sobota, 7 marca 2015

Konwencja czyli Komorowski zabiera dowód



Zacznę od oczywistej prywaty i zapytam czy ktoś bardziej wnikliwy ode mnie mógłby zdradzić mi na czym polegała niespodzianka Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Ta, którą z tajemniczymi uśmiechami  zapowiadali w mijającym tygodniu „wszyscy ludzie prezydenta” pojawiający się w mediach.  Nie chciałbym popełnić  jakiejś gafy ale dla mnie największym zaskoczeniem była zapowiedź pana Bartoszewskiego, dotycząca jego planów na najbliższe pięć lat.

Pewien jestem, że nie tylko ja jestem zdezorientowany obejrzaną imprezą choć może inni z nieco innych. W trakcie finałowego wystąpienia Bronisława Komorowskiego Katarzyna Kolęda-Zaleska napisała na Twitterze „Kto pisał to przemówienie. Litości!”. I nie byłą to jedyna tego typu reakcja kogoś, kogo trudno podejrzewać o krytyczny stosunek do obecnego Prezydenta i obecnego układu rządzącego. 

Myślę, że te reakcje byłyby znacznie bardziej stonowane gdyby nie to, że dzisiejsza „impreza  kandydata obywatelskiego” i Platformy Obywatelskiej (też odruchowo chciałem napisać w cudzysłowie) odbierana była a zapewne i przygotowywana jako konfrontacja z podobną imprezą Andrzeja Dudy. I niestety ani impreza ani jej główny bohater temu wyzwaniu nie sprostali. Zabawnie rzecz podsumował na gorąco w TVP Info Maciej Gdula z „Krytyki Politycznej”, którego o stronniczość na korzyść kandydata PiS bardzo trudno podejrzewać. Powiedział on, że po wszystkim wreszcie rozumie czemu kampania Komorowskiego nazwana została „Maratonem Poparcia”. Jego zdaniem akurat maraton nie należy do dyscyplin szczególnie porywających.

W moim odczuciu głównym powodem tek wyraźnej porażki  Komorowskiego z Dudą było zaskakujące przyjęcie warunków Dudy w definiowaniu osi sporu. Nie, nie chodzi mi o te oficjalne podziały, które dzisiaj ostrzej artykułowała Kopacz a delikatniej Komorowski. Chodzi mi o przeciwstawienie dziś Dudzie, który, lepiej lub gorzej, mniej lub bardziej skutecznie ale konsekwentnie, stara się prezentować jako kandydat Polski młodej, mającej przed sobą przyszłość Polski matuzalemów, urzędowych autorytetów którzy nie ukrywają że pozjadali wszystkie rozumy.
To ciekawy rys tej kampanii, oznaczający skuteczne nicowanie stereotypów przyklejonych, zdawaliby się trwale, jako etykiety opisujące głównych graczy naszej sceny politycznej.

Dziś, w takim samym stopniu dzięki świetnie prowadzonej kampanii Dudy jak też beznadziejnym wyskokom zarówno Komorowskiego jak i jego sztabu trudno bronić dawnego przekonania, że to Bronisław Komorowski jest kandydatem tej Polski młodej i lepiej wykształconej a dr Andrzej Duda reprezentuje jakiś zaścianek.

Sprawienie, że to Komorowski jest dziś synonimem politycznego obciachu to jak na razie jedyny, jak sądzę nie zamierzony skutek działań samego kandydata i jego sztabu. O ile trudno znaleźć gdzieś wyznanie kogoś, kto obserwując ostatnią aktywność Dudy i Komorowskiego nawróciłby się na tego drugiego, w przeciwna stronę owszem.  Syn mojej koleżanki, neutralnej politycznie ale od początku sympatyzującej z Dudą był jeszcze nie tak dawno modelowym „młodym, wykształconym z dużego miasta” (student nauk humanistycznych) i klasycznym lemingiem „mającym bekę” z Kaczyńskiego i wszystkiego co choćby w przybliżeniu okołokaczyńskie. I, kiedy nie było innych argumentów, mającego zawsze na podorędziu „mniejsze zło” jako argument ostateczny. Ostatnio na pytania o Komorowskiego milczał nie kryjąc nerwowości. W końcu pękł i przyznał, że na wybory nie idzie. Dudy nie poprze, Ogórek gardzi a Komorowski… „Daj spokój! Są granice głupoty! Kiedy przekracza je polityk, jego dotychczasowi zwolennicy stają się na nie wyjątkowo wyczuleni” powiedział załamany kolejnym, stodwudziestymtrzecim „japońskim dementi” Kancelarii Prezydenta.
To on i tacy jak on, w których coś chyba pękło i nagle zaczęli mieć problem czy rzeczywiście jakimś „mniejszym złem” od Dudy może być właśnie Komorowski z całym dobrodziejstwem inwentarza są zarazem ofiarami  specyficznej charyzmy i reszty podobnych jej zalet obecnego Prezydenta jak też niewymienionymi wprost bohaterami tytułu tej notki.

Gdyby chcieć wskazać skąd się oni nagle wzięli, myślę, że wzięli się z konsekwentnej ale, jak widać nie do końca skutecznej tresury. Przez lata wpajano im powierzchowny sposób oceny sceny politycznej i jej graczy. No i teraz mści się to w postaci skupienia się właśnie na tym budzącym wstyd, złość i śmiech „opakowaniu”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz