sobota, 28 marca 2015

Pieśń o podrzynaniu gardeł



Pan Tomasz Lis, wyrażając rozczarowanie, że sztabowi Bronisława Komorowskiego nie udało się jak dotąd „domordować” Andrzeja Dudy poszedł dokładnie tą drogą, jaką swego czasu wytyczył pan Radek Sikorski, zapowiadając „dorżnięcie watah”. Nie mam pojęcia skąd w obozie „Zgody i Bezpieczeństwa” takie upodobanie do takiego języka i tak wyszukanych kolokwializmów. Słowo „wyszukanych” ma tu znaczenie. Nie każdy niestety jest takim purystą jak wymienieni panowie i nie każdy wie, jak dalece da się żonglować znaczeniami niektórych słów czy fraz.

Dawno, dawno temu, 12 października 2010 r. napisałem tekst  zatytułowany „Aż poleje się krew (katalog prostych czynności manualnych)”*.  Ostrzegałem tam przed językiem używanym w polityce na przykładzie zapowiedzi Tuska, że „może polać się krew” oraz naprawdę kuriozalnej ankiety, opublikowanej przez „Wyborczą”. Nie odmówię sobie przypomnienia tego czegoś choć nie gwarantuje, że pod linkiem jeszcze to będzie można znaleźć. To w końcu tyle lat**.

„Zwolennicy PiS od Pałacem Prezydenckim śpiewali ''Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie''. Od czego powinna być wolna Polska:
91%
Od opozycji, która rywali politycznych uznaje za zdrajców ojczyzny i zamiast z nimi debatować, wyprowadza ludzi na ulicę (1186)
9%
Od rządów Platformy (118)
Liczba oddanych głosów: 1304

Przyznam, że nadal w jakiś sposób budzi mój szacunek a może nawet podziw to zdecydowanie, z jakim w poczuciu misji podejmujący decyzję o publikacji zrezygnował już może nawet nie z resztek przyzwoitości ale i z jej pozorów.

Tydzień później, 19 października 2010 r. w Łodzi Ryszard Cyba pojawił się w biurze Janusza Wojciechowskiego, europosła reprezentującego PiS, mordując Marka Rosiaka i raniąc Pawła Kowalskiego.

Można by sądzić, że to zdarzenie powinno być oczywistym dla wszystkich kontrapunktem w politycznej dyskusji, uczulającym na to co a także jak się mówi.

Rzecz jasna nie chodzi mi o to, że nagle politycy mieli zakrzyknąć „Kochajmy się” a my wszyscy żyć długo i szczęśliwie. Tak naiwny nie jestem. Ale jasnym dla wszystkich powinno być, że z jeżyka publicznej dysputy zniknąć powinny tak obrazowe a może wręcz pobudzające wyobraźnię sowa jak „dożynanie”, „patroszenie” czy „domordowywanie”. I każdy, komu zdarzyłoby się zapomnieć, powinien to na długo popamiętać.

Oczywiście nie mam wątpliwości, że pracodawca Tomasza Lisa nie będzie miał żadnych obiekcji, zachwycony wyniesieniem przez tegoż dziennikarskiego obiektywizmu na taki poziom, którego z licznych foteli redaktora naczelnego pana Tomka od dawna nie widać. W końcu biznes jest biznes.
Wracając zaś do owej irytacji Lisa „amatorszczyzną” Prezydenta to ma on i zarazem nie ma racji. Paradoksalnie mając rację, nawiązuje on niechcący do swoich dawniejszych sugestii,  że Andrzej Duda jest kandydatem niesamodzielnym. I nie może to być miłe nawiązanie, zważywszy że przy „niesamodzielnym” Dudzie dla Komorowskiego w ogóle trudno znaleźć jakiekolwiek określenie. Kiedy Duda zwija się jak w ukropie, przemierzając kilometr za kilometrem i zbierając punkt do punktu, za Komorowskiego tyrać musi właśnie Tomasz Lis, pan Sobieniowski, którego imienia w tej chwili nie pamiętam bo w annałach mediów zapisze się i tak jako „ten Sobieniowski”, czy Monika Olejnik. Można powiedzieć że „całe media budują swego Prezydenta”. 

Równocześnie niesłusznie się pan Lis irytuje. Pomijając to, że jego kandydat po prostu jest jaki jest i jakim się prezentuje, na tę wytykaną „beznadzieję” sam pan Lis i reszta zapracowali. Przez lata a szczególnie teraz wyręczając go w tym, co Duda robi sam. Miał zatem Bronisław Komorowski święte prawo uznać, że ktoś za niego będzie tyrał, skoro tak było od lat. No a poza tym przecież jedną z zalet pana Prezydenta jest to, że nie ma „politycznego ADHD”.

Na koniec, w takim luźnym nawiązaniu do muzycznego wątku, który w tekście pojawia się za sprawą ankiety wyborczej, i w nieco ściślejszym do tytułu, z dedykacją dla pana Tomasza. Nie będzie to piosenka pana Koracza bo niestety nie ma go teraz tu z nami.



   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz