poniedziałek, 2 grudnia 2013

„Demokracja, znaczy wolno…”



W czasach kiedy jeszcze czytałem Korwina i uważałem go za politycznego mentora (iluż wspaniałych ludzi on wychował :), miał on w zwyczaju używać ciekawego objaśnienia terminu demokracja. „Demokracja, znaczy wolno kraść” zwykł powtarzać.
Ta specyficzna definicja przypomina mi się gdy czytam wyjaśnienia prokuratora, który zdecydował nie wszczynać postępowania wyjaśniającego w sprawie napędzania (w szerokim i rozmaitym rozumieniu tego słowa) zwolenników panu Protasiewiczowi podczas ostatnich regionalnych wyborów.
W ocenie prokuratora „pomoc w uzyskaniu stanowiska w radach nadzorczych spółek KGHM” oraz  lepsze miejsca na listach wyborczych oraz stanowiska w zamian za oddanie głosu” nie wyczerpują znamion przestępstwa. Wynika to, jak uznał prokurator, z faktu, że „nie możemy (to znaczy prokuratorzy nie mogą- uwaga moja) uznać KGHM za podmiot, w którym sprawca przestępstwa płatnej protekcji może powoływać się na wpływy”. Czemu nie mogą skoro się powołują to wie tylko sam prokurator. Tym bardziej dziwi to jego przekonanie że „nie mogą” w zestawieniu z informacją, że jak już się powołali na wpływy, to zaraz z tego KGHM był telefon. No ale jednak prokuratorzy nie mogą uznać… Może ktoś im nie pozwala? Poza tym „działania Norberta Wojnarowskiego i Michała Jarosa podejmowane były w ramach wyborów wewnątrzpartyjnych. Ich zachowania nie miały charakteru władczych działań funkcjonariuszy publicznych, a tym samym nie przekroczyli oni swych uprawnień […] Nie mogliśmy też zakwalifikować zachowań Wojnarowskiego, Jarosa, Borkowskiego, Protasiewicza i Kardeli jako przyjmowania korzyści majątkowej lub obietnicy jej udzielenia”. Pewnie prokurator by mógł dopiero wtedy, jakby wspomniani panowie przynieśli tę obiecaną posadę w jakim woreczku i ją fizycznie dali kuszonemu. I jeszcze by odciski palców zostawili a on by je pieczołowicie zdjął.
Decyzja prokuratora, który dostał dowody na tacy i jego rolą było tylko skupienie się nad nimi i wnikliwa ocena, zachwyca przede wszystkim finezją uzasadnienia. Bardziej pasuje ono oczywiście do mowy obrończej jakiegoś wynajętego przez wspomnianych panów adwokata. I rozszerza korwinową definicję demokracji.
W tej sprawie najbardziej groteskowa jest reakcja jednego z bardzo zainteresowanych wspomnianą decyzją o nie wszczynaniu.
Pan poseł Michał Jaros oświadczył z ulgą miedzy innymi „Mogę teraz w pełni wrócić do moich obowiązków. W najbliższych dniach chcę się skupić na wsparciu opozycji na Ukrainie.”
Mnie szczególnie zainteresowało to ostanie zdanie.  Jeśli je zestawić z tym, dzięki czemu poseł Jaros dal się poznać szerzej (czy tam w ogóle) opinii publicznej i z głośną ostatnio opinią pana Radosława Sikorskiego o specyfice Ukrainy, rzec można, że wreszcie właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz