poniedziałek, 26 maja 2014

Wyniki czyli smak goryczy zwycięstwa



Przyznam, że te notkę pisałem w wielkim pośpiechu i w nerwach. Bo jest ona o ciągle nieznanych wynikach wyborów i byłem w nerwach, że gdzieś w połowie jej pisania PKW zrobi mi numer i wreszcie, nadludzkim wysiłkiem zdoła przemóc swą niemoc.

Tytuł wymyślił któryś z braci Minkiewiczów i włożył w usta Wilqu Superbohatera, któremu jego kolega nie pozwolił się cieszyć jakimś zwycięstwem. Usłyszał wtedy od Wilqa ów kolega, że mu sp… spaprał ów smak goryczy zwycięstwa. Jeśli dziś okaże się, że oficjalne wyniki będą inne niż wynik badania IPSOS i inny będzie prawdziwy zwycięzca to choć najważniejsze będzie oczywiście to, kto jest zwycięzcą, nikt czasu nie cofnie i nie odda zwycięzcy chwili tryumfu w wyborczy wieczór. Jeśli ogłosi się je dziś, będzie to jak wręczenie medalu pół roku po mistrzostwach, gdy okazało się, że ten co niby wtedy wygrał, coś tam brał, czego nie powinien.

 Tak więc jeśli stanie się to, na co się w tej chwili zanosi, będzie to właśnie odebranie zwycięzcy tego smaku goryczy zwycięstwa. Który mu się należał wtedy, gdy wszyscy na to patrzyli. Smakował wtedy jednak ktoś inny.

Choć PKW działa teraz ewidentnie na moja korzyść, bo nie zanosi się, bym nie skończył w czas tej notki, mam coraz bardziej szalone teorie na temat przyczyn tego opóźnienia. Bo zadziwiające jest, że wyniki z ponad 95 % komisji udało się policzyć w kilka godzin a te pozostałe 5 % zajmuje komisji już ponad pół doby. I końca jakby nie widać.

Różni mędrkowie mogą się naśmiewać z tych, którzy stają się coraz bardziej podejrzliwi ale PKW na te podejrzenia solidnie pracuje. Nie wiem czy te 5% komisji przysłało do PKW protokoły pisane cyrylicą, czy ryją je w kamieniu i czy wreszcie niosą pieszo z tego Rzeszowa i Zabrza. Nie wiem jakiej generacji liczydła pracują w Warszawie.

W każdym razie sytuacja, w której redaktor Morozowski ciągle jeszcze nie wie czy naprawdę to wielkie, jednoprocentowe zwycięstwo PO zmieni się nagle w remis na mandaty jest coraz bardziej nieznośna. Tak dla mnie, jak i dla redaktora Morozowskiego. Dla niego z powodów oczywistych a dla mnie, bo nie lubię oglądać, jak się ludzie tak nieludzko męczą. Jak redaktor Morozwoski wyjaśniający na czym polegało to wczorajsze zwycięstwo i ten możliwy remis.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz