poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rada Bezpieczeństwa czyli na zachodzie bez zmian



Po krótkiej chwili bujania w oparach „interesu narodowego” wracamy w stare koleiny.

Kiedy pojawiła się zapowiedź organizacji posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego pomyślałem, że, nie daj Bóg, Jarosław Kaczyński  zignoruje zaproszenie i po „jednym głosie w sprawie Ukrainy” pozostaną tylko strzępki wspomnień. No i Jarosław Kaczyński zignorował.  Oczywiście to jest przejaw małostkowości  trudny do zaakceptowania u polityka w takich okolicznościach, z którymi mamy do czynienia. Jednak da się zrozumieć konsekwencję, z jaką Kaczyński  odmawia zasiadania z niektórymi politykami przy wspólnym stole. W końcu politycy, choć powinni mieć grubą skórę, są tylko ludźmi. I na dobrą sprawę dobrze, że są.

Małostkowością, której tak, jak tej Prezesa nie da się wytłumaczyć niezaleczoną trauma i żalem, było odmówienie udziału w posiedzeniu Rady politykowi wysłanemu przez Kaczyńskiego. Mającemu do przekazania informacje, które bez wątpienia bardziej były owej radzie przydatne niż obecność niektórych wpuszczonych. Ja wiem, że na samą myśl o Ryszardzie Czarneckim niektórych świerzbią języki by zakrzyknąć „jaki tam polityk?”. Zapewniam że może i nie lepszy ale też nie gorszy od reszty składu. Tego wpuszczonego. Niżej dam tego dowód.

Ja oczywiście wiem, że to posiedzenie miało charakter pokazowy, że prochu nie było wstanie wymyślić ani też nie miało do tego prerogatywy. I z tego właśnie powodu ta małostkowość mnie oburza bo nikt nie raczył nawet wyjaśnić, czemu nie wpuszczono. Szukam jakiegoś słowa tu i tam ale główne środki przekazu milczą na ten temat. Chodziło o to by pokazać… no właśnie, co? Byłbym przekonany, że ów „wspólny głos”.

Znów ktoś pewnie powie coś o Czarneckim i jego kompetencjach. O kompetencjach w kontekście Ukrainy i BBN-u chyba lepiej w ogóle nie mówić. Jadąc dziś z pracy słuchałem w III Programie rozmowy z głównym doradcą Prezydenta do spraw międzynarodowych, panem Kuźniarem. Nie streszczę tej rozmowy bo straciłem zdolność percepcji gdy pan Kuźniar zapewnił, iż Janukowycz na pewno nie wiedział o interwencji milicji na Majdanie a później podjechał maksymalnie klarując, że „w sumie dobrze się stało że użyto siły na Majdanie bo…”

Po czymś takim byłem w stanie myśleć o tym jeno, że dla odmiany w sumie źle się stało, że ktoś taki ma cokolwiek do powiedzenia w sprawie naszej polityki zagranicznej. Nie mam pojęcia czy ktoś nie powinien od czasu do czasu wobec pana Kuźniara i jego specyficznego utylitaryzmu „w sumie użyć siły”. Może dobrze by mu to zrobiło. Jak, nie przymierzając, bitym na Majdanie.

To powyżej uprawnia mnie by twierdzić, że Czarnecki nawet w najgorszej formie nie byłby w stanie zepsuć efektów dzisiejszej Rady Bezpieczeństwa. Jego wyrzucenie za drzwi bez wątpienia wrażenie zepsuło.

Jednym słowem razem to możemy być na Majdanie w Kijowie. Nie pierwszy raz przecież. Im dalej na zachód tym trudniej. Jak na razie bez zmian.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz