiem pozbawione tego elementu wersje, które oczyszczą Rosję i jej szanownego przywódcę od winy za ten obrzydliwy akt terroryzmu. Zapewniając spokojną i owocną kohabitację szczerych, europejskich demokratów i kagiebisty z Moskwy.

Od miesięcy widać jak bardzo Rosja korzysta na tej gotowości przywódców europejskich, by łykać kolejne bzdury, płynące z Moskwy. Trudno uwierzyć, że Europa nagle zmieni swoje zapatrywania na prowadzenie interesów z Moskwą „tylko dlatego” (piszę w cudzysłowie, żeby nikt takiego myślenie mi nie przypisał), że gdzieś na wschodzie zabito 300 ludzi, w tym kobiety i dzieci.

O gotowości przyjęcia twardego stanowiska Europy wobec Rosji a właściwie jej braku świadczy to, że jak na razie kolejne oświadczenia w sprawie samolotu Malaysian Airlines wygłaszane są z Waszyngtonu a Berlin, Paryż, Londyn milczą. Lub mówią jakby półgębkiem. Pewnie w tych stolicach aż grzeją się kalkulatory by wyliczyć, czy więcej warte są te szczątki pod Torez czy otrzymany rabaty na ruski gaz.

Brzmi to i wygląda przerażająco. Z naszej perspektywy szczególnie przerażająco, bo dla nas akurat szczególnie istotne jest ile czasu będzie potrzebne na reakcję, gdyby kiedyś tam okazało się, ze „ludność narodowości rosyjskiej” zagrożona jest także między Bugiem i Odrą.

Przekonanie, że Rosja „zapłaci” za lot MH 17 jest naiwnością. Tacy gracze nie płacą. Tragedia nad Ukrainą jest czymś niebywałym. Proszącym się o gwałtowną i ostro reakcję. To, że jej nie ma, świadczy chyba o tym, iż Europa usilnie stara się znaleźć taką „formułę” reakcji, która nie każe im uznać Władimira Władymirowicza Putina za  oberterrorystę.

Bitwa o Torez dopiero się zaczyna. Toczyć się będzie w przestrzeni, w której Rosja ma więcej „żołnierza” niż ktokolwiek inny. No może poza Chińczykami. Sami wiemy i pamiętamy ilu ich ujawniło się w związku z „odbiciem” Krymu przez Putina i następnych przypadkach „pochylania się” szanownego przywódcy nad sąsiadami Rosji.

Nie ma znaczenia, ze ta propaganda w większości będzie żenująca i niewiarygodna. Jest taka bo Putin i Rosja mogą sobie na to pozwolić. W tym sensie tragedia pod Torez pociągnie za sobą jeszcze wiele ofiar.

Ps. Właśnie usłyszałem o „stanowczym” oświadczeniu Angeli Merkel w sprawie lotu MH 17. Powiedziała ona dziś, że „jeśli wiadomości o zestrzeleniu samolotu potwierdza się, będzie to oznaczało dalszą eskalację wydarzeń na wschodzie Ukrainy”. Jestem poruszony. Poruszony tym, ile czasu tak prosta, banalna konstatacja zajęła przywódczyni Europy. Szybciej na to wpadło 99% ludzi, którzy o tragedii usłyszeli. Rozumiem, na czym polega dyplomacja. Rozumiem też,  że nie ma jeszcze w Berlinie maszyn liczących z szybkością światła. Zastanawiam się dokąd dojść musi i może Putin, by frau Angela zaczęła szybciej się ruszać i szybciej myśleć. Jak dotąd chyba nie dotarło do niej, jaki związek z tym, co dzieje się na Ukrainie ma szybkość wykonywanych przez nią ruchów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz