niedziela, 15 marca 2015

III Rzeczpospolita Bananowa dr Jana K.



Kto zapoznał się z anonsowanym przez „Do Rzeczy” skrótem materiału Cezarego Gmyza „Tykająca bomba podsłuchowa” miał pełne prawo odnieść wrażenie, że głównym celem  ekipy, która od lat rządziła i rządzi Polską było robienie dobrze panu dr Janowi Kulczykowi. Spośród  rozmów, których nagrane wersje znalazły się w posiadaniu prokuratury niemal połowa to zapisy spotkań czołowych postaci PO i rządu z czasów Donalda Tuska właśnie z tym poznańskim biznesmenem.

Z Kulczykiem mieli się spotkać z Paweł Graś, Minister Skarbu Państwa Paweł Tamborski, Jan Krzysztof Bielecki,  Radosław Sikorski i Krzysztof Kwiatkowski, prezes NIK. Rozmowy te, poświęcone są bardzo konkretnym planom biznesowym Kulczyka i pokazują jak dalece w tych planach jeden z najbogatszych Polaków mógł liczyć na przychylność ludzi władzy.

Szczególnie zatrważająca jest obecność w gronie „doradców” Kulczyka pana Krzysztofa Kwiatkowskiego, prezesa NIK. Jego rolą jest wszak przeciwdziałanie nieprawidłowościom w funkcjonowaniu państwa i jego instytucji. Na jego przykładzie można powiedzieć, ze władza zgniła już do cna. Zainfekowany jest nawet państwowy „system immunologiczny”.

Publikacja Gmyza i „Do Rzeczy” wyjaśnia zapał, z jakim pamiętnego wieczoru aparat państwa rzucił się by Sylwestrowi Latkowskiemu wyrwać z ręki laptop. 

Nie pozostawia ona też wątpliwości co do tego, że treść nagrań powinna być upubliczniona.

Ja oczywiście zdaję sobie sprawę, że obecna władza oburzy się na „ujawnienie tajemnicy państwowej”. W jakiś sposób nawet rozumiem taki punkt widzenia władzy bo utajnienie treści tych rozmów to jedyny sposób by zapobiec wybuchowi tej „podsłuchowej bomby” a przynajmniej odroczyć eksplozję i jej skutki. Odpalenie kolejnych taśm może mocno zamieszać w naszej polityce w najmniej odpowiednim dla tych, w których uderza momencie.

Oczywiście żadne machloje, choćby stali za nimi konstytucyjni ministrowie, nie są i nie mogą być objęte tajemnicą państwową. Mam nadzieję że szybko poznamy także stenogramy ze wspomnianych rozmów. Mogąc poznać zarówno szczegóły tej osobliwej „akcji pomocy polskim przedsiębiorcom” jak też, wzorem tych, które już słyszeliśmy, kwiecisty język naszych „elit”. Oczywiście nie mam złudzeń że władza się ugnie czy zachowa przyzwoicie. Jeśli poznamy treść to dzięki dalszym przeciekom bo do jesieni PO zrobi wszystko, co będzie w stanie by żaden stenogram nie ujrzał światła dziennego a obywatele – wyborcy nie ujrzeli kolejnego oblicza „obywatelskiej” partii. Oblicza kacyków z jakiejś republiki bananowej.

Swoją drogą można wreszcie domyślać się  intencji, które stały za szczególnym podkreśleniem w tytule tekstu „Gazety Wyborczej”, poświęconego zeznaniom kelnerów, owej rzekomej „nagrody od PiS”. Było to, trudno w ogóle zaprzeczyć, dość bezczelne i desperackie. Ale kiedy czyta się streszczenie zaprezentowane w tekście Gmyza, owa desperacja Czerskiej jest całkiem zrozumiała. Przy okazji pokazuje to, że sprawa jest bez wątpienia formatu bomby. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz