niedziela, 11 maja 2014

Po co wam wolność, macie przecież eurowizję



Oglądając siłę rażenia, z jaka uderzyła w Polskę Konczita Wurst zastanawiam się czy moi współplemieńcy nie mają naprawdę nic ciekawszego do roboty od oglądania i komentowania czegoś tak tandetnego jak ów festiwal, który zakończył się „niespodziewanym” zwycięstwem austriackiej babyryby.

Oczywiście cała dyskusja o werdykcie nie sprowadza się do walorów artystycznych występu owego dziwadła lecz dotyczy wpływu tego wydarzenia na naszą cywilizację. Myślę, że będzie miało ono dokładnie taki sam wpływ jak siedząca w moim polomarkcie na kasie pani, której zarost jest też niczego sobie.

Co innego gdyby baba z brodą, z racji bycia babą z broda jedynie, została wybrana prezydentem Stanów Zjednoczonych. Albo, co nie daj Boże, Rosji. To by świadczyło bardzo źle o stanie naszej cywilizacji. Byłoby dowodem głębokiego zidiocenia większości dorosłej populacji. Pokazywanie baby z brodą przez telewizję jest natomiast, upraszczając dość mocno, „działaniem misyjnym”. Kiedyś tam wynaleziono telewizję by nieść gawiedzi radość. Uniwersalną, więc i niezbyt wyszukaną. To, że z czasem tłuszczy radość nieść zaczęły całkiem inne audycje niż „Happy Days” i „klub Myszki Miki” stanowi ciekawy temat dla antropologów kultury. Którzy sami w sobie są takimi babamirybami z jakby wyższego poziomu czy tam półki.

Swoją drogą skala dyskusji o panu Konczicie ujawnia skalę zainteresowania ewidentnym szaisem, którym jest w mojej impreza, wygrana przez wspomnianego Konczitę. I w tym, w owej ujawnionej prawdzie o kondycji gustu estetycznego obywateli, widzę jedyną zaletę owej przebieranki, jakiej ów pan dokonał na oczach, jak się okazuje, całej niemal Europy.
 Z tym zainteresowaniem festiwalem eurowizji jest chyba jak z disco polo. Jak kogo zapytać co o tym gatunku sadzi, dziewięciu na dziesięciu skrzywi się boleśnie, wymownie i znacząco. Kiedy jednak wypiją sobie nieco, cała dziesiątka ryczeć będzie „Ja uwielbiam ją, ona tu jest i tańczy dla mnie” przekrzykując się nawzajem by nie oddać nikomu pola.

 Ja nie mówię, że to coś złego. Ot, podkasana muza. I tyle. 

Gdyby choć na tej eurowizji jakiś kraj wystawił Divę Plavalagunę,  ET, Alfa lub innego kosmitę to ja rozumiem. Ale rozbić halo bo jakiś gościu ubrał się w kieckę? Nie on pierwszy i nawet nie dziesiąty. To już było nie raz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz