piątek, 13 grudnia 2013

Major Bąbel się gniewa (okruchy ze Stanu)



Być może już niedługo trudno będzie snuć wspomnienia ze Stanu. Nie, wcale nie dlatego, że zatrze się on w pamięci albo zabraknie świadków. To jeszcze przez jakiś czas nam nie grozi. 

Jeśli będzie trudniej to najpewniej z uwagi na urażone uczucia niektórych. Specyficzne uczucia specyficznych „niektórych”.

Na stronie „Wyborczej” można było dziś, na Rocznicę przeczytać materiał o jednym urażonym, który poskarżył się na Borusewicza.* Poczuł się urażony stwierdzeniem, że w grudniu 1980 r. chciał aresztować ówczesnego opozycjonistę by zasłużyć na awans i nagrodę. Major SB, o ksywie Bąbel (milusia ksywa, mógł być „krwawy” albo coś w tym guście) twierdzi, że to nie prawda gdyż on robił, co robił bo chciał jak najlepiej, najsumienniej wykonywać swoją pracę, do której co rano jeździł SKM-ką tak, jak stoczniowcy jeździli do stoczni. Budować pociągi, spychacze i statki…**

Oczywiście nie wątpię, że w SB, poza karierowiczami - szmaciarzami, gotowymi dla kasy, pozycji czy innych apanaży i profitów sprzedać rodzone dziatki, byli też psychopaci odczuwający zwyczajną albo i nadzwyczajną satysfakcję z tego co robią. Nie tylko mogło tak być ale zapewne tak było. Nie o to jednak mi chodzi.

Chodzi mi o to, że dożyliśmy czasów, w których różne Bąble i inni psychopaci nie tylko nie wstydzą się przyznać, że byli tymi Bąblami, radośnie zasuwającymi co dnia do ubeckiej roboty, ale obnoszą się dumnie z tym, że robili za siepaczy. To źle świadczy nie o nich bo już bycie Bąblem wyklucza ich z jakichkolwiek dyskusji o wstydzie czy przyzwoitości. Jakby kto miał jedno czy drugie nie tylko nie byłby dumny ale przede wszystkim nie robiłby za Bąbla. 

Czasów takich dożyliśmy wcale nie dlatego, że cykl życiowy Bąbli i innych takich przewiduje okres intensywnej i gwałtownej aktywności, dla innych, bywało, dość bolesnej i następujący po nim długi dość okres hibernacji, z którego właśnie Bąble się teraz budzą.

Czasów takich dożyliśmy dlatego, że w toku przeróżnych procesów, dziejących się przez ostatnich ponad 20 lat zbyt mało albo zgoła wcale nie akcentowaliśmy, że bycie Bąblem to powód do wstydu. Takiego wstydu, który nigdy nie idzie w niepamięć.

Pozwoliliśmy, choć po prawdzie nikt mnie na przykład o to pozwolenie nie prosił, by tak bardzo zrelatywizować ocenę, że dziś taki Bąbel może bez wstydu i bezkarnie porównywać się z tymi, których prześladował bo jeździł z nimi tą sama SKM-ką. Jakby to był jaki konfesjonał oczyszczający z niegodziwości Bąbli różnych, którzy jeździli, gdzie jeździli ze wszystkimi konsekwencjami tych swoich podróży.

Jeśli będzie musiał Borsuk przepraszać Bąbla, który w 1980 czy to sam po Borsuka przyszedł czy tam wysłał po niego suki pełne psów, będzie to chichot historii. Pisanej przez lata tak koślawo, ze faktycznie Babel A.D. 2013 ma prawo czuć się ofiarą i tamtych czasów i niektórych dzisiejszych ich ocen.

Miejsce, w którym o krzywdzie Bąbla i jego gniewie napisano też przypadkowe nie jest.

** „Stańcie przed lustrami” – Róże Europy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz