piątek, 20 grudnia 2013

Na marginesie śląskości (tekst dość krótki)



Nie będę ukrywał, że kompletnie nie znam się na tym, czy istnieje śląska narodowość czy też jest to na ten przykład wymysł paru cwaniaków, którzy wykombinowali, że na „mniejszości narodowej” da się to i owo ugrać czy tam utargować. Nie będzie więc rozważań o istocie sporu, który ostatnio wraca z częstotliwością, której kometa Halleya mogłaby spokojnie pozazdrościć. Tak, jak napisałem w tytule, będzie o marginesie tego sporu. Marginesie  zarówno w odniesienie do treści jak też ich, że tak się wyrażę, nośników. Mam przekonanie czy tam nadzieję, że ci, o których piszę, faktycznie stanowią margines pośród tych, którzy się do śląskości przyznają.
Oczywiście daruję sobie margines w rodzaju Pawła (nomen omen) Poloka, który swym żarcikiem o „wersalskim bękarcie” udowodnił,  że jest debilem i absolutnie nie wypada na przykład wobec jego oczywistej przypadłości rewanżować mu się równie błyskotliwym żarcikiem o wystającej mu zza portek volksliście.
Ta mieszanina głupoty i nieostrożności, która,  szczególnie w postaci zaserwowanego przez Poloka kondensatu, uprawnia podejrzenia i oskarżenia o „ukrytą opcję niemiecką”, pojawia się, mocno rozwodniona, również w wypowiedziach niektórych innych gardłujących za przyznaniem Ślązakom statusu narodu.
Kilka dni temu słuchałem zza kierownicy radiowej trójki, w której redaktor Strzyczkowski poruszał z rozmówcami kwestię orzeczenia przez Trybunał Konstytucyjny, że narodowości śląskiej nie ma.
W związku z zestawem gości redaktora Strzyczkowskiego pozwolę sobie na dygresję, która przyszła mi do głowy, gdy okazało się przy tamtej okazji, że w sejmie komisją do spraw mniejszości przewodzi pani (jeden z gości redaktora), uważająca się za śląską mniejszość. Ciekawe, że sprawy mniejszości załatwia nam mniejszość, sprawy oświaty koniecznie nauczyciel, zdrowia lekarz a ministrem rolnictwa musi być (choćby nominalny) rolnik. Tylko ministrem wojny musi być cywil. Logiczne… Ale wróćmy do tematu. 
W trakcie tej rozmowy, w wypowiedzi pana Gorzelika i jeszcze jednego zabierającego głos obywatela, poczuwającego się do śląskiej narodowości użyty został w uzasadnieniu bardzo ciekawy argument.
Panowie ci twierdzili, że Trybunał, odmawiając im prawa do śląskiej narodowości, uczynił ich, jak się wyrazili „obywatelami drugiej kategorii”.
Problem w tym, iż konsekwencją orzeczenia Trybunału jest, że ci panowie nie będąc Ślązakami, są Polakami. Zatem logicznie rzecz biorąc można uznać, że wedle obu panów Polak jest tym przywołanym „obywatelem drugiej kategorii”. Nie wiem ile kategorii klasyfikują panowie, kto wedle nich mieści się jeszcze niżej niż oni, będąc Polakami, ale niech się nie zdziwią jak ktoś ich głupie argumenty skwituje przypisując im tęsknotę za byciem ubermenschami. I, niestety nie będzie to zarzut pozbawiony sensu. Pan Gorzelik i jego kolega mogą bez ograniczeń korzystać z wszystkich praw przysługujących zamieszkującym nasz kraj Polakom. Jeśli to czyni z nich „ludzi drugiej kategorii” to znaczy, że wszyscy, wraz z nimi w tej kategorii się mieścimy. I w związku z tym trzeba zrobić wszystko, co dopuszczalne jest prawem by żaden z nich i ich konfratrów nie miał szans przeskoczyć kategorię wyżej. Już kiedyś mieliśmy okazję poczuć do czego zdolni są „ludzie pierwszej kategorii”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz