sobota, 21 grudnia 2013

O sensie siadania do stołu czyli deklaracja



Mimo pierwszego skojarzenia nie będzie to tekst wigilijny choć bez wątpienia aktualny. Nawiązujący do chęci Donalda Tuska sadzania opozycji przy stole by rozmawiać o sprawach Polski i jej okolic. Ja oczywiście nie wątpię, że sadzanie niektórych doskonale by Polsce zrobiło ale w zdecydowanie innym znaczeniu. 

Oczywiście koncepcja Tuska jest piarowską sztuczką oparta na ściemie, na która nikt nie dał się złapać. Kolejne sekwencje zdarzeń pokazują to doskonale a miejscem nawet w sposób, jak mniemam, niezamierzenie zabawny.

Jak wiadomo koncepcję „nowego okrągłego stołu” Tusk zaproponował a część opozycja wyśmiała ledwie tydzień temu. Po czym temat wrócił jak bumerang zaraz po tym, jak Radosław Sikorski i Sergiej Ławrow podpisali polsko-rosyjską deklarację a opozycja oburzyła się, że nie konsultowano z nią czy z całym sejmem tego istotnego dokumentu. Tusk oczywiście uderzył w ton „przecież proponowałem”.

„- Nie rozumiem liderów PiS, jak mogą jednego dnia, minutę po tym, jak zaprosiłem do takiej rozmowy powiedzieć, że ich nie interesuje żaden okrągły stół, żadna rozmowa ze mną na temat na przykład konsensusu w polityce wschodniej, a później, kiedy podejmujemy - zresztą absolutnie transparentną, bo ten dokument jest znany, dostępny w internecie - decyzję o podpisaniu takiej umowy, to jest krzyk, że jej nie konsultujemy”*

Gdyby zestawić terminy wymienionych przez mnie chronologicznie zdarzeń, wychodzi nam co miał na myśli Donald Tusk używając terminu „konsultacje”. Znając choćby pobieżnie kuchnię dyplomacji wie się, że takich wizyt i podpisywanych podczas nich dokumentów nie uzgadnia się w tydzień. Zatem gdyby po wezwaniu Tuska wspomniani „liderzy PiS-u” usiedli do wspomnianego stołu, konsultacja w sprawie rzeczonej deklaracji mogła polegać tylko na jej przyklepaniu, co Tuskowi byłoby pewnie na rękę, albo użyciu jej jako serwetki. Co pewnie jeszcze bardziej byłoby Tuskowi na rękę.

I tu ten żartobliwy aspekt całej sprawy, doskonale wpisujący się w obecną dyskusję polityczną. Trudno bowiem zaprzeczyć, że wspomniana deklaracja była znacznie szybciej znana Rosjanom (w jakim języku była ich wersja jest chyba jasne) niż polskiemu sejmowi.

W kwestii wspomnianej deklaracji Tusk i Sikorski bezwzględnie powinni byli porozmawiać z resztą sil politycznych. I nie musieli spinać szarych komórek by wymyślać jakieś „okrągłe stoły” bo w obecnym porządku mają do dyspozycji stosowne środki, by przeprowadzić choćby sejmową debatę. Powinni rozmawiać dlatego, że, jak to się teraz zwykło mówić wśród mądralów, agenda zawarta w deklaracji obejmuje okres wykraczający poza lata, na które obecna ekipa dysponuje mandatem do sprawowania władzy.

Tak więc nie ma wątpliwości, że cały „okrągły stół” wymyślono (autor! autor!) po to tylko, by PiS miał co wyśmiać i odrzucić a Tusk mógł się na to pożalić i  znów podkreślić, ze konkurent bełkoce. Oczywiście ciekawy jest scenariusz, w którym, choćby dla jaj, PiS mówi „owszem”. Ciekawy z perspektywy miny Tuska, który pospiesznie musiałby szukać zamienników słowa „bełkot”. PiS oczywiście nie mógł tak powiedzieć, bo niepoważnych ofert poważnie się nie traktuje.

* http://wiadomosci.onet.pl/kraj/tusk-ponawiam-wezwanie-do-okraglego-stolu-ws-polityki-wschodniej/y8clt

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz